Kariera

Mamy dobre kadry, żyłkę do interesu - Paweł Pustelnik z Future Processing o sukcesie śląskich firm IT

2020-07-20, Autor: Tomasz Raudner

Jak spotykamy się z organizacjami IT z całej Polski, to pytają nas, jak to robimy, że w Gliwicach mamy tyle firm IT, które urosły - mówi Paweł Pustelnik, dyrektor zarządzający Future Processing, firmy informatycznej, która w międzynarodowym rankingu Clutch zajęła drugie miejsce. Menadżer zdradza co leży u podstaw światowego sukcesu śląskich firm branży IT.

Reklama

Firmy programistyczne ze Śląska, głównie z Gliwic, zdominowały tegoroczny ranking Clutch. Na drugim miejscu znalazła się gliwicka firma Future Processing. Jej dyrektor zarządzający Paweł Pustelnik w rozmowie z Tomaszem Raudnerem ze ŚląskiegoBiznesu.pl uchyla rąbka tajemnicy sukcesu.

Tomasz Raudner, ŚląskiBzines.pl: Na wstępie gratuluję drugiego miejsca w rankingu Clutch. Spodziewał się pan? Czy to jest niespodzianka?

Paweł Pustelnik, Future Processing: Dziękuję bardzo. Powiem tak – raczej spodziewana. A spodziewana z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszy jest taki, że od lat robimy dobrą robotę, znamy się na tym, co oferujemy naszym klientom i zostało to gdzieś docenione. Clutch jest miejscem, gdzie takie docenienie może występować. A drugi powód jest taki, że ze swojej strony włożyliśmy wysiłki, żeby się pojawić w tym rankingu. Po prostu zaczęliśmy pytać klientów jak nas oceniają, żeby recenzje w serwisie Clutcha się pojawiały. Więc jak te dwie rzeczy połączymy – dobrej jakości rozwiązania oraz zaangażowanie klientów, dzielących się wrażeniami z tego jak dobrze się z nami współpracuje, to można uzyskać wysokie miejsce w tym rankingu.

Na ile jest to prestiżowy ranking w świecie IT?

Rzeczywiście w świecie IT rankingów jest sporo, ale Clutch jest jednym z bardziej, o ile nie najbardziej rozpoznawalny. Nie ma drugiego takiego, o którym przynajmniej byśmy słyszeli, a jednak poruszamy się w globalnym świecie IT, który dawałby taką renomę jak Clutch. On na początku był popularny w Stanach, bo stamtąd się wywodzi, ale teraz widzimy, że bardzo mocno działa w Europie. Więc jeżeli jakaś firma w czymś się specjalizuje, bo tam kategorie są różne, to dość łatwo może znaleźć potencjalnych dostawców, czy też partnerów. I – co jest warte zauważenia - może wybierać. Możemy złożyć zapytanie do 10 najlepszych firm w rankingu i w ten sposób zobaczymy sobie ich ceny, co oferują, w czym się specjalizują, potem np. wybierzemy dwie i finalnie jedną zostawimy. Clutch dobrze się więc sprawdza zarówno dla firm, które chcą się pokazać, jak i dla klientów, którzy dość tłumnie szukają sprawdzonych dostawców. Clutch zbudował mechanizmy wiarygodności, które przyciągają klientów.

Na czołowych miejscach w rankingu Clutch znalazł się zarówno Future Processing jak i inne firmy IT z Polski, głównie ze Śląska. Co leży u podstaw waszego sukcesu?

Łączę to z Politechniką Śląską i całym zagłębiem inżynierów, które tu mamy, bo to nie tylko Gliwice, ale cały Śląsk. W Katowicach też są dobre uczelnie, które kształcą mocnych ludzi. Więc pewnie to jest główny przyczynek do tego, plus jeszcze żyłka szukania swoich szans biznesu, niekoniecznie pracy dla korporacji, ale zrobienia czegoś samemu. Myślę, że tu na Śląsku to mamy. Jak spotykamy się z organizacjami IT z całej Polski, to pytają nas, jak to robimy, że w Gliwicach mamy tyle firm IT, które urosły. Jest przecież The Software House, Brainhub, JCommerce (Katowice – red.). Jest oczywiście i sporo mniejszych, one też mogą przecież szybko urosnąć, jeśli będą odpowiednio zarządzane. Też czasami szczęście pomaga.

Ale główną przyczyną jest dostęp do dobrze wykształconych inżynierów. To się nie zmienia, widzimy, że rynek pracy jest szeroki. Mamy świetnych ludzi dookoła nas, kwestia tylko, żeby ich przyciągnąć, pokazać jak jako firma pracujemy i potem uzyskać odpowiedni efekt.

Widzi pan jeszcze potencjał rozwoju rynku IT?

Oczywiście, cały czas widzimy, inaczej byśmy w tym biznesie nie działali. Na pewno rezerwy są. W Future Processing działamy dwutorowo. W części za którą ja odpowiadam, czyli usługi outsorcingowe, czyli wytwarzanie oprogramowania na zamówienie, głównie w skali enterprise, ale czasem też mniejsze rozwiązania, widzimy wzrosty i chcemy to kontynuować, rozszerzać skalę działalności nie tylko do Europy, ale i poza nią za pewien czas. Ale wybiegając daleko w przód widzimy, że koszty pracy w Polsce rosną. Jesteśmy więc świadomi, że w nieskończoność niekoniecznie musi się to tak układać, więc mamy też element produktowy w firmie, za który akurat nie jestem odpowiedzialny, ale z punktu widzenia strategii całej organizacji próbujemy jednego i drugiego rozwiązania, bo widzimy, że długofalowo trzeba szukać pomału innych dróg.

