Kariera

Możemy płacić więcej - Lech Kaniuk przybliża projekt, do którego chce zatrudnić 10 tys. górników

2020-07-29, Autor: Tomasz Raudner

Śląsk ma bardzo dużo do wygrania – mamy osoby, które mogą mieć inną perspektywę na życie, a jeśli pojawiałoby się więcej instalacji ze źródeł odnawialnych, niż kopalnianych, to zwalczymy smog i też pokażemy innym na świecie, że coś takiego można zrobić - mówi Lech Kaniuk, przedsiębiorca deklarujący zatrudnienie 10 tys. górników do budowy dachów solarnych.

Reklama

Artykuł o Lechu Kaniuku, przedsiębiorcy i inwestorze, który ze spółką SunRoof rozwija projekt budowy solarnych dachów, do którego chce zatrudnić 10 tys. górników, spotkał się z ogromnym zainteresowaniem czytelników. Poprosiliśmy biznesmena o rozmowę, w której mógłby rozwinąć stoją ideę.

Tomasz Raudner: Jak wyobraża sobie pan zatrudnienie 10 tys. górników? To armia ludzi.

Lech Kaniuk, SunRoof: Tak, rzeczywiście jest to duże wyzwanie i to potrwa jakiś czas, ale to jest związane z naszymi celami. Jako SunRoof liczymy, że w ciągu 3 do 5 lat chcemy być na etapie robienia 3 tysięcy dachów miesięcznie. Żeby te dachy rzeczywiście stworzyć, żeby obsłużyć to logistycznie, to jest faktycznie potrzebna mała armia ludzi.

Są też różne kompetencje potrzebne i widzimy, że gdzieś skądś tych ludzi trzeba wziąć. I łącząc to z transformacją z energetyki konwencjonalnej, która psuje środowisko do źródeł odnawialnych, co też pięknie spina się z tym, co chce Unia Europejska, czyli przyspieszenie tej transformacji, to widzimy, że będziemy potrzebowali tylu osób, by cele zrealizować.

Dobrze, ale czy pan zna środowisko górnicze? Górnicy są ludźmi przyzwyczajonymi z jednej strony do pewnego etosu pracy, ale i do wysokiego poziomu świadczeń socjalnych. Jak chce ich pan przekonać do tego, żeby tak diametralnie zmienili pracę?

Trzeba jasno powiedzieć, że takich samych warunków nie będziemy mieli. Będziemy mieli inne warunki i jestem przekonany, że będziemy w stanie zaproponować wiele ciekawszych rzeczy. Ciekawszych na przykład pod tym względem, że ludzie będą mogli pracować nad ziemią, w środowisku bezpiecznym i lepszym dla zdrowia. Więc to jest jeden z benefitów i trzeba będzie zadać sobie pytanie, na ile będę gotów dostać trochę więcej pieniędzy w związku z tym. Ale też chcę powiedzieć, że będziemy potrzebowali bardzo wiele różnych kompetencji i są przewidywane różne płace. Nie jestem pewien, czy nie bylibyśmy konkurencyjni jeśli chodzi o wynagrodzenia. Może być tak, że niektóre stanowiska będą lepiej opłacane od tego, jak są płacone dzisiaj.

Ale jest też inny aspekt. To aspekt rozwoju i dołączenia do czegoś, co ma szerszą misję, niż tylko to, że wykonujemy pracę. Jest wiele badań, które pokazują, że jak ktoś czuje, że się rozwija, ale też, że w swojej pracy robi coś dobrego dla czegoś szerszego, niż tylko dla własnego interesu, to daje dużo większą satysfakcję, niż inne rzeczy. Tu jestem przekonany, że jesteśmy w stanie zapewnić rozwój nowych kompetencji, nowych doświadczeń, co będzie satysfakcjonujące dla wielu osób. Do tego dochodzi jeszcze świadomość, że każda instalacja, nowy dach oznacza zrobienie czegoś dobrego dla środowiska. Niestety, kopalnie nie mają dobrego wpływu na środowisko, więc to też może być inspirujące. Już abstrachując od tego, że

różne trendy, kierunki wskazują, że mimo dobrych płac dzisiaj (w górnictwie – przyp. red.), jutro takie nie będą. Więc pytanie jest – na ile przyszłościowe jest to, co jest dzisiaj, a co ciekawego możemy zaproponować na przyszłość.

Górnictwo jest mocno uzwiązkowione. Jeśli przyjąłby pan 10 tys. osób, to można sobie wyobrazić, że stworzą też związki zawodowe. Przecież to będą te same osoby, które i teraz są w związkach. Ma pan doświadczenia w kontaktach ze związkowcami? Jak pan sobie wyobraża współpracę z nimi?

Mam małe doświadczenia ze związkami zawodowymi. Trzeba sobie powiedzieć jasno, że różnice (między górnictwem a pracą w SunRoof – red.) są bardzo duże i każdy musi się tego spodziewać. Zobaczymy.

