Kariera

Łatwo daliśmy się zapędzić daleko od normalności - mówi Tomasz Kwiek, właściciel otwartej restauracji w Cieszynie

2021-01-13, Autor: Tomasz Raudner

To, co się u nas dzieje, to jest komedia. Ja co prawda aż tak stary nie jestem, żeby dobrze pamiętać stan wojenny, byłem wtedy mały, natomiast w dorosłym życiu były różne rządy, ale nie pamiętam, żeby był taki syf w Polsce, jak jest teraz, żeby tak się nie dbało o prawo - mówi w wywiadzie Tomasz Kwiek, właściciel restauracji U Trzech Braci w Cieszynie, która wbrew obostrzeniom od piątku przyjmuje gości.

 

Reklama

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl: Jakby pan podsumował ten weekend w życiu restauracji?

Tomasz Kwiek, właściciel restauracji U Trzech Braci w Cieszynie: Bardzo intensywny, trzeba przyznać.

Spodziewał się pan tak dużego zainteresowania klientów, ale i służb?

Nie spodziewaliśmy się żadnej z tych rzeczy, szczególnie przed otwarciem. W piątek, już po przyjeździe policji, potem mediów, zdaliśmy sobie sprawę, że rozgłosu nie da się już uniknąć. A nie spodziewaliśmy się takiego rozgłosu, bo wcześniej też byliśmy otwarci i nikt się tym nie interesował, nie było szumu medialnego, i było ok.

No tak, restauracje mogły działać, ale bez obsługi stacjonarnej.

To znaczy myśmy mieli czynne dla gości nawet po zamknięciu w listopadzie, do momentu telefonu jednego donosiciela na policję, wówczas rzeczywiście zamknęliśmy się na dwa tygodnie z obsługą stacjonarną i otwarliśmy się w piątek.

Czyli wcześniej mieliście normalnie otwarte, przychodzili klienci i nikt sensacji nie robił?

Wie pan, do nas przychodzą generalnie dorośli ludzie, którzy mają własne zdanie i podejmują własne decyzje. Jeśli ktoś chce do nas przyjść, to wychodzimy z założenia, że taką podjął decyzję. My nikogo nie zmuszamy, ludzie sami chcą przychodzić.

Oczywiście padały zarzuty, że będziemy gniazdem zarazy. Jakoś nie byliśmy w lecie, kiedy restauracje były otwarte, i nie jesteśmy teraz.

Zdaje sobie pan sprawę, że stajecie się symbolem dla innych?

Dosyć mocno uświadomili nam to internauci i inni ludzie starający się nas wspierać. Bardzo mocno nas wspierają, przede wszystkim psychicznie. Było miło poczytać komentarze, że walczymy za całą branżę i że jesteśmy bohaterami gastronomii. Aż nam głupio, bo uważamy, że nic wielkiego nie robimy.

Aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć, że jesteście uważani za bohaterów, ponieważ były już przykłady, kiedy lokale ogłaszały otwarcie, a ostatecznie się z tego wycofywały po konsultacjach z prawnikami. Tak było chociażby w przypadku dwóch knajpek w Katowicach.

To ja powiem w ten sposób.

Moje prywatne zdanie jest takie, że wszyscy ludzie z pozamykanych branż doskonale wiedzą, że jest to niezgodne z prawem. Oni się po prostu boją represji ze strony państwa, jak nasyłanie kontroli ze wszystkich możliwych urzędów.

Każdy zdaje sobie sprawę, że nie można prowadzić biznesu w 100 proc. w zgodzie z prawem, bo nie sposób znać wszystkie przepisy dotyczące swojego biznesu. Tym samym zawsze można znaleźć na kogoś jakiegoś haka. To może są drobiazgi, ale chodzi o efekt nękania. Jak do mnie przyjechała policja, to nic takiego nie zrobiła, ale jak wchodzi do lokalu ośmiu policjantów, grupa kolejna blokuje wejście do lokalu, to jest dość mocno niekomfortowa sytuacja dla nas i gości.

Wie pan, dopóki sprawa nie była nagłośniona, to pewnie nikt by z tego problemu nie robił. Nawet teraz po donosie, jak przyjechała policja, ale nie byłoby mediów, to sprawa rozeszłaby się po kościach. Ale ponieważ sprawa poszła za daleko, to żadna władza nie pozwoli sobie na to, by zwykły obywatel próbował jej podskakiwać. Ja widzę dwa wyjścia – albo nas usadzić, albo otworzyć całą gastronomię, żeby nie było wrażenia, że jedna restauracja robi sobie jaja z rządu.

