Wiadomości

Są do zrobienia, potrzeba woli – eksperci o wyborach przez internet

2020-05-06, Autor: Tomasz Raudner

Jeśli będzie wola polityczna, to głosowanie internetowe można w Polsce wprowadzić. Mamy do tego odpowiednie narzędzia i technologie - zgodzili się uczestnicy debaty online "Wybory przez internet. Alternatywa dla urn i głosowania korespondencyjnego."

Reklama

Czy wybory przez internet rzeczywiście są w Polsce możliwe? Czy mogą być one konstytucyjne? Jeśli tak, jak dokładnie powinny wyglądać? Kiedy realnie mogłoby się odbyć pierwsze głosowanie przez Internet? Czy możemy czerpać ze doświadczeń innych krajów? Odpowiedzi na te pytania starali się udzielić uczestnicy debaty online „Wybory przez internet. Alternatywa dla urn i głosowania korespondencyjnego”, którą zorganizowała grupa medialna TuPolska, Fundacja Przedsiębiorczy PolacyCentrum im. Adama Smitha oraz Izba Gospodarki Elektronicznej.

Na pytania, które zadawał Wacław Wrana, redaktor naczelny portali grupy odpowiadali Andrzej Sadowski – prezydent Centrum im. Adama Smitha, Tomasz Pruszczyński - prezes Fundacji Przedsiębiorczy Polacy, założyciel grupy Wkurzeni Przedsiębiorcy, prof. Dariusz Szostek z kancelarii Szostek_Bar i Partnerzy, ekspert Izby Gospodarki Elektronicznej, Mariusz Sperczyński - zaangażowany propagator cyfrowalut w firmie FlyingAtom oraz Marcin Gawlas, CEO Project iVoting.

Pretekstem dla zorganizowania debaty była propozycja Fundacji Przedsiębiorczy Polacy zorganizowania głosowania przez system bankowy jako odpowiedź na obecny kryzys wyborczy. W opinii pomysłodawcy, Tomasza Pruszczyńskiego, jest to swoiste włożenie kija w mrowisko, sprowokowanie debaty o nowoczesnych, bezpiecznych, a zarazem innowacyjnych sposobach przeprowadzania głosowań, czy referendów wykorzystujących technologie cyfrowe, powszechną dostępność do internetu, a także odpornych na takie zagrożenia, jak epidemie.

Prof. Szostek: potrzebny przemyślany projekt

Eksperci zwracali uwagę na aspekty prawne jak i technologiczne. Prof. Dariusz Szostek powiedział, że polska konstytucja i kodeks wyborczy nie przewidują głosowania elektronicznego, a samo tworzenie przepisów zajęłoby około roku. Jednak ważniejszy zdaniem profesora jest dobry projekt, który potem byłby ubrany w przepisy. Same prawo jest tu rzeczą wtórną:

- Nie chodzi tylko o to, że kliknę w bankowość elektroniczną i będę miał oddany głos. Musielibyśmy uwzględnić równość, ale ponieważ mamy w Polsce gigantyczne wykluczenie cyfrowe, głosowanie internetowe musiałoby być jedną z opcji.

Estończycy wprowadzają 10 lat cyfrowe państwo, zaczęli od cyfrowego dowodu. Polska już 15 lat temu miała koncepcję PL ID, a dotąd są problemy z podpisem cyfrowym. Bankowość nie jest wystarczająca, nie ma tam odpowiednich zabezpieczeń – mówił ekspert Izby Gospodarki Elektronicznej.

Sadowski: głosowanie elektroniczne prostsze niż korespondencyjne

Andrzej Sadowski wspomniał, że w latach 90., kiedy Centrum im. A. Smitha zaproponowało jeden standard Biuletynu Informacji Publicznej, też świadomość na ten temat była nikła. Dziś BIP jest traktowany jako coś normalnego. Ekonomista jest zdania, że głosowanie internetowe powinno być jedną z opcji, tak jak w przypadku finansów jedną z opcji jest bankowość elektroniczna.

- Powinniśmy doceniać możliwość posiadania gotówki, tak jak możliwość głosowania papierowego. W Estonii doszło do shakowania państwa, więc ja bym traktować głosowanie elektroniczne jako jedno z możliwych. Śmiem twierdzić, że takie głosowanie do zorganizowania jest prostsze, niż korespondencyjne – mówił Andrzej Sadowski.

Czy jakakolwiek metoda głosowania jest w 100 proc. bezpieczna?

W debacie przewijał się temat bezpieczeństwa i tajności głosowania elektronicznego. Sporo uwagi w tym kontekście poświęcono technologii blockchain. Jest to wysokiej klasy metoda szyfrowania używana np. przy transakcjach kryptowalutami. Polega na tym, że zamiast jednego ośrodka uwierzytelniającego transakcje, funkcjonuje sieć pojedynczych komputerów, które nawzajem uwierzytelniają operacje. I nawet, jeśli dojdzie do ataku hakerskiego, to nigdy na całą sieć, a na jej część czy poszczególne komputery. W przypadku ośrodka scentralizowanego jeden atak może wywołać awarię całego systemu.