Też liczę się z tym, że transformacja nie będzie lekka. Ona będzie trudna dla wszystkich, którzy są z nią związani.

Patrząc na skalę (w górnictwie pracuje około 80 tys. osób, z czego połowa w PGG – przyp. red.), mimo że mówimy o bardzo dużej liczbie osób, to nie będziemy w stanie wszystkich wchłonąć, inni też będą musieli się włączyć. Chcemy dodać swoją cegiełkę.

Powiedziałbym tak – nawet, jeśli nie znajdzie się 10 tys. osób z branży górniczej, które chciałby się przekwalifikować, a będzie to kilka osób, to też będziemy zadowoleni. To będzie nasz wkład w szybszą transformację do odnawialnych źródeł energii, przy okazji pomagając ludziom, którzy też przecież stają przed dużym znakiem zapytania co do ich przyszłości i perspektyw w tej branży. Pierwszy wywiad z górnikiem pracującym pod ziemią w kopalni mamy za sobą.

I jakie efekty?

Efekty są takie, że budujemy listę ludzi zgłaszających się, którzy zainteresowali się po informacjach o tworzonym przez nas projekcie, aczkolwiek najpierw musimy ten projekt rzeczywiście stworzyć. Bardzo się cieszę, że kilka osób z miasta Rybnika – mówię o politykach – zgłosiło się do mnie, jako jedyni de facto zainteresowani wsparciem przedsięwzięcia w jakiś sposób. Odbieramy to pozytywnie. Zresztą, Rybnik ma chyba niechlubne rekordy zanieczyszczenia powietrza, więc jest determinacja, żeby coś z tym zrobić.

Cieszy więc nas inicjatywa miasta, jeszcze zobaczymy, na czym może polegać. Może chodzi o udostępnienie lokali, kontaktów, statystyk, np. tego jakie kompetencje są w mieście, jakie osoby na bezrobociu.

W każdym razie pierwsza rzecz, jaką musimy stworzyć, to program przekwalifikowania osób. Potem musimy „przepuścić” jakąś niewielką liczbę osób przez ten program. Byłoby wspaniale zrobić też kilka dachów, być może w tym samym mieście i zamknąć to podsumowaniem, które dałoby odpowiedź jakie byłyby dobre i złe strony szkolenia, co musielibyśmy poprawić, jak osoby przeszkolone czują się w nowej roli. Dobrze byłoby na zakończenie tego etapu zrobić konferencję prasą, na którą chciałbym zaprosić byłego wiceprezydenta USA Ala Gore'a. Dołączyłem do jego Climate Reality Project, zresztą byłem u niego na szkoleniu w ub. tygodniu, gdzie mówił też potrzebie transformacji. Od niego dowiedziałem się, że Unia Europejska tworzy Just Transition Fund (Fundusz Sprawiedliwej Transformacji – red.) mający pomagać ludziom w przechodzeniu z jednej branży do drugiej. Al Gore wziął właśnie na przykład branżę górniczą i na zdjęciu swojej prezentacji miał górników z kopalni w Katowicach. Piszę teraz z Alem Gorem, żeby przedstawić mu nasz projekt i po zakończeniu pilotażu zaprosić na podsumowanie. Jeśli Rybnik zdecyduje się nas wesprzeć, to zaprosić do Rybnika.

Czy rekrutacja ruszy dopiero po pilotażu, czy już się rozpoczęła? Jeśli tak, to z jakim efektem?

Rekrutacja w tym regionie jeszcze nie ruszyła. Cały czas mamy zapotrzebowanie na różne kompetencje – od dekarzy (bo jednak nasze rozwiązanie jest innowacyjne – fotowoltaika jest zintegrowana z dachem i stosuje się ją zamiast dachówek czy blachy), przez elektryków, projektantów. W kopalniach zasoby ludzkie są duże, są elektrycy, czy osoby, które potrafią robić wiele rzeczy, więc na pewno pojawią się możliwości rekrutacji nawet bez szkolenia.

To kiedy rekrutacja mogłaby ruszyć? I gdzie górnicy mieliby się zgłaszać?

Najpierw musimy stworzyć program szkoleniowy. Akurat kluczowa osoba z Rybnika, z którą rozmawiamy, jest na urlopie, ale myślę, że w ciągu miesiąca program powstanie. A z rekrutacją powinniśmy ruszyć w ciągu trzech miesięcy.

Proszę powiedzieć, na ile jest to realne przedsięwzięcie? Mówicie o montażu 3 tys. dachów fotowoltaicznych w ciągu miesiąca – podejrzewam, że zasięg będzie międzynarodowy, a nie tylko polski. Jakie macie finansowanie, zaplecze? Przepraszam za powątpiewanie, ale czy to nie jest inicjatywa wydmuszka?