Mam nadzieję, że nie ma pan pretensji do mediów o nagłośnienie tematu.

Nie, absolutnie do mediów nie mam żadnych pretensji. W zasadzie my na tym na pewno skorzystamy, przecież mamy kolosalną reklamę. Ludzie z całej Polski rezerwują miejsca, każdy chce tu być. Przyjeżdżają, zamawiają jedzenie, żeby nas wesprzeć i wyrazić solidarność i za to jesteśmy im wdzięczni.

Mamy teraz taką sytuację, że w górach są tłumy ludzi, tylko nie mają gdzie wydawać pieniędzy.

Proszę pana, zakaz dotyczący restauracji obowiązywał przed zamknięciem stoków. Brat pojechał bodajże do Wisły pojeździć na snowboardzie, to na stoku hotel z restauracją, w środku tak tłoczno, że nie ma gdzie ręki wsadzić, ludzie czekają na jedzenie. Na stolikach były informacje, że stoliki są tylko dla osób oczekujących na posiłek, po czym ludzie brali posiłki na wynos i jedli przy stolikach. I nikt nie robił trudności.

Umówmy się, myśmy się bardzo łatwo dali zapędzić daleko od normalności. Kiedyś normalnością było wyjście do restauracji czy do sklepu, a dziś trzeba pamiętać, czy nie ma przypadkiem godziny dla seniorów, czy innych idiotyzmów jak zamykanie lasów, skwerów, chodzenie w maseczkach. Skoro maseczki pomagają, to dlaczego zakażenia nie spadają? Skoro restauracje są źródłem zakażeń, dlaczego nie było zakażeń w lecie?

Mieliśmy knajpę normalnie otwartą w lecie, mieliśmy ogródek, ludzi do oporu, a jakoś wzrostu zakażeń nie było. Nad tym się nikt, za przeproszeniem – do jasnej cholery, nie zastanawia?

Wie pan, mam wrażenie, że niektóre działania podejmowane są przypadkowo. Poza tym były sytuacje, kiedy premier coś ogłaszał na konferencji, potem rzecznik to prostował, wreszcie ukazało się rozporządzenie zawierające jeszcze inne ustalenia.

Tak, i to rozporządzenie ukazuje się za pięć dwunasta w nocy i obowiązuje od następnego dnia. Dzięki za taki rząd, dzięki za taki kraj.

To, co się u nas dzieje, to jest komedia. Ja co prawda aż tak stary nie jestem, żeby dobrze pamiętać stan wojenny, byłem wtedy mały, natomiast w dorosłym życiu były różne rządy, ale nie pamiętam, żeby był taki syf w Polsce, jak jest teraz, żeby tak się nie dbało o prawo.

A jak długo zajmuje się pan biznesem?

W jakiś sposób przez całe życie, ale restaurację mamy od półtora roku. Otwarliśmy się w lipcu 2019 roku. Nie jesteśmy restauracją z wieloletnim stażem. Są w Cieszynie restauracje działające od lat, w dobrych miejscach. Nikomu do kieszeni nie zaglądam, ale przypuszczam, że mają zasoby na tyle, by sobie poradzić. My niestety na krótko działamy, za dużo jest kredytów do spłacania.

Podejrzewam, że jest jeszcze czynsz do opłacenia, pracownicy.

Akurat lokal mamy od prywatnej osoby, więc z czynszem nie jest źle. Tu dajemy radę, ale pewnych rzeczy pan nie uniknie. Nie zapłaci pan za prąd, to odetną. Kolejna kwestia, o której się nie mówi – do końca stycznia lokale mają zapłacić koncesję za alkohol. Za wszystkie trzy koncesje to jest kilka tysięcy złotych. Czemu nie mówi się o tym, że ci, którzy opłacili koncesje w styczniu 2020, mogli z niej korzystać tylko przez pół roku? Nikt się nie zająknął, żeby pieniądze zwrócić.

Pracownicy – nie bali się chodzić do pracy wiedząc, że sytuacja prawna związana z otwarciem jest jaka jest?

