Polecamy na Śląsku

Mamy przewagę nad Warszawą – wywiad z Krzysztofem Klimoszem, prezesem Stadionu Śląskiego

2018-11-20, Autor: Tomasz Raudner

Mija rok od powrotu Stadionu Śląskiego na mapę aren sportowych Polski. Choć nie brakowało obaw, że kolejny wielki stadion nie jest potrzebny w naszym kraju, to pierwszych 12 miesięcy udowodniło, że jest dokładnie na odwrót. A perspektywy dla legendarnego Kotła Czarownic są jeszcze lepsze, o czym przekonuje w wywiadzie z portalem ŚlaskiBiznes.pl Krzysztof Klimosz - prezes zarządu spółki Stadion Śląski.

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl: Jakby pan podsumował pierwszy rok stadionu?
Krzysztof Klimosz: Można powiedzieć, że stadion wrócił z wielkim hukiem. Mieliśmy kilka wydarzeń, które zdobyły nagrody dla najlepszych imprez. Jestem zadowolony, bo wszyscy usłyszeli, że stadion wrócił.

Reklama

Stadion jest piękny, mieni się śląskimi, niebiesko – żółtymi barwami. Jak stara się pan przyciągnąć tu ludzi?
Sama marka Stadionu Śląskiego jest tak silna, że ona przyciąga ludzi. Ludzie tu przychodzą, bo na tym obiekcie zawsze były najlepsze imprezy. Imprezy zorganizowane w przeciągu tego roku też pokazały, że nic nie straciliśmy na jakości.

Potwierdzeniem jest chociażby fakt, że obydwa memoriały – Kamili Skolimowskiej i Janusza Kusocińskiego zostały sklasyfikowane na 20 i 22 miejscu wszystkich imprez lekkoatletycznych zorganizowanych w tym roku na świecie, wliczając w to imprezy mistrzowskie czy Diamentową Ligę. Nigdy wcześniej polskie imprezy nie plasowały się tak wysoko, a jeśli w ogóle trafiały do rankingu, to pod koniec pierwszej setki.

W ogóle zrobiliśmy furorę w Europie pod względem liczby widzów. Memoriał Kamili zobaczyło 41 200 widzów. To jest największa widownia w Europie w tym roku w lekkiej atletyce poza mistrzostwami Europy. Nawet Diamentowa Liga w Oslo miała o tysiąc widzów mniej. My sami byliśmy ciekawi, czy lekkoatletyka zainteresuje ludzi. Na Kusocińskiego przyszło 20 tys. osób, w większości z ciekawości. Po imprezie rozdzwoniły się telefony, odebrałem bardzo dużo sygnałów, że lekkoatletyka jest fajna. Na kolejny memoriał przyszło dwa razy więcej ludzi. I to jest chyba największa wartość pierwszego roku stadionu, że każda kolejna impreza danego typu przyciągała większą liczbę widzów. Tak było też z Rajdem Śląska. W 2017 roku mieliśmy tylko start, a tym roku była już runda honorowa na obiekcie i odcinek nocny na błoniach stadionu, który oglądało kilkanaście tys. osób. Niewykluczone, że w przyszłym roku organizator rajdu postawi trybuny na błoniach.

Da się zarobić na Śląskim?
Na pewno z roku na rok ten stadion będzie na siebie bardziej zarabiał. Ten rok miał pokazać, że wróciliśmy, że potrafimy organizować świetne imprezy, a to będzie przynosiło efekty. Już dziś mamy zapytania od dużych agencji koncertowych, robimy lekkoatletykę na najwyższym poziomie, wrócił żużel, wróciła piłka nożna, imprezy towarzyszące jak Rajd Śląska, Tour de Pologne. Także z roku na rok będziemy podnosić jakość imprez, przyciągać klientów, a przez to zarabiać.

A jest pan w stanie powiedzieć, czy pierwszy rok będzie na plusie, zerze czy minusie?
Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie oczekiwał, że w pierwszym roku będziemy na plusie. Na imprezach ogólnostadionowych zarobiliśmy, ale nie na tyle by pokryć wszystkie koszty, chociażby związane z podatkiem od nieruchomości, z kosztami zarządzania stadionem, ale z roku na rok będzie lepiej.

O kosztach mówiliśmy na początku roku planując budżet. Koszty są na poziomie 10 mln zł plus podatek od nieruchomości wynoszący 9 mln zł. Ale są to najniższe koszty jeśli chodzi o utrzymanie stadionów w Polsce.

