Śląski Biznes poleca

Kredyt wzięty z głową pomoże rozwinąć inwestycyjne skrzydła

2021-12-30, Autor: tora

Czy w prowadzeniu firmy, inwestowaniu, należy unikać kredytów? A jeśli nie kredyt, to jak inaczej zdobyć fundusze na działalność, kiedy bieżące zyski na nowe projekty nie wystarczają? Spróbujmy przeanalizować plusy i minusy kredytowania działalności gospodarczej, z przedstawieniem alternatyw. Może akurat nasza analiza sprawi, że potencjalny inwestor inaczej popatrzy na finansowanie inwestycji środkami bankowymi.

Reklama

Czym jest kredyt inwestycyjny? Kredyt jest formą pozyskiwania kapitału bankowego, długoterminowego, na 10 – 15 lat a czasami nawet na okresy dłuższe. Może być zaciągnięty na przykład na zakup lub budowę siedziby firmy, hali czy linii produkcyjnej, także na zakup sprzętu do prowadzenia działalności. Oczywiście, wiele rzeczy można leasingować, ewentualnie z opcją wykupu po zakończeniu okresu leasingowania. Ale równie dobrze można te rzeczy nabyć posiłkując się kredytem i stać właścicielem już w momencie zawarcia umowy. W przypadku przedsięwzięć kredytowanych potrzebny jest wkład własny, zwykle na poziomie 25 proc.

- Bywają od tego odstępstwa, zwykle w przypadku banków spółdzielczych, z którymi współpracujemy. Udało nam się zejść z wkładem własnym do 10 proc. Ale nawet ten podstawowy poziom 25 proc. oznacza dla przedsiębiorców niezłą formę finansowania. Możemy na przykład sfinansować inwestycję w siedzibę. Załóżmy płacę 10 tys. zł miesięcznie czynszu najemnego, czyli rocznie kosztuje mnie to 120 tys. zł. Nagle się okazuje, że w ciągu 10 lat oddaję 1,2 mln zł wypracowanych w firmie pieniędzy właścicielowi nieruchomości, a po drodze, oprócz korzystania z pomieszczeń orientujemy się, że nic z tego nie mamy. A powiedzmy przy zakupie siedziby za milion zł i wkładzie własnym rzędu 250 tys. zł, bierzemy kredyt na 750 tys. zł. Dzieląc na 10 lat wychodzi nam po 75 tys. zł kapitału do spłaty – mówi Wojciech Pleszyniak, dyrektor zarządzający w spółce Geltag.

Oczywiście posiadanie takiego finansowania wiąże się z kosztami. Prowizja bankowa przy kredytach inwestycyjnych wynosi około 1,5 proc. Są też inne koszty bankowe, jak marża, opłaty manipulacyjne. A te rosną. To wynik m.in. inflacji. Utrzymanie systemu bankowego jest drogie, nadzorca narzuca kolejne obowiązki. Dodajmy do tego czynniki obiektywne jak podwyżki stóp procentowych czy wskaźnik WIBOR, czyli koszt pozyskania pieniądza. Zatem obecnie koszt kredytu dla sektora MŚP realnie wynosi około 6-7,5 procent w skali roku. Oczywiście, część tych opłat jest pochodną wysokiej inflacji. Kiedy ta spadnie, koszty kredytu tak samo potanieją.

Zobaczmy zatem, jak to realnie podniesie nam kredyt. Zatem w całym okresie kredytowania mamy jeszcze dodatkowo nieco ponad 200 tys. zł odsetek do spłaty, w sumie (kapitał i odsetki) niespełna 1 mln zł. Pamiętając o wkładzie własnym rzędu 250 tys. zł wychodzi nam 1,25 mln zł kosztu inwestycji.

Zatem, jakby nie liczyć okazuje się, że po 10 latach jesteśmy właścicielami nieruchomości, i to za podobne pieniądze, jakie w tym czasie wydalibyśmy na najem. A warto pamiętać, że nawet na kredyt kupiona nieruchomość powiększa aktywa firmy i stanowi własność tej firmy od pierwszego dnia. Tak, od pierwszego, a nie w momencie spłaty ostatniej raty. Bo inną rzeczą jest kupić, a inną zapłacić.

