Wiadomości

Premier zapowiedział estoński CIT dla małych firm. Co to jest?

2019-11-19, Autor: tora

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział dziś w exposé wprowadzenie tzw. estońskiego CIT. Ma to być propozycja rządu pomagająca w rozwoju mikro i małych firm. Estoński CIT zakłada zapłatę podatku od dochodu dopiero w momencie wypłaty zysku. Wyjaśniamy, na czym to polega.

Reklama

Podatek estoński różni się od klasycznego CIT momentem zapłaty.

Estoński CIT a klasyczny CIT

Obecnie firma po prostu płaci podatek CIT od zysku wypracowanego w danym roku. Natomiast w wariancie „estońskim” przedsiębiorca zapłaci podatek dopiero w momencie, kiedy zdecyduje się wypłacić zysk, np. skonsumować pieniądze, wydać na inne przedsięwzięcie czy wypłacić dywidendę. Jeśli jednak uzna, że woli pieniądze zostawić w firmie, czy na przykład przeznaczyć na inwestycje, podatku CIT nie zapłaci.

Eksperci postulują model estoński

„Podatek estoński” już od ponad roku proponuje wprowadzić Fundacja Pomyśl o Przyszłości wraz z firmą audytorsko-doradczą Grant Thornton.

- Jednym z największych wyzwań, z jakimi mierzy się polska gospodarka na obecnym etapie rozwoju, jest relatywnie niewielki kapitał własny polskich firm oraz związana z tym stosunkowo niewielka skłonność sektora prywatnego do zwiększania wydatków na inwestycje. Dodatkowo, gorsetem, który od lat krępuje polskie firmy jest skomplikowany system podatkowy, wymagający od podatników śledzenia zmian w przepisach i prowadzenia żmudnej ewidencji podatkowej – twierdzi Dariusz Bednarski, partner zarządzający w firmie doradczej Grant Thornton.

Według niego „podatek estoński” jest sposobem na rozwój polskiej gospodarki. Wiele po tym rozwiązaniu obiecuje sobie też Ryszard Florek, prezes zarządu firmy Fakro, jeden z najbogatszych Polaków.

- Podatek estoński to rozwiązanie podobne do tych, które w latach 50-tych umożliwiły „cud gospodarczy” w Republice Federalnej Niemiec. Jeśli firma chce się rozwijać i ma dobre pomysły na inwestycje, nie ma sensu zmuszać ją do zapłaty podatku od zysku. Lepiej pozwolić jej cały ten zysk zatrzymać i przeznaczyć na rozwój. Bez wprowadzenia takich zmian, inne propozycje będą miały tylko charakter kosmetyczny – przekonuje Ryszard Florek, cytowany w grantthornton.pl.

Ulga na inwestycje

W artykule na grantthornton.pl czytamy, że wprowadzenie podatku estońskiego byłoby swoistą „ulgą podatkową” na inwestycje. „Według obecnych przepisów, każda inwestycja w firmie jest niejako dwukrotnie opodatkowana – obłożona jest nie tylko stawką 23 proc. VAT, ale też 19% CIT. Jeśli bowiem firma chce zainwestować cały uzyskany w minionym roku zysk, musi najpierw odprowadzić 19% CIT do budżetu państwa, a tylko pozostałe 81% może przeznaczyć na rozwój. Po wprowadzeniu podatku estońskiego, reinwestowane mogłoby być 100% zysku. Byłoby to spełnienie promowanego obecnie pomysłu „cała Polska strefą ekonomiczną” i to bez kosztownej administracji stref.”

Pieniądze zostaną w Polsce

Dariusz Bednarski przewiduje, że w efekcie podatek estoński z jednej strony stymulowałby rozwój inwestycji prywatnych, których niedobór od lat jest systemową barierą w rozwoju polskiej gospodarki, a z drugiej – ułatwiałby kumulowanie kapitału wewnątrz sektora przedsiębiorstw oraz zniechęcałby do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem.

Jest jeszcze jeden walor estońskiego rozwiązania. Podatnicy CIT zostaliby zwolnieni z obowiązku prowadzenia ewidencji księgowej dla celów podatkowych, ponieważ do ustalenia wysokości podatku wystarczyłoby udokumentowanie wypłaty dywidendy. „Zasady odprowadzania CIT byłyby proste (likwidacji musiałyby ulec wszelkie „wyjątki od reguły”, np. ulgi podatkowe czy zwolnienia) i takie same dla wszystkich podatników.”

Koszt dla budżetu - nawet 10 mld zł

Według szacunków ubytek dochodów Polski w przypadku przyjęcia wariantu estońskiego sięgałby 3% dochodów podatkowych, czyli około 9-10 mld zł rocznie.

- Oczywiście nie jest to mała kwota i wymagałaby dostosowania w innych obszarach budżetu państwa, jednak należy pamiętać, że w długim okresie koszt ten może się Skarbowi Państwa opłacać. Jeśli firmy dzięki reformie faktycznie zwiększyłyby inwestycje, to szybko wzrosłyby dochody z VAT, a w dłuższej perspektywie – rozwój polskich firm przyspieszyłby, więc odprowadzałyby one więcej środków również w ramach CIT i PIT – mówi Dariusz Bednarski.

Estoński CIT się opłaci

Wydaje się, że po pewnym okresie przejściowym korzyści dla gospodarki i budżetu państwa wynikające z reformy byłyby wyższe niż koszty.

- Jestem przekonany, że polscy przedsiębiorcy byliby gotowi do zaakceptowania czasowego wzrostu stawki podatku CIT od wypłacanych środków, na przykład do wysokości 25%, co w pewnej mierze zrekompensowałoby zmniejszenie wpływów do budżetu. Dodatkowo, gdyby zmiana została ogłoszona w odpowiednim wyprzedzeniem, firmy miałyby czas, aby przygotować inwestycje, których wdrożenie nastąpiłoby już od pierwszego roku działania nowych przepisów. Efekty tych inwestycji mogłyby w krótkim czasie być większe dla budżetu niż uszczerbek z tytułu odroczonego podatku CIT – mówi Ryszard Florek.

Czy estoński CIT pomoże małym firmom w rozwoju?

Oceń publikację: + 1 + 7 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Andrzej Zmarz 2019-11-20 13:24:19

    Gdyby tak było 15 lat temu to nie likwidowalbym firmy. W tamtym systemie byłem zwykłym parobkiem kasty. Pozdrawiam wszystkich przedsiębiorców.

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Ile pieniędzy planujesz wydać na święta (wliczając prezenty)?






Oddanych głosów: 120