Ile imprez trzeba zrobić w roku, by wyjść na prostą?
Ilość imprez nie ma aż takiego znaczenia. W tym roku zrobiliśmy 10 imprez, ale do tego dochodzą wpływy z praw na wyłączność, z gastronomii. Jednak największe pieniądze uzyskuje się z tego, czego w tym roku jeszcze nie robiliśmy, ponieważ skupiliśmy się na budowie marki Śląskiego. Mam na myśli sprzedaż lóż biznesowych, sprzedaż praw do nazwy stadionu, prawo sponsorów do partnerstwa, więc to jest potencjał. Ale nie zaczniemy go wykorzystywać póki nie pokażemy, że warto w nas inwestować.

Czyli jest temat pozyskania sponsora tytularnego dla nazwy stadionu.
Taki temat poza aspektem biznesowym trzeba byłoby poprzedzić dyskusją społeczną na Śląsku. Należałoby zapytać ludzi, czy zgadzają się na dołączenie sponsora do nazwy wiedząc, że dzięki temu nie trzeba będzie dokładać do utrzymania obiektu. Ale decyzje będą należeć już do nowego zarządu Województwa Śląskiego.

Jeśli podsumowujemy rok, to nie możemy zapomnieć o narzekaniach ludzi na zatory i korki po pierwszych imprezach. Czy poprawiliście ten element?
Tak, oczywiście. Wie pan, mam wykształcenie związane z drogownictwem i komunikacją, zajmowałem się tym też zawodowo, także temat jest mi bliski i ważny. I powiem zupełnie szczerze, że mam nieco odmienne zdanie do wielu osób, z kolei bliskie polityce w krajach Beneluksu. Uważam, że niekoniecznie trzeba wjechać autem na krzesełko na stadionie, bo to prowadzi do problemów. Pamiętam, jak jechałem na mecz reprezentacji w Warszawie. Wiedząc, co się dzieje po meczach na Narodowym, bo ostrzegli mnie znajomi ze stolicy, zostawiłem auto na Nowym Świecie, przeszedłem 2 km na stadion pomimo padającego deszczu. Natomiast znajomi z Dąbrowy Górniczej zaparkowali auto na parkingu podziemnym stadionu. Trochę się ze mnie śmiali widząc mnie zmokniętego i zziębniętego. Mecz się skończył, przeszedłem te dwa kilometry, wsiadłem do auta i pojechałem. Kiedy byłem już w Piotrkowie Trybunalskim, znajomi dzwonili, że dopiero wyjechali z podziemnego parkingu.

I każdy, kto dojeżdża autem na stadion musi mieć świadomość, że przez godzinę po evencie nie wyjedzie. Zresztą dlatego strefa VIP na Śląskim wraz parkingami czynne są jeszcze przynajmniej półtorej godziny po imprezie, ponieważ ci goście mają świadomość, że pierwszeństwo mają osoby wychodzące ze stadionu. Dopiero jak rozładuje się ruch pieszy wypuszczane są samochody, najpierw z parkingów VIP, potem z następnych. Mnie samemu raz przejazd z parkingu przy stadionie do bramki przy ul. Parkowej zajął godzinę. Wkurzałem się, ale potem doszedłem do wniosku, że tak powinno być, choć zabrzmi to niepolitycznie.

Doprowadziliśmy do tego, że po każdej imprezie całostadionowej podstawiamy dodatkowe tramwaje, pociągi. Kupujący bilety na mecze dostają od nas informator, żeby zostawiali auta np. w centrum Katowic, w Gliwicach, Dąbrowie Górniczej. My gwarantujemy im przewóz komunikacją publiczną na stadion i potem na parking. Mówimy „nie pchajcie się autem na stadion”. Przy okazji pierwszych imprez popełniliśmy błąd. Mówiliśmy „kto chce, niech wjeżdża autem”. Skończyło się to rozjechanymi trawnikami, kłótniami między ludźmi, bo jeden drugiego zastawił. Teraz organizator każdej imprezy na stadionie ma zapisane w umowie, że musi zapewnić dodatkowy transport publiczny, a nawet bezpłatne bilety na komunikację w przypadku wybranych imprez. Zależy nam na tym, żeby ludzie wiedzieli, że dla każdego wystarczy miejsca w tramwaju czy pociągu.

Dodatkowo, ze spółką Park Śląski, która dysponuje około 2500 miejscami parkingowymi wypracowaliśmy taki system, że bilety na dni imprezowe sprzedawane są tylko z wyprzedzeniem w internecie. Nie dopuszczamy do sprzedaży biletów parkingowych w dniu imprezy. Chodzi o płynność ruchu. Gdybyśmy ogłosili, że w Parku Śląskim jest jeszcze 300 miejsc, to zjedzie się 10 tys. aut. I wszyscy zaczną się wykłócać przy szlabanie, że chcą wjechać. Dlatego wpuszczamy tylko tych, którzy mają wydrukowane bilety z internetu.