Mariusz Sperczyński wyjaśniał jednak, że blockchain obecnie nie jest w stanie zapewnić 100-procentowej pewności i tajności, która nie pozwalałaby przypisać konkretnej czynności danemu człowiekowi. Czyli np. gwarantowałaby głosującemu tajność.

- Clou programu jest powiązanie człowieka z certyfikatem cyfrowym. Na razie mamy rozwiązania jak ePUAP, czy bankowość elektroniczna, ale to wciąż nie jest powszechne. Najpierw musimy doprowadzić do sytuacji, w której każdy obywatel będzie miał swój certyfikat identyfikacji cyfrowej – mówił Mariusz Sperczyński.

Zaznaczył przy tym, że żadna technologia czy system nie zapewnią pełnego bezpieczeństwa. Zgodził się z tym Marcin Gawlas.

- Sam blockchain nie jest świętym gralem, i trzeba wielu przygotowań, żeby te wybory przeprowadzić na wysokim poziomie bezpieczeństwa, bo 100-pewności nie będziemy mieli nigdy - mówił.

Rozwijany przez jego startup Project iVoting system zakłada zapewnienie bezpieczeństwa i tajności poprzez cyber ID: - To cyfrowa tożsamość w oparciu o klucze cyfrowe, które można uwierzytelnić w zależności od tego, w czym chcemy uczestniczyć. Można to robić poprzez sms, przez e-bankowość, można również wykorzystać ePUAP, ale jest on rządowy i nie można go spinać z pozostałymi - mówił. Rozwiązanie to jest obecne testowane na lokalną skalę w gminach.

Głosowanie elektroniczne - kiedy realne do wprowadzenia

Redaktor Wacław Wrana zapytał też, kiedy realnie można zorganizować wybory przez internet.

– Będziemy to przygotowywali kilka lat, poświecając dużo pieniędzy, żeby sprawdzić, czy to zadziała. A alarmowo – to zrobilibyśmy to w dwa miesiące, obsłużylibyśmy około dziewięćdziesiąt kilka procent wyborców. Nie byłoby to do końca bezpieczne, ale w Estonii też nie było, tam też było weto prezydenta, protesty – zauważył Marcin Sperczyński.

– Będę w stanie odpowiedzieć na to pytanie za rok - powiedział CEO Project iVoting.

Uważam, że głosowanie internetowe to kwestia 10 lat. Potrzebny jest pierwszy system w świecie, który zostanie uznany za bezpieczny. Sam blockchain nie wystarczy. Potrzebny jest jeszcze odpowiedni hardware, który gwarantowałby, że urządzenie przejęte w wyniku ataku hakerskiego byłoby bezpieczne. To musi być proste w obsłudze i bezpieczne – powiedział Marcin Gawlas.

– Potrzebna jest wola społeczna. Jeżeli będzie determinacja, to problemem nie będzie czas. Pisanie prawa jest proste. Barierą nie jest technologia. Polska jest dziś liderem bankowości elektronicznej, a nigdy nie osiągnie się systemu w 100-procentach bezpiecznego – stwierdził Andrzej Sadowski.

CBOS: ludzie chcą głosowania elektronicznego

Marcin Gawlas powiedział, że społeczeństwo już jest gotowe na głosowanie internetowe. W badaniu CBOS taką chęć wyraziło 75 proc. respondentów! Dodał przy tym, że głosowanie internetowe wpłynęłoby na wyniki wyborów, ponieważ z automatu wykluczyłoby możliwość oddania głosu nieważnego.

- Pytanie, czy na taką nowość zgodziliby się politycy. Oni są oporni na zmiany – zauważył Tomasz Pruszczyński.

Wybory przez internet – podsumowania ekspertów

Andrzej Sadowski, Centrum im. A. Smitha: - Rząd osiągnął sukces w przypadku programu 500+ tylko dlatego, że skorzystał z bankowych kanałów cyfrowych do dystrybucji pieniędzy i podań. I jak widać prywatna infrastruktura jest dzisiaj wystarczająca, ale oczywiście niepełna, aby już przeprowadzać w Polsce bardzo duże akcje związane z udziałem obywateli w obie strony. Jednocześnie Polska potrzebuje własnej infrastruktury krytycznej, do której należy m.in. Poczta Polska, ale przygotowanie jakichkolwiek uczciwych powszechnych, tajnych, wyborów wymaga czasu, stąd czas przygotowania czy to technologii, czy poczty do normalnych wyborów jest większy, niż te kilka tygodni, które dano do zrealizowania tych wyborów.

Marcin Gawlas, CEO Project iVoting: - Technologia rzeczywiście istnieje, również mamy koncepcje, jak to zrobić. Wydaje mi się, że jest potrzebne powołanie grupy ekspertów, naukowców z dziedziny kryptologii, informatyki blockchain, na wzór tego, co zrobiła Nowa Zelandia i rozpoczęcie prac nad wypracowaniem koncepcji cyfryzacji i przygotowania całego systemu do głosowania. A później konieczne będą również testy, i to testy na mniejszych grupach, np. umożliwienie głosowania wyborcom mieszkającym za granicą. Wydaje się, że świetnym polem doświadczalnym mogłyby też być budżety partycypacyjne. Uważam, że nie można od razu wprowadzać tego rozwiązania na tak szeroką skalę, bo to się po prostu nie uda. To będzie pospolite ruszenie i system się „wysypie”.

