Polecamy na Śląsku

Co ma Śląsk do piernika? Tradycyjne są z Torunia, najpiękniejsze z Mikołowa!

Author profile image 2022-05-14, Autor: Magdalena Zmysłowska

Piernikowe Love to projekt, którego twórczynią jest Kornelia Podbioł-Janicka, z urodzenia jastrzębianka, aktualnie mieszkająca w Mikołowie. Czy da się żyć z piernikowych ozdób? Co sprawia, że te małe rękodzieła coraz częściej wybierane są w charakterze prezentów? Co jest sekretem wyjątkowego smaku tych rarytasów? O tym wszystkim właścicielka pracowni opowiada w rozmowie ze Śląskim Biznesem.

Reklama

Kornelia Podbioł-Janicka, właścicielka mikołowskiej pracowni Piernikowe Love, pierniczki piecze od 6 lat. Choć na początku nic nie wskazywało na to, że staną się one pomysłem na życie.

Przy okazji świąt Bożego Narodzenia znalazłam w jakiejś gazetce dla kobiet przepis na pierniczki i na lukier - opowiada. - Od tego zaczęły się wypieki, najpierw dla siebie albo jako prezent dla znajomych. Nie miało to nic wspólnego z profesjonalizmem. Ale po jakimś czasie znajomi, którzy dostawali ode mnie okolicznościowe pierniki, zaczęli dopytywać o takie z powodu innych, konkretnych okazji. A okazji było mnóstwo: urodziny, Walentynki, Dzień Matki, Ojca, Chłopaka.

Dlaczego piernikowe prezenty cieszą się takim zainteresowaniem? Pani Kornelia ma na to wyjaśnienie.

Bo piernik ma takie właściwości, że może bardzo długo leżeć. Często jest tak, że ktoś - zamiast moje wypieki konsumować - latami trzyma je na pamiątkę. Często słyszę od moich klientów historie, że dzieci po 10 latach znalazły wśród świątecznych ozdób moje pierniczki. Zjadły i nic im się nie stało - uśmiecha się właścicielka Piernikowe Love. - To trochę jak kiedyś z cukierkami z choinki.

Pani Kornelia nie ukrywa, że przez sześć lat trwania działalności, produkt ulegał niezbędnym modyfikacjom, pierwotny przepis wymagał przekształceń, które miały na celu dojście do perfekcji w zakresie smaku.

Pierwotny przepis miał określone proporcje, nad którymi długo pracowałam. Podobnie jak nad procedurą pieczenia, która dziś wygląda już zupełnie inaczej - tłumaczy Kornelia Podbioł-Janicka. 

Piernikowe ozdoby: czy istnieje przepis idealny?

Nie ma u mnie czegoś takiego, jak tajemnica przepisu - zdradza pani Kornelia. - Mój jest dostępny na Facebooku, służę też radą każdemu, kto chce spróbować, chętnie dzielę się doświadczeniem.

Autorka przyznaje, że na początku działalności sama spotykała się ze "ścianą" w branży. Na przestrzeni tych kilku lat środowisko zmieniło się na tyle, że "piernikarki" wspierają się wzajemnie.

Moim tajemnym składnikiem jest świeża starta skórka pomarańczy - zdradza twórczyni piernikowych ozdób. - To ona decyduje o wyjątkowym smaku moich pierników. A jest on ważny, bo sama jestem łasuchem i gdyby moje wyroby mi nie smakowały, stwierdziłabym, że nie ma co przekazywać ich dalej (śmiech).

I dodaje, że w produktach powstających w jej pracowni nadrzędną rolę i tak pełni lukier, czyli ozdoba. A wizualnie każdy z produktów jest dopracowany w najmniejszym szczególe, bo autorka – jak sama przyznaje – jest uzdolniona manualnie.

Moim mocnym punktem jest to, że nie muszę czerpać inspiracji z internetu czy gotowych szablonów, potrafię stworzyć coś sama. Owszem, wymyślam sobie sama foremki, które robią dla mnie dziewczyny, które drukują foremki 3D, ale ich zarys zawsze powstaje w mojej głowie – opowiada Kornelia Podbioł-Janicka – Na rynku jest mnóstwo takich osób jak ja, ale o moim sukcesie prawdopodobnie decyduje fakt, że każdy produkt jest mocno spersonalizowany.

Piernikowe ozdoby - pasja czy sposób na życie?

Pani Kornelia przyznaje, że początkowo jej działalność była tylko dodatkiem do wykonywanej pracy. Od około czterech lat żyje z pieczenia piernikowych ozdób. I podkreśla, że wbrew pozorom, zdarzają się dni, kiedy brakuje doby na realizację zleceń.

Aktualnie mam około 10 stałych klientów hurtowych, do których należą sklepiki, cukierenki i inne tego typu punkty. Zaopatruję je cyklicznie od okazji do okazji, bo w tej branży rok składa się ze świąt: styczeń – Dzień Babci i Dziadka, luty – Walentynki, marzec – Dzień Kobiet, kwiecień – Wielkanoc, itd. Okazjonalnie dostaję też np. zlecenia na pierniki z logiem firm - też często z okazji świąt - mówi.

