Wiadomości

Beskidy: właściciele ośrodków narciarskich rozważają otwarcie od 18 stycznia

2021-01-12, Autor: Tomasz Raudner

Niezależnie od obowiązujących obostrzeń, właściciele ośrodków narciarskich w Beskidach rozważają wznowienie działalności od 18 stycznia. Wspierają ich w tym samorządowcy. O zamiarach poinformowali w Wiśle podczas briefingu prasowego.

Reklama

Briefing zorganizował Wiślański Skipas – inicjatywa zrzeszająca 15 ośrodków narciarskich. Za sprawą Wiślańskiego Skipasu stacje narciarskie oferują klientom na wspólnej karcie korzystanie z 25 tras w Wiśle, Ustroniu oraz Istebnej. Za sprawą rządowych obostrzeń jest to jednak niemożliwe.

Wiślański Skipass: Mówimy "dość"!

Przedsiębiorcy ponoszą straty, które odbijają się również na finansach mieszkańców i samorządów. I powiedzieli dość.

- Mówimy dość przede wszystkim temu, że stoki są zamknięte dla narciarzy, a są otwarte dla saneczkarzy, którzy nie zachowują żadnych norm sanitarnych. W momencie, kiedy stoki zostały otwarte dla narciarzy i snowboardzistów, dostaliśmy gotowy protokół sanitarny, któy musieliśmy wypełnić. Musieliśmy przestrzegać zasłaniania ust, nosa. Musieliśmy przestrzegać tego, by na obiekcie znajdowała się określona liczba osób. I z tym sobie poradziliśmy. Przez cały czas, kiedy byliśmy otwarci, byliśmy kontrolowani przez policję i sanepid i te kontrole nie przyniosły nawet żadnego pouczenia. W tym momencie stoki są otwarte, ale nie są otwarte dla klientów – mówił Arkadiusz Matuszyński, pełnomocnik zarządu Wiślańskiego Skipasu.

Briefing zorganizowany był rano, kiedy jeszcze nie była znana decyzja rządu o wydłużeniu obostrzeń do 31 stycznia. Właśnie ta niepewność co do przyszłości była kolejnym powodem powiedzenia „dość”.

- Narciarstwo, snowboard jest sportem bezpiecznym. Bedziemy to powtarzać do znudzenia, aż ktoś nas wreszcie usłyszy. Narciarze, snowboardziści mają rękawice, mają zasłonięte usta, nosy. Są zachowane dystanse. To jest sport, którego nie da się uprawiać nie zachowując dystansu na stoku. Mamy nadzieję, że ktoś wreszcie zacznie z nami rozmawiać, że ktoś wreszcie nas usłyszy. Bo na razie to tylko my wysyłamy pisma. My słaliśmy prośby o wydłużenie ferii, a nie kumulowanie ich do dwóch tygodni. Wszyscy widzieliśmy, co działo się podczas tego tygodnia. Widzimy to podczas weekendu, kiedy nie było możliwości wyjazdu z Wisły – dodał pełnomocnik Wiślańskiego Skipasu.

 

Właściciel stacji Skolnity: bez pracy może zostać 1000 osób

- Powiedziano nam, że mamy się otwierać w grudniu. Otworzyliśmy się. Później nas zamknięto, mimo że stosowaliśmy się do wszystkiego. My jesteśmy taką branżą, która musi naśnieżać, musi się przygotowywać, co zresztą widać za moimi plecami. Naśnieżamy, bo nie wiemy, czy nas otworzą, czy nie – mówił Janusz Tyszkowski, właściciel ośrodka Skolnity.

Powiedział, że na wszystkich stokach Wiślańskiego Skipasu pracuje 1000 osób. I jeśli nie będzie pracy, trzeba będzie ich zwalniać. Są to osoby pracujące zarówno bezpośrednio przy obsłudze wyciągów, ale też gastronomii, transporcie, zabezpieczeniu, innymi słowy są to wszystkie osoby pracujące przy narciarstwie.

- Nie rozumiemy pewnych działań. Otwarte są galerie, sklepy wielkopowierzchniowe, gdzie nawet nie liczy się ludzi. A na stokach, gdzie można się dotlenić, gdzie dzieci na feriach powinny jeździć, mamy saneczkarzy i jabłuszkowców, którzy tratują nam stoki i nic z tego nie wynika. Możemy dopuścić snowboard i narty. Jesteśmy za tym, żeby się jak najszybciej otworzyć – dodał.

Właściciel stacji Soszów: Rozważamy otwarcie się 18 stycznia

Konkretniej wypowiedział się właściciel stacji Soszów.

- Rozważamy otwarcie się 18 stycznia, bo nas nie stać na dalsze utrzymywanie ośrodków, na pensje, na spłacanie kredytów obrotowych, na leasingi, zaciągnięte zobowiązania. My musimy pracować, bo inaczej tarcza, która się szykuje, to nie wiadomo, czy na cokolwiek pomoże. Może na waciki, patrząc na to, że w marcu 2020 nas zamknięto i do dziś nie dostaliśmy żadnej pomocy finansowej – mówi Waldemar Wiewióra, prezes firmy Wagart, właściela stacji Soszów.

W ferie w normalnych warunkach przeciętna stacja narciarska ma około 70 tys. zł przychodu dziennie. Zatem dwa tygodnie ferii dla stacji to blisko milion zł przychodu. Właściciel ośrodka Soszów przyznał, że samo naśnieżanie tras kosztuje około 10 tys. zł dziennie.