Nawiązując do wykształcenia – wydaje mi się, że sami też „hodujecie” sobie narybek, bo angażujecie się np. w akademie programowania dla uczniów.

Rzeczywiście staramy się angażować w różne inicjatywy, czy to na uczelniach, czy organizując własne konferencje właśnie po to, by pokazywać dobre praktyki.

Chcemy pokazywać, że na Śląsku są dobre firmy, które naprawdę robią rzeczy dobrej jakości, które mają zbudowaną swoją renomę, które pracują na rynku globanym z międzynarodowymi klientami. Robimy to, żeby pokazać, że w tych firmach warto pracować. Zależy nam, żeby od początku pokazywać ludziom, że to nie muszą być tylko dwie, trzy największe amerykańskie firmy, do których warto trafiać, ale też w tych śląskich firmach jest co robić, są ciekawe projekty, można się sporo nauczyć. Angażujemy się więc dlatego, żeby dzielić się tym, co umiemy, ale też, żeby pokazywać, że marka śląskich firm informatycznych też jest znacząca i żeby ludzie utożsamiali się z nimi.

A zaangażowanie się w projekt Elona Muska, gdzie dostarczyliście komponenty do rakiety Falcon 9 firmy SpaceX, było podyktowane wizerunkowo, żeby pokazać co potraficie? Czy wynikało to z rozwoju firmy?

Jedno i drugie. Musiałby się tu raczej wypowiedzieć Jarek Czaja (prezes Future Processing – przyp. red.), bo to był jego pomysł. Ale rzeczywiście można powiedzieć, że marketingowo był to ciekawy element pokazania co robimy, ale z drugiej strony ten projekt bardzo mocno bazował na pasji i zaangażowaniu ludzi nie tylko w ramach pracy, ale i po godzinach. To byli pasjonaci, którzy tym tematem się zainteresowali. My jako firma wyłożyliśmy trochę środków, żeby tym ludziom pomóc. To były osoby ze Śląska i – jeśli dobrze pamiętam – również z Politechniki Warszawskiej. Więc nie chcieliśmy tego traktować tylko marketingowo, chcieliśmy też pomóc zrealizować pasję i pokazać, że taką firmą jesteśmy i lubimy takie rzeczy robić.

Widzę za panem puste biurka. Czy to znaczy, że pracujecie zdalnie?

(Śmiech) To akurat jest tło, które wklejamy sobie podczas wideokonferencji poprzez Microsoft Teams, żeby choć trochę poczuć się, jak w biurze, ale tak, pracujemy zdalnie. Przyjęliśmy póki co taką politykę i ją od miesięcy podtrzymujemy. Uważamy, że tak jest bezpieczniej, a w przypadku takich firm jak nasze przejście było bardzo szybkie i dość szybko odnaleźliśmy się w nowej rzeczywistości. Jeśli będziemy uważali, że jest na tyle bezpiecznie, że warto wracać i że nie narażamy ludzi, to pewnie wtedy decyzje zmienimy.

Jak duży macie zespół i jak organizujecie jego pracę?

W sumie w całej organizacji jest około 800 osób. Jako praktykę firmową przyjęiśmy spotkania na „Teamsach”. I bardzo podobnie kontaktujemy się z klientami. To, co jako pierwsze zrobiliśmy, to dostosowaliśmy narzędzia do pełnej pracy zdalnej. Wcześniej praca zdalna była u nas cząstkowa, jak komu pasowało, bo podchodziliśmy do tego w sposób elastyczny, a nagle wszyscy na to przeszliśmy. Zespoły we własnym gronie musiały się przeorganizować, ale też praca z klientem się zmieniła. O ile wcześniej na przykład podczas spotkań rysowaliśmy diagramy na tablicach, to teraz wszystko robimy zdalnie. I myślę, że działa to dobrze. Bazując na opiniach klientów i naszych ludzi mogę powiedzieć, że po początkowym okresie niepewności przywykliśmy. Ludzie poukładali sobie plan pracy, my też do tego elastycznie podchodzimy. Mamy świadomość, że pracownicy mają dzieci i nie zawsze wszystko udaje się zorganizować od razu, zwłaszcza jak jeszcze była szkoła. Więc traktując się poważnie myślę, że można było to poukładać.

A COViD-19 mocno odbił się na waszej działalności i branży?

Odbił się. Mówienie, że kryzys ominął IT nie jest do końca prawdą. Mamy też klientów z branży turystycznej, czy turystycznopodobnej i te projekty musiały się zakończyć. W tamtej branży była bardzo trudna sytuacja i my też ją odczuliśmy. Ale nie tak mocno, jak inne branże.

Cały czas przyglądamy się oczywiście temu, co się dzieje na rynku. Można powiedzieć, że dużo klientów przekłada decyzje. Byliśmy już blisko wygrywania jakiegoś tematu, mieliśmy rozpoczynać prace, ale COVID spowodował, że środki zostały cofnięte, a budżety zamrożone. Teraz się mówi, że w firmach rządzą dyrektorzy finansowi i jest w tym trochę prawdy. Firmy boją się dużo wydawać, co jest rzeczą naturalną, wolą przeczekać, teraz niekoniecznie jest dobry moment na projekty inwestycyjne. Podsumowując, jest ciut gorzej, niż się spodziewaliśmy, ale ogólnie uważam, że jeśli chodzi o kryzys, to radzimy sobie całkiem dobrze.

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Płaca minimalna w 2021 roku powinna:





Oddanych głosów: 47