Wiadomości

Jest zima, a mamy suszę. Wiosną może być katastrofa z brakiem wody

2020-02-03, Autor: tora

To może być największa susza w Polsce od 50 lat – powiedział dziś w Radiu Plus Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Już teraz, choć mamy kalendarzową zimę, gleba w kraju, w tym na Śląsku jest zastraszająco sucha.

Reklama

Największa susza od 50 lat

- Czeka nas bardzo trudna wiosna ze względu na małe opady. Jeśli taka sytuacja się utrzyma, to możemy mieć najsilniejszą od 50 lat suszę - ocenił w poniedziałek Radia Plus minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk.

Jest zima, śniegu brak

O tej porze roku, przynajmniej połowa Polski powinna być pokryta śniegiem. Jak informują Wody Polskie „zimowe opady w istotny sposób zasilają glebę oraz potoki i rzeki. Zarówno w ubiegłym roku, jak i w bieżącym obserwujemy niewielkie opady śniegu, co oznacza, że już wiosną możemy mieć suszę.”

Wody Polskie wyjaśniają, że susza występuje w kilku typach. "Rozróżniamy suszę atmosferyczną, suszę rolniczą, suszę hydrologiczną (dotyczy wód powierzchniowych) i suszę hydrogeologiczną (dotyczy wód podziemnych). W ubiegłym roku szczególnie odczuwalna przez Polaków była susza rolnicza. Najnowsze dane wskaźnika wilgotności gleby dla stycznia 2020 roku wskazują na niską wilgotność gleby – poniżej 40%, a miejscami nawet poniżej 35% (w profilu na głębokości poniżej 1m). Przyczyną przede wszystkim jest brak opadów – bezśnieżna i sucha a przy tym ciepła zima – uniemożliwia odbudowę wilgoci w glebie. Obecnie na obszarze Kujaw, województwa zachodniopomorskiego poprzez województwo pomorskie, wielkopolskie oraz na połowie obszaru regionu łódzkiego, jak również warmińsko-mazurskiego, dane wskazują na bardzo intensywną suszę atmosferyczną i rolniczą.

Mapa danych projektu S4D (Service 4 Drought) realizowanego ze środków Europejskiej Agencji Kosmicznej wskaźnik SPEI. Stan na pierwszą dekadę stycznia 2020

O tym, jak niekorzystne są warunki suchej zimy świadczą wartości bilansu wodnego za cały okres od jesieni i zimy. Ocenę sytuacji umożliwia wskaźnik obrazujący warunki zasilania opadem atmosferycznym tzw. standaryzowany wskaźnik opadu liczony na 3 miesiące wstecz (SPI3) bezpośrednio, wg danych projektu S4D, identyfikuje obszary, gdzie niskie lub deficytowe warunki opadowe nie zapewniają właściwej wilgotności gleb ani zasilania płytkich wód podziemnych. W przypadku dalszych skąpych opadów, rośliny na polach wiosną będą wzrastały już w warunkach suszy.

Wskaźnik (SPI3) obrazujący warunki zasilania opadem atmosferycznym tzw. standaryzowany wskaźnik opadu liczony na 3 miesiące wstecz. Mapa danych projektu S4D (Service 4 Drought) realizowanego ze środków Europejskiej Agencji Kosmicznej wskaźnik SPEI. Stan na pierwszą dekadę stycznia 2020

Od wielu lat meteorolodzy obserwują również zmianę charakteru opadów. „W naszym kraju coraz częściej pojawiają się nawalne deszcze, na ogół występujące w sezonie wiosenno-letnim. Na ich skutek wody opadowe szybko odpływają do rzek, nie wsiąkają w wystarczającym stopniu w glebę. Oba te zjawiska, w połączeniu z wysokimi temperaturami, które przyspieszają odparowywanie wody z gleby, zbiorników wodnych i roślinności) sprzyjają zjawisku suszy.” podają Wody Polskie.

Nawałnice, gleba sucha

W 2019 roku sytuacja wyglądała podobnie. W zimie opady były niewielkie. W ciągu roku okresowo pojawiły się nawalne deszcze. Roczna suma opadów w 2019 roku nie odbiegała znacząco od średniej z wielolecia, która wynosi 650 mm. Problem w tym, że woda z nawałnic szybko spływa, przez co gleba nie zdąży odpowiednio nasiąknąć.