Dariusz Szostek, kancelaria Szostek_Bar i Partnerzy, ekspert Izby Gospodarki Elektronicznej: - Przede wszystkim powinniśmy mieć system cyfryzacji państwa i strategię. Ministerstwo Cyfryzacji powinno być liderem i narzucać pozostałym ministerstwom wiele rzeczy. Bardzo cenię Annę Strążyńską (była min. cyfryzacji – przyp. red.), która próbowała wiele rzeczy pozmieniać i narzucić. Tutaj bardzo ważna jest współpraca naukowców, wizjonerów, techników. I potrzebujemy przede wszystkim wieloletniej strategii państwa. Ja jako człowiek zajmujący się prawem nowych technologii nie mam pojęcia, jakie są cele państwa, w jakim kierunku pójdzie Polska jeśli chodzi o cyfryzację za rok, za dwa lata czy pięć. Myśmy odłożyli blockchain czy sztuczne inteligencje na bok. Do tego potrzebujemy wykształcić polityków. Boję się, co stanie się jutro, jak „padnie” jakaś sieć telekomunikacyjna.

Najpierw powinniśmy popatrzeć na prawa i obowiązki konstytucyjne, dwa – na cyberbezpieczeństwo, w tym odpowiedni wywiad, służby, systemy, których nie mieliśmy, a dopiero potem wizje. Zgadzam się, że potem potrzebne są testy na mniejszą skalę. Nie możemy sobie pozwolić na pospolite ruszenie w temacie cyfryzacji i przeprowadzenie wyborów internetowych, bo to byłby chyba jeszcze gorszy case, niż z Pocztą Polską, który chyba, jak widzimy, w najbliższą niedzielę się nie uda. Prawo jest tu rzeczą wtórną. Do jego tworzenia trzeba podejść dokładnie, konieczne są analizy, tak, jak to jest robione np. w Niemczech. Nie zgodzę się, że można to zrobić szybko.

Marcin Starczyński, zaangażowany propagator cyfrowalut w firmie FlyingAtom: – Jako biznes blockchainowy jesteśmy gotowi do wariantu rzetelnego, wieloletniego, racjonalnego, z dużymi pieniędzmi (bardzo chętnie skorzystamy z takich wariantów rozwoju technologicznych w praktyce), jak również jesteśmy gotowi, do zastosowania w przypadkach nagłych, krytycznych, ratowania czegoś od ręki, co jako polski biznes wielokrotnie udowodniliśmy.

Co ciekawe, w większości przypadków nasze rozwiązania biznesu blockchainowego z Polski do ratowania sytuacji krytycznych zostały realizowane za granicą. Mamy wiele polskich osiągnięć w tym zakresie. Zatem jesteśmy gotowi tu i tu. Tylko determinacja, wola społeczeństwa niech nam da konkretny kierunek działania. My jako informatycy, biznesmeni po prostu to zrobimy w określonym porządku, a po drodze będziemy się starali, tak jak system iVoting, robić to nie tylko w trybie bardzo odległym, ale w sytuacjach krytycznych pomóc tu i tam.

Tomasz Pruszczyński, prezes Fundacji Przedsiębiorczy Polacy: - Biznes radzi sobie z problemami szybciej niż urzędnicy i politycy. Po prostu my działamy, a nie gadamy. Nawet tutaj mówiąc o powołaniu grupy ekspertów, to uważam, że po co to robić, skoro już utworzono taką grupę w Nowej Zelandii i można skorzystać z ich wiedzy i dokumentacji i wdrożyć to szybciej, sprawniej i mniej boleśnie.

Poza tym obecnie jesteśmy postrzegani na arenie międzynarodowej jako kraj, w którym jest zagrożona demokracja. Dlatego wdrażając nawet nieidealny sposób głosowania przez system bankowy, bylibyśmy postrzegani jako kraj, który w całym kryzysie koronawirusa zrobił coś bardzo innowacyjnego i coś, co sprawi, że możemy być postrzegani jako kraj bardzo nowoczesny. Tak jak zresztą jest postrzegana na świecie polska bankowość. Przeskoczyliśmy książeczki czekowe tak niegdyś popularne na Zachodzie i przeszliśmy od razu do pieniądza cyfrowego. Potrzeba nastawienia polityków ale i mediów. Zawsze apeluję do mediów, aby nie podawały tylko tego, co im dają na tacy politycy i urzędnicy, ale też pokazywać NGO-sy czy różne ośrodki tworzące rzeczy ciekawe i inne. Bo jest trzecia droga. My jako fundacja pokazujemy trzecią drogę. Może nie jest idealna, może trzeba ją troszkę stuningować, ale ważne, żeby dotarło do świadomości, że jest coś ponad urną i kopertą.

A Wy co sądzicie o głosowaniu internetowym? Jest to dobre rozwiązanie? Powinniśmy je wdrożyć w Polsce?

Oceń publikację: + 1 + 6 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.