Patrząc na obecną sytuację gospodarczą, czyli z jednej strony duży wzrost PKB (a GUS podał, że produkcja wzrosła w listopadzie o 15 proc., zaskakując nawet największych optymistów), a z drugiej najwyższą od 20 lat inflację, możemy teraz powątpiewać czy warto iść w kredyt. Tylko, że każdy ekonomista powie, iż myśląc o kredycie trzeba brać pod uwagę perspektywę kilku – kilkunastoletnią. Gospodarka zawsze rządzi się cyklami 5 – 7 letnimi. Już teraz ekonomiści przekonują, że w grudniu przypadnie szczyt inflacji, a od stycznia zacznie się spadek cen. To przełoży się na obniżenie kosztów kredytów. Jak będzie naprawdę, to oczywiście okaże się w przyszłości.

Jest rzeczą jasną, że przedsiębiorcy, którzy zaciągnęli kredyt jeszcze rok, dwa lata temu, przy prawie zerowym Wiborze, teraz widząc, jak raty im wzrosły o 1000 – 2000 zł, będą wściekli.

Tylko, że na dobrą sprawę powinni liczyć się z taką ewentualnością. Dlaczego? Ponieważ w przypadku załatwiania kredytu powinni otrzymać symulację maksymalnych rat w przypadku podniesienia podstawowych stóp procentowych do poziomu 3, 4 punktów procentowych, co obecnie w Polsce powoli się dzieje.

Nawiasem mówiąc, przez ostatnie lata za sprawą prawie zerowego Wiboru i innych podstawowych stóp przyzwyczailiśmy się do bardzo tanich kredytów. Ale z perspektywy całej gospodarki nie było to korzystne na dłuższą metę.

- Tani pieniądz do kupienia odbijał się na depozytach. Oprocentowanie lokat czy rachunków oszczędnościowych spadało do zera. Mało tego, w niektórych przypadkach banki zaczęły pobierać opłaty za trzymanie pieniędzy na kontach czy lokatach. To skutkowało wyciąganiem kapitału z banku i wypychanie na rynek. Kupowano na przykład nieruchomości. To napędzało wzrost cen, zatem i inflację – zauważa Wojciech Pleszyniak.

Zatem posiadanie kredytu wiąże się z tym ryzykiem, że nigdy nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile będziemy musieli spłacić. A im dłuższy kredyt, tym ten koszt będzie większy.

Tylko, jakie są alternatywy? Jedną jest inwestowanie środków własnych. Każdy deweloper czy ekonomista powie, że to najgorsze, co może być. Zwłaszcza, jeśli inwestujemy w nieruchomość. Tak naprawdę kupując za własne środki, mrozimy ogromny kapitał mając perspektywę zwrotu inwestycji za kilka lat. Bo przecież jeżeli stawiamy np. halę za własne środki, musimy się liczyć z tym, że minie parę lat, zanim z zysków odzyskamy nakłady na nieruchomość. A jednak dobrze mieć poduszkę finansową na różne nieprzewidziane sytuacje. W biznesie nie zawsze jest górka. Chyba, że mamy na tyle gotówki, że wystarczy zarówno na inwestycję, jak i finansowanie bieżącej działalności.

Można się finansować emisją obligacji, wejściem na giełdę, leasingowaniem, czy też popularnym w ostatnich latach crowfundingiem, czyli zbiórkami publicznymi. Najnowszą metodą jest tokenizacja.

- Natomiast dla realnego, można powiedzieć, codziennego biznesu jedynymi sensownymi metodami finansowania biznesu są środki własne lub kredyt. Oczywiście, bywa, że firma lub prywatny inwestor pożycza pieniądze firmie, jednak zwykle w takich sytuacjach życzy sobie co najmniej 10 proc. odsetek w skali roku. Na dłuższą metę takie finansowanie jest znacznie droższe, niż bankowe. Bardzo często jest to opłacalne dla finansowania krótkich, wysoko rentownych inwestycji i działań, natomiast wysokie oprocentowanie nie sprawdza się przy inwestycjach długoterminowych – zauważa Tomasz Matlęga, dyrektor analiz w firmie Geltag.