"Jak szybko obecnie woda „ucieka” nam rzekami i odpływa do Bałtyku? Przykład mieliśmy w zeszłym roku, kiedy na skutek intensywnych wiosennych opadów wody w niektórych polskich rzekach, w tym w Wiśle, gwałtownie wezbrały. Z początkiem czerwca na wodowskazie Warszawa-Bulwary Wisła miała niemal 600 cm głębokości. Sześć tygodni później na tym samym wodowskazie Wisła sięgała zaledwie 40 cm! Jedynym rozwiązaniem, które może skutecznie zapobiec temu zjawisku, jest retencja. Duże inwestycje, planowane przez Wody Polskie – takie jak Stopnie Wodne Lubiąż i Ścinawa na Odrze, czy Stopień Wodny Siarzewo na Wiśle są konieczne, aby na skutek suszy, największe rzeki w Polsce nie zanikały. Obecnie zjawiska tego typu w postaci tzw. niżówki obserwujemy na Warcie i jej dopływach. Stan suszy hydrologicznej notowany jest również na Pilicy, Wieprzu oraz dolnej Noteci." informują Wody Polskie.

Retencja, retencja

Rozwiązaniem problemu była większa retencja wody. Tymczasem jak mówi minister, Polska tylko w 6,5 proc. retencjonuje wodę. - Biorąc pod uwagę to co w ostatnim roku działo się w Polsce, jeśli chodzi o poziomy wód i katastrofalnie niski stan wody na Wiśle czyli 33 cm, musimy naprawdę przygotować się pod kątem suszy - ostrzegł minister.

Według niego ilość opadów powinna się zrównoważyć, natomiast będzie to bardzo trudna wiosna, bo tych opadów mamy teraz mało. Jeśli taka sytuacja się utrzyma, to możemy mieć suszę chyba najbardziej w swojej mocy najsilniejszą w porównaniu z ostatnim 50-leciem - podkreślił minister. Wyjaśnił, że w związku z tym przygotowano program, który rozpoczyna się w tym roku. Chodzi, jak wyjaśnił, o „program rozwoju retencji i ten, który realizujemy w ramach programu „Stop suszy”.

Pytany o narzędzia, które mogą pomóc w zapobieganiu skutkom suszy w krótkiej perspektywie odpowiedział: „To przede wszystkim odpowiednia gospodarka wodna (...) alimentacji wód. Czyli, te zbiorniki wodne, które mamy, można przygotować w taki sposób, aby maksymalnie kumulować wodę w okresie przypływu wód i stopniowo ją uwalniać – tłumaczył.

Budowa studni przy domach

Minister zapowiedział uruchomienie programów indywidualnych, które mają przeciwdziałać suszy. - Przede wszystkim program, który za chwilę będzie ogłoszony, budowy własnych studni głębinowych przy domach. Na to chcemy przygotować środki, jak również programy melioracyjne, które w połączeniu z Ministerstwem Rolnictwa będą realizowane – mówił.

Dodał, że chodzi o studnie do wykorzystania głównie wody deszczowej.

Drugim rozwiązaniem są zbiorniki wodne do 1000 m kw., „które można budować bez jakichkolwiek pozwoleń i przy użyciu środków pochodzących czy to z PROW-u, czy z programów związanych z gospodarką wodną. Wszystko to ma na celu mikroretencję - podkreślił Gróbarczyk. Zaznaczył, że „wszystkie dotychczasowe inwestycje trzeba będzie przebudować, jako zbiorniki mokre. To się faktycznie dzieje – przekonywał.

Zbiorniki do przebudowy

Retencja w Polsce wynosi około 6,5 proc. Oznacza to, że gromadzimy i przetrzymujemy przez dłuższy czas około 4 mld. m sześc. wody. Retencja powinna być przynajmniej dwa razy wyższa, aby zgromadzone zasoby zaspokoiły wszystkie potrzeby ludzi, gospodarki i środowiska. Inwestycje między innymi w duże i małe zbiorniki retencyjne mają kosztować w ciągu kilku lat 14 miliardów złotych. Zbiorniki te mają być też wielofunkcyjne, czyli aby mogły przyjmować nadmiar wody w czasie powodzi i spuszczać ją w razie suszy.

Ale, jak dowodzą Wody Polskie, działania na rzecz retencji powinny prowadzić różne podmioty – nie tylko instytucje państwowe, których działania są powiązane z gospodarką wodną, ale też samorządy, organizacje społeczne i obywatele.

Czy uda się zapanować nad suszą?

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Jak formę pracy wolisz bardziej?




Oddanych głosów: 184