Bardzo dobre pytanie – mówimy o perspektwie 3 – 5 lat i rzeczywiście jest to zasięg międzynarodowy. Nie zrobimy 3 tys. dachów miesięcznie w Katowicach czy Rybniku, czy w ogóle na Śląsku. To jest za mały rynek. Część prac wykonywanych będzie w Polsce, część w Europie, więc część z tych 10 tys. osób nie mogłoby zostać i mieszkać na Śląsku. Ale też specyfika OZE jest taka, że nie da się tego oustorcować do taniego kraju. To jednak są prace bardzo lokalne, część prac wymaga dojazdów, ale większość jest stacjonarna, więc cały region będziemy potrzebowali do obsłużenia, tym samym powstanie dużo miejsc pracy w wielu miejscach. Obsługa klienta, sprzedaż, projektowanie – to wszystko można robić zdalnie, tworzymy też platformę cyfrową. Jesteśmy spółką międzynarodową i już pracujemy zdalnie, a pandemia jeszcze ten zakres powiększyła.

Co do finansowania, zamykamy rundę inwestycyjną, za chwilę będziemy to ogłaszać. Myślę, że za kilka tygodni ogłosimy, z kim zamknęliśmy rundę, to są duże fundusze, które mają jeszcze większe zasoby i są związane z energetyką – to jest na dalsze skalowanie naszego biznesu.

Jeśli popatrzymy na osoby, które są wspólnikami w SunRoof, to jest bardzo mocny zespół, z dużym doświadczeniem w skalowaniu biznesów międzynarodowych. Mój osobisty największy sukces to Delivery Hero, spółka warta 20 mld euro, jak odchodziłem miała 5 mld euro i robiliśmy wejście na giełdę, a największe umowy inwestycyjne, które podpisywałem, były na 100 mln euro, więc mamy doświadczenie na pozyskiwanie naprawdę dużych kwot i skalowania biznesów międzynarodowych i myślę, że z tym też sobie poradzimy.

Na pewno zgoda co do tego, że fotowoltaika się prężnie rozwija, a Polska jest jednym z liderów UE pod względem przyrostu mocy, ale czym innym jest – moim zdaniem – montaż paneli na istniejącym dachu, a czym innym – montaż dachu z paneli fotowoltaicznych. Czy Polacy są, pana zdaniem, gotowi na az taką innowację?

Jak najbardziej, w Polsce zaczynamy mieć już dużo projektów, zarówno dla osób, które budują dom, lub remontują dach, jak i komercyjnych. Mamy też nadzieję, że kilka miast zdecyduje się montować nasze dachy.

Rzeczywiście, nasz produkt jest inny. Instalacja zewnętrzna montowana jest na istniejący dach, ale jeśli ktoś ma potrzebę remontu dachu, albo ma dach, który nie utrzyma instalacji fotowoltaicznej, albo jest w trakcie budowy nowego budynku, to nie jest to ekonomicznie uzasadnione, by najpierw robić dach, a potem instalację fotowoltaiczną. Jest to droższe rozwiązanie, zabiera więcej czasu i pod względem estetycznym nie wygląda to zbyt dobrze.

Powiedziałbym, że bardziej konkurujemy z dachówkami, niż z tradycyjnymi instalacjami. Jak ktoś ma dach, który jest dobry i długi żywot przed nim, to nie ma sensu go zrywać i budować nasz dach.

Naszym największym konkurentem jest Elon Musk, który również robi dachy ze zintegrowaną fotowoltaiką i pierwszy rynek, na którym będziemy się ścigać, to będą Niemcy. Oni tam wchodzą i my.

To żeby zreasumować – Niemcy na horyzoncie, ale Rybnik przyczółkiem, w którym miałby się zrealizować pilotaż, również siłą górniczych pracowników, tak?

Jak najbardziej, Rybnik jako pierwsze wykazało zainteresowanie i aktywność, nawet dziś (rozmowa odbyła się 28 lipca) mieliśmy wymianę maili, aczkolwiek zapraszamy wszystkich do kontaktu, ale myślę, że ten region ma bardzo dużo do wygrania – mamy osoby, które mogą mieć inną perspektywę na życie, a jeśli pojawiałoby się więcej instalacji ze źródeł odnawialnych, niż kopalnianych, to zwalczymy smog i też pokażemy innym na świecie, że coś takiego można zrobić.

Wobec tego być może doczekamy się wizyty wiceprezydenta USA. Jako ŚląskiBiznes.pl będziemy się przyglądali projektowi. Dziękuję za rozmowę i życzę zdrowia.

Nawzajem, dziękuję.

Co zrobić z górnictwem energetycznym na Śląsku?





Oddanych głosów: 1184

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Co zrobić z górnictwem energetycznym na Śląsku?





Oddanych głosów: 1184