Jeśli chodzi o naszych pracowników, to mamy od nich pełne wsparcie. Nikt nawet nie pomyślał, żeby nie przyjść do pracy. Nikt nie wyraził żadnych obaw związanych ze zdrowiem. Gdyby ktokolwiek takie obawy wyraził, to byśmy mieli problem do rozwiązania.

Jakby pan skomentował wypowiedzi rządzących, że jak się firmy będą buntować, to zadziała na ich niekorzyść, bo lockdown będzie przedłużany?

Ja bym zapytał, w jaki sposób zadziała to na niekorzyść.

Mówienie, że jak się będziecie buntować, to bardziej dociśniemy śrubę spowoduje, że jeszcze bardziej będziemy się buntować.

Tak naprawdę, mam znajomego w Czechach, od którego biorę piwo. Powiedział mi, że ma browar, w którym jest pomieszczenie na restaurację, które może mi udostępnić. Więc ja mogę w każdej chwili się przenieść. Nie będę miał z tym żadnych problemów. Od lat mieszkam w Czechach, mam tam nawet jedną firmę. Mógłbym więc się zwinąć, przenieść tam biznes i tam płacić podatki. Myślę, że klientom po tej nagonce nie będzie sprawiało różnicy, czy będziemy działać w Cieszynie czy Czeskim Cieszynie.

Akurat panu pomaga tutaj geografia.

Trochę tak, ale właściciel browaru nie oferowałby nam lokalu, gdybyśmy nie byli dobrzy w tym, co robimy, bo po co. Zresztą, rozmawiałem z właścicielami kilku restauracji, m.in. w Wiśle, w Skoczowie i też jest u nich parcie na otwieranie się. Ci ludzie są bez pieniędzy i to trzeba zrozumieć. Znajoma w Cieszynie, która posiada restaurację i sklepik szkolny, nie dostała nic z Tarczy, bo sklepiki szkolne nie są nią objęte.

No tak, sklepik może działać, ale dla kogo, jak nauka jest zdalna i uczniowie są w domach.

Tak samo pralnie. Z ich usług często korzystają hotele, restauracje. Czy ktoś pomyślał, żeby im pomóc? Jeśli już decyduje się o zamykaniu czegoś, to trzeba zdawać sobie sprawę, że są to naczynia połączone, a gospodarka nie działa w próżni.

Zamykanie granic to kolejny idiotyzm. Czy my i w Czechach mamy innego wirusa?

W Cieszynie to było szczególnie dotkliwe.

Zgadza się. Do restauracji mogłem się dostać tylko przez zieloną trawę. To nie jest problem, żeby w ten sposób przekroczyć granicę. Wkurzam się, że muszę to robić w ten sposób.

Ogólnie chyba przykre jest, że trzeba szukać furtek, kruczków, żeby pracować.

Dokładnie. Ludzie nam doradzają, że tam ktoś robi to czy to, żeby działać, tam – to i to. Ja się pytam, czy żyję w buszu, czy w kraju, w którym ma być prawo i sprawiedliwość? Jeśli w buszu, to ok, my też tak się zaczniemy zachowywać. A jak w kraju, gdzie chce się stwarzać przynajmniej pozory panowania porządku prawnego, to nie chcę być zmuszony do prowadzenia działalności w konspiracji, skoro mam do tego prawo.

Chyba, że zostaje wprowadzony stan wyjątkowy, który daje prawo wprowadzenia ograniczeń w działalności, a firmy mogą ubiegać się o odszkodowania.

Przy czym są prawnicy, którzy mówią, że i teraz można się ubiegać o odszkodowania. Ja też zamierzam przystąpić do pozwu zbiorowego i się sądzić z państwem o odszkodowania. Dlaczego tego nie robić tym bardziej, że dostałem cynk, iż sanepid chce nam nałożyć karę administracyjną, co oznacza, że nie kwalifikujemy się do tarczy PFR 2.0. Oczywiście, kara musi być jeszcze legalna, co się okaże pewnie w sądzie. Natomiast zakładam, że będzie nielegalna, że sąd przychyli się do naszych wyjaśnień i weźmie pod uwagę wyrok sądu w Opolu. Ale nawet, jeśli kara będzie nielegalna i dostaniemy pomoc z PFR 2.0, to zamierzam się sądzić z państwem za to, co zrobili wiosną, kiedy było tylko po 300 przypadków zakażeń.

Oceń publikację: + 1 + 35 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Czy popierasz przedsiębiorców wznawiających działalność mimo obostrzeń?






Oddanych głosów: 228