Zapytany, czy rozważa otwarcie się już w najbliższych dniach odparł, że skoro wytrzymali tyle, to ten tydzień obostrzeń jeszcze też wytrzymają.

- Zamknęliśmy się, choć prawnicy nam mówią, że obostrzenia wprowadzone rozporządzeniem są niezgodne z prawem. Ale chcieliśmy pomóc ograniczyć zakażenia. Widzimy jednak, że ilość zakażeń nie maleje. Stacje narciarskie nie są nośnikiem pogarszania epidemii – dodał.

- Będziemy wspierać Podhale, które zapowiedziało, że będzie się otwierać tak czy siak od 18 stycznia, nie zważając na konsekwencje – dodał.

Karolina Wantulok, prezes Wiślańskiej Organizacji Turystycznej podkreśla, że sytuacja branży turystycznej w miejscowościach turystycznych jest dramatyczna. - Nie dostaliśmy żadnej pomocy, a skumulowanie ferii dla całej Polski powoduje przepełnienie, czyli to, przed czym przestrzegaliśmy. Stoki bez narciarzy są przepełnione, korki są straszliwe. Wszyscy mają dosyć lockdownu, wszyscy chcą wyjść z dziećmi. Prosiliśmy rząd o rozciągnięcie ferii w czasie, żebyśmy mieli szansę walczyć z koronawirusem w reżimie sanitarnym, natomiast wszystkie prośby, uwagi branży są bez efektów - mówiła Karolina Wantulok, prezes Wiślańskiej Organizacji Turystycznej.

Przedsiębiorcy mają myśli samobójcze

- 85 proc. mieszkańców Wisły żyje z turystyki. Zostaliśmy bez pomocy i trzeba nazwać rzecz po imieniu – branża turystyczna w Wiśle i innych miejscowościach umiera. Czekamy na wymierną pomoc rządu. Nastroje przedsiębiorców są złe, osoby, które nie prowadzą biznesów do marca mają myśli samobójcze – dodała.

"Na stokach są tłumy, nic z tego nie mamy"

- 18 tys. osób nie dostało pracy, a ponad 300 ośrodków jest nieczynnych, w Szczyrku i innych miejscowościach są tłumy, a my nic z tego nie mamy. Brakuje nam już sił – taką skalę lockdownu w Szczyrku przedstawił Mirosław Bator, prezes Szczyrkowskiej Izby Gospodarczej.

Beata Rakszawski ze Szczyrkowskiej Izby Gospodarczej, zarazem dyrektor zarządzająca w Centrum Kongresów i Rekreacji Orle Gniazdo Szczyrk powiedziała, że do dzisiaj nikt z rządu nie przyjechał w Beskidy, żeby rozmawiać z przedsiębiorcami.

- Decyzje podejmowane są bez nas. Rządzący mówią, że płyną do nas 2 mld zł. Tylko do kogo? Chcemy zorganizować wideokonferencję z wojewodą - powiedziała Beata Rakszawski. Przyznała, że w swojej firmie musiała już przeprowadzić zwolnienia.

Przedsiębiorców wspierają samorządowcy. Podczas briefingu o solidarności z mieszkańcami – właścicielami firm zapewniali burmistrzowie Wisły i Skoczowa.

- Nie wyobrażamy sobie, żeby nas tu nie było. My w samorządach również mamy problemy, jak wszystko pospinać, stąd nasza obecność tutaj z naszymi mieszkańcami – powiedział Tomasz Bujok, burmistrz Wisły.

- Nie połączyła nas tu polityka, tylko wirus i konsekwencje tego wirusa. 70 proc. dochodów daje zima. Im większe problemy naszych przedsiębiorców, mieszkańców, tym większe są problemy naszych budżetów. 90 proc. dochodów Szczyrku pochodzi z turystyki. Nie chcemy nikogo krytykować, wiemy, że cała Europa błądzi i mota się w tym wszystkim. Na dzień dzisiejszy nie mówimy już jak pewne rzeczy powinny wyglądać, tylko jak pomóc branżom, które są praktycznie położone. I nie mówimy tu tylko o hotelarstwie, gastronomii czy stokach, bo jest tyle naczyń połączonych ze sobą, że nie jesteśmy w stanie określić, kto ile traci. Być może pan premier chce oddać serce i pomóc, ale nie wie komu i ile – powiedział burmistrz Szczyrku Antoni Byrdy.

Każda sekunda to 50 zł strat

Dodał, że na stronie miasta Szczyrk został włączony licznik utraconych dochodów. Działa od okresu po świętach, czyli momentu szczytu sezonu. Pokazuje, że każda sekunda oznacza 50 zł strat dla miasta, biznesu, mieszkańców. Oznacza to 4,32 mln zł strat dziennie.

- Dlatego popieramy często są to fimy rodzinne, budowane latami, które stają na skraju bankructwa, a nie wspominam juiż o tych, co mają kredyty, leasingi - dodał burmistrz.

Przedstawiciele Wiślańskiego Skipasu powiedzieli, że decyzja o tym, kiedy stoki zostaną solidarnie otwarte zapadnie w czwartek – piątek. Już teraz zapraszają na kolejne wydarzenie – Chcemy na stok, w poniedziałek o 9.00.

 ----

Cytaty są spisane z relacji wideo przeprowadzonej przez Czujny

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Czy popierasz przedsiębiorców wznawiających działalność mimo obostrzeń?






Oddanych głosów: 228