Początkowo to nie działało. Były kłótnie, krzyki, ale ludzie już się nauczyli i kiedy były ostatnie dwa mecze reprezentacji nie było żadnych kłopotów, skarg.

Konkurencja wśród dużych aren w Polsce jest spora. Jakie są przewagi Stadionu Śląskiego nad innymi tego typu obiektami?
Jesteśmy stadionem wielofunkcyjnym. Możemy zaaranżować stadion pod takie funkcje, jakich nie uzyskamy na innych obiektach. Na stadionie w Warszawie nie zrobimy pełnej lekkoatletyki, bo nie ma miejsca na 400-metrową bieżnię. Także lekkoatletyka to nasza największa przewaga. Jeśli chodzi o koncerty, to mamy najlepsze nagłośnienie i akustykę w Polsce, być może jedną z najlepszych w Europie. W Warszawie wchodzi 55 tys. ludzi, u nas przy aranżacji sceny na środku, jak to miało miejsce podczas koncertu U2 jesteśmy w stanie wpuścić 85 tys. osób. Jednak pojemność stadionu ma znaczenie. Bilety na koncert Rolling Stones na PGE Narodowym sprzedały się w trzy godziny. Gdyby organizator miały 30 tys. miejsc więcej, też by się sprzedały.

Docelowo największe koncerty będą grane na Śląskim. Już widzimy, jak świetnie sprzedają się bilety na przyszłoroczny koncert Rammsteina. Większość wejściówek już zeszła.

Stadion był przebudowywany z przygodami. Pamiętamy awarię zadaszenia. Poza tym w przestrzeni publicznej pojawiały się wątpliwości, czy rozbudowa istniejącego obiektu to dobry pomysł, czy też nie lepiej byłoby go zburzyć i postawić nowy. Z perspektywy czasu jaka była pana osobiste opinia na ten temat?
Osobiście uważam, że przez tę wpadkę, właściwie katastrofę budowlaną, która skutkowała poślizgiem w oddaniu stadionu do użytku, przyjrzeliśmy się jak funkcjonują stadiony oddane na Euro 2012 i wprowadziliśmy pewne zmiany, które pozwoliły nam uniknąć błędów popełnionych przy budowie tamtych obiektów. Spodziewam się, że gdyby nasz stadion został zburzony i postawiony od nowa, byłby jakąś kopią obiektu w Warszawie, Gdańsku czy Wrocławiu. Jednak przez to, że zawsze był tu tor żużlowy, mogliśmy doprojektować i zbudować bieżnię lekkoatletyczną co daje nam potężną przewagę na stadionami powstałymi na Euro. Każdy, kto przyjechał na nasz stadion na lekkoatletykę porównuje go do obiektu w Londynie czy Berlinie. Słyszałem opinie od zawodników, i to nie tylko polskich, że to jeden z pięciu najładniejszych stadionów lekkoatletycznych w Europie. Zresztą ten stadion znalazł się na piątym miejscu wśród najlepszych stadionów oddanych do użytku w 2017 roku na świecie, a pamiętajmy, że był to rok ogromnej konkurencji, bo oddawano stadiony na mistrzostwa świata w Rosji. Co warte podkreślenia, wyboru dokonywało fachowe jury złożone z architektów z całego świata.

Ale o uniknięciu jakich błędów pan mówi?
Moim zdaniem najważniejszym błędem stadionu w Warszawie jest właśnie brak pełnowymiarowej bieżni, a także brak możliwości ułożenia w pełni profesjonalnego toru żużlowego, bo ten, który jest jest zbyt krótki. Ponadto pojemność – przez to, że mamy bieżnię czyli dwudziestometrowy pierścień wokół boiska mamy wielką pojemność koncertową. Na samą płytę możemy wprowadzić 35 tys. ludzi, to ponad 3/4 pojemności stadionów we Wrocławiu i Gdańsku i prawie połowa pojemności Warszawy. Koncertowo nie mamy konkurencji, to jest tylko kwestia czasu, kiedy największe koncerty będą grane u nas. Jeśli nie sentyment do Śląskiego to rachunek biznesowy skieruje dużych menadżerów do nas.