Zatem, zastanawiając się nad rozwojem firmy, jakąś inwestycją, a nie mając do końca pewności, jak ją sfinansować, spotkajmy się z doradcą. Kimś, kto zna realia i potrafi chłodnym okiem ocenić zarówno projekt, jak i możliwe sposoby finansowania.

Najgorszą rzeczą jest rozpocząć inwestycję i jej nie skończyć, bo nie przynosi nam żadnego dochodu, a jest tylko kosztem. Dajmy na to, komuś budującemu halę za własne pieniądze wystarczy środków na postawienie ścian i dachu, ale już nie na wnętrza, wylewki. Jeśli wtedy postanowi pójść po kredyt, może spotkać go ogromny zawód. Banki nie lubią finansować rozpoczętych inwestycji biznesowych. Dlaczego?

- Przerwana lub wstrzymana inwestycja zawsze wywołuje pytania, wątpliwości – dlaczego nie została skończona? Co stanęło na przeszkodzie? Jeśli inwestycja była szacowana na 10 mln, a przedsiębiorca miał 2,5, wszystko wydał nie mając zabezpieczonej reszty, od razu naraża się na pytanie: skąd zamierzałeś pozyskać te środki? Czy miałeś już potencjalnych klientów? Jak chciałeś zarabiać, itd.? - mówi Wojciech Pleszyniak.

Jest to zupełnie inna sytuacja, niż w przypadku np. budowy domu jednorodzinnego. Tutaj niczym nadzwyczajnym nie jest kredyt na dokończenie budowy, ponieważ zabezpieczeniem takiego kredytu jest hipoteka na stojącej już nieruchomości przedstawiającej konkretną wartość. I nawet, gdyby, odpukać, inwestorowi powinęła się noga, i nie miałby jak spłacić kredytu, bank z dużym prawdopodobieństwem sprzeda dom odzyskując z nawiązką pożyczone pieniądze.

Natomiast nieskończona hala, czy budynek usługowy zwykle przedstawia wartość tylko dla konkretnego przedsiębiorcy. Bo obiekt ten był wznoszony pod konkretną linię produkcyjną, czy nawet określone maszyny.

- Dlatego przed każdą inwestycją warto prześledzić wszystkie ryzyka. Zwłaszcza, że bank nie pożyczy pieniędzy nawet na najlepszy pomysł, jeśli nie zostaną przedstawione twarde wyliczenia i zaprognozowany odpowiedni, realny do osiągnięcia zysk. To jest biznes – mówi Tomasz Matlęga.

Bywają sytuacje, kiedy kredyt inwestycyjny się nie spłaca, bo nastąpiło załamanie projektu. Ale to są wyjątki potwierdzające regułę. Więc banki bardzo ostrożnie podchodzą do oceny inwestorów, ich projektów.

Dobrze przemyślana inwestycja z finansowaniem zewnętrznym znacznie ułatwia działalność. I zwiększa możliwości. Mając milion własnych pieniędzy i nie finansując się w banku, możemy bezpiecznie realizować inwestycję właśnie na takim poziomie, natomiast korzystając z finansowania bankowego przy takich zasobach własnych, możemy myśleć już o inwestycji na poziomie kilku milionów złotych.

Prowadzenie biznesu z kredytem inwestycyjnym jest normalnym działaniem, powszechnie stosowanym. Chyba, że z każdej własnej inwestowanej złotówki mam 50 proc. zysku. Przy takim zysku możemy sobie pozwolić na reinwestowanie swojego kapitału. Ale przy zysku kilku groszy od złotówki rozwój firmy jest niemal niemożliwy. A firma, która się nie rozwija, się cofa.

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Blokada miliardów z UE. Kto ma rację?



Oddanych głosów: 228

Prezentacje firm