Jeśli chodzi o klientów detalicznych, właścicielka Piernikowe Love tłumaczy, że najpiękniejszym okresem dla piernikarek są oczywiście święta Bożego Narodzenia.

Ale coraz częściej pierniczki zamawiane są na inne okazje: Dzień Nauczyciela, Dzień Chłopaka, narodziny dziecka, ślub. Coraz częściej zresztą szukamy prezentów indywidualnych, spersonalizowanych - wyjaśnia.

Piernikowe Love: każdy piernik to małe arcydzieło 

Piernikowe Love produkuje maksymalnie 500 sztuk pierniczków miesięcznie. Właścicielka pracowni podkreśla, że nie jest to produkcja na masową skalę.

Dla mnie jest to praca rękodzielnicza, powiedzmy sobie szczerze – produkt luksusowy – opowiada pani Kornelia. - W pewnym momencie, przy większym zleceniu, miałam do pomocy bratanicę, która piekła, ja tylko dekorowałam. Ale tak naprawdę większość produktów to oryginalne, niepowtarzalne realizacje.

Najdroższe pierniczki, które wyszły z mikołowskiej pracowni to wypieki trzydziestocentrymetrowe, czyli w rozmiarze największym, jaki można wytworzyć w tradycyjnym piekarniku. Takie zdarzają się rzadko, ich twórczyni przyznaje, że ostatnie takie zamówienie zrealizowała około 3 lata temu. Jego wartość sięgała wówczas około 200 złotych!

Pierniki 3D: prezenty dla bliskich z wizerunkiem psa czy kota

Zapytana o najciekawsze realizacje pracowni Piernikowe Love, Kornelia Podbioł-Janicka wymienia wiele zleceń, ale i osobistych projektów.

Kiedyś, specjalnie dla mojego męża, zrobiłam cherubina ze strzałą, a były to początki mojej przygody. Po okresie fascynacji "Grą o tron" piekłam smoki, dla siebie. Teraz namiętnie wykonuję portrety zwierząt na pierniczkach, a są to pierniki 3D, psy i koty mają wypukłe mordki. Nawet moja mama, która widzi te pierniki codziennie i często pomaga mi je pakować, przy pierwszym - chyba Yorku - była przekonana, że posypałam piernik pluszem! - opowiada nasza rozmówczyni.

Zdarza się też, że wypieki pani Kornelii są naznaczone inną misją.

Kiedyś wykonałam pierniczek na akcję charytatywną dla Gądkowa Wielkiego, na rehabilitację chorej dziewczynki. Miał kształt serca, przedstawiał tamtejszą stację kolejową. Trochę "popłynęłam" i w oknach umieściłam kwiaty, bo wydawała mi się bura - opowiada twóczyni pierników.

I dodaje:

Jakie było moje zaskoczenie, kiedy - już po licytacji, na zresztą niemałą kwotę - wybrałam się w te okolice i zobaczyłam w oknach stacji kwiaty. Bardzo chcę wierzyć, że zainspirowali się moim piernikiem – śmieje się pani Kornelia.

Z pracowni Piernikowe Love wyszedł też piernik z herbem Mikołowa, również przeznaczony na aukcję. I  został zlicytowany za – bagatela – około tysiąc złotych.

Piernikowe Love: każdy piernik to spersonalizowany prezent

Kornelia Podbioł-Janicka podkreśla jednak, że pamięta wszystkie swoje pierniki.

Być może wydaje się to niewiarygodne, ale ja naprawdę pamiętam je wszystkie - mówi z przekonaniem. - Mam w sobie dużo z dziecka i tak jak kiedyś pamiętałam każdą moją kolorowankę, tak teraz jest z piernikami. Bawię się tym, ale też wkładam w każdą pracę wiele serca.

Właścicielka pracowni prowadzi też cyklicznie warsztaty w Miejskim Domu Kultury w Mikołowie, a także w rodzinnym Jastrzębiu-Zdroju oraz - coraz częściej - w siedzibach firm, które wyrażą zainteresowanie. Najczęściej odbywają się w okresie świątecznym, ale przy odpowiedniej ilości chętnych zdarza się, że są też dodatkowo organizowane w ciągu roku.

Jak już mówiłam, mam w sobie dużo dziecka i lubię się tym bawić, ale nie lubię sama – śmieje się pani Kornelia. - Więc przystałam na pierwszą propozycję z mikołowskiego Domu Kultury, bo zrozumiałam, że w końcu znajdą się koleżanki do tej zabawy.

I - już całkiem poważnie - opowiada, że zdarzyło się, że uczestnikiem warsztatów był również mężczyzna. Na spotkaniach mile widziane są też dzieci, ale one mają w sobie naturalną radość. Natomiast prawdziwą misją warsztatów jest coś innego.

Największą radością jest moment, w którym te kobiety zaczynają odpoczywać - opowiada Kornelia Podbioł-Janicka. - Oczywiście technicznie wynoszą ze spotkań dużo, potem obserwuję, że tworzą, pieką. Ale te warsztaty łączą aspekty dla ciała i dla duszy. I chyba te dla duszy są dużo ważniejsze.

Oceń publikację: + 1 + 11 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Czy rząd powinien wprowadzić dopłaty do zakupu węgla?






Oddanych głosów: 196

Prezentacje firm