Ale wydaje mi się, że musi też wybrzmieć głos odbiorcy muzyki, klienta, który kupuje bilet o tym, że warunki do słuchania muzyki na Śląskim są dobre. Ile to było już recenzji koncertów na PGE Narodowym, w których punktowano słabe nagłośnienie tego stadionu.
Musimy pamiętać, że dolne trybuny Stadionu Śląskiego pozostały ziemne. Nie ma tego problemu, który mają stadiony budowane od podstaw, mianowicie, że są to praktycznie obiekty kubaturowe. Tam niezależnie od starań w ustawieniu akustyki zawsze pojawi się problem w postaci kolejnego pomieszczenia odgrodzonego ścianą, więc kolejnego źródła zakłóceń dźwięku. My mamy dolną trybunę ziemną, więc dźwięk naturalnie się rozchodzi. To było widać chociażby na koncercie Guns n'Roses. Przyjechali od nich dźwiękowcy. Spodziewali się kłopotów, tymczasem po raptem trzech godzinach mieli już ustawiony dźwięk. Oczywiście potem w trakcie koncertu trzeba było dźwięk dopasować, bo jednak inaczej stroi się do pustego obiektu, a inaczej do pełnego publiki i praktycznie pierwszą godzinę koncertu trwało dostrajanie. Ale po wszystkim usłyszałem opinie promotorów Guns n'Roses, że nasz stadion jest w piątce obiektów w Europie pod względem łatwości przygotowania akustyki. Nie jest też tajemnicą, że na ten koncert zjechało sporo menadżerów i techników agencji koncertowych, ponieważ byli ciekawi obiektu. O obecności niektórych dowiedziałem się po czasie.

Czyli badali grunt.
Badali. Zresztą efekty będzie widać już w przyszłym roku. Zagramy minimum trzy wielkie koncerty. Rammstein, ostra muzyka, ale też piękny wizualny spektakl. Drugi, który mnie bardzo cieszy, to Miuosh, Jimek, Smolik z NOSPR. I to, że ktoś podejmuje się nagłośnić orkiestrę symfoniczną na stadionie, to też efekt „Gunsów”. Ktoś musiał być przekonany, że to się da zrobić. To nie jest ustawienie dwóch gitar, perkusji i mikrofonu, tylko kilkudziesięciu instrumentów. A podkreślam – zawdzięczamy to trybunie ziemnej.

Archaizm procentuje.
Dokładnie, ta zaszłość jest zaletą.

Wróćmy do koncertów. Wspomniał pan o minimum trzech wielkich w 2019 roku. Miuosh i Rammstein to dwa.
Kończymy negocjacje z kolejnym wykonawcą, ale póki on nie ogłosi trasy koncertowej, to nie możemy nic zdradzić. Prowadzimy też rozmowy, choć nie wiem, czy uda się to dopiąć w 2019 roku, na temat zorganizowania festiwalu dedykowanego naszemu stadionowi. Chcemy, by był to festiwal słynny na całą Europę.

A sport?
Będziemy aplikować – a moment zgłaszania kandydatur pojawi się wkrótce – o Mistrzostwa Europy w Lekkoatletyce. Pierwszy realny termin to 2024 rok, ale spodziewam się, że decyzje będą zapadały w roku przyszłym. Takiej imprezy nie było w Polsce, też nie było gdzie jej zrobić. A my mamy 55-tysięczne trybuny i praktycznie najszybszą bieżnię. Najlepszy wynik na 100 metrów w tym roku, 9,87 sek wykręcił u nas w sierpniu Ronnie Baker na Memoriale Kamili Skolimowskiej.

Nawiasem mówiąc szukamy sposobu, by stadion żył również zimą. Myślimy o lodowisku na bieżni, o torze dla narciarstwa biegowego wokół stadionu.

Zostawmy na moment biznes. Czy ma pan osobiste wspomnienia związane ze Stadionem? Czy jakaś impreza szczególnie zapadła panu w pamięć?
Tak, oczywiście. Takim pierwszym wydarzeniem był pamiętny mecz z Anglią w 1993 roku, po którym Kocioł zamknięto. Ale pamiętam też kolejne mecze reprezentacji, czy mecze pucharowe naszych drużyn klubowych. Byłem na Ruchu, Górniku. Za młody jestem by pamiętać mistrzowskie imprezy żużlowe czy wyrównany własny rekord świata Ireny Kirszenstein - Szewińskiej z 1967 roku. Stadion zawsze kojarzył mi się z piłką nożną. Dopiero jak tu przyszedłem do pracy to przekonałem się o jego wielofunkcyjności, uniwersalności.

Uniwersalny Kocioł Czarownic. Dobrze to brzmi. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Jan Surzycki 2018-12-03 13:57:38

    świetne materiały - świetny obiekt - stadion w Chorzowie - nasza perełka

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.