Wiadomości

Sebastian Darul został zwolniony z PGG. „Bo węszyłem, mówiłem prawdę i byłem niewygodny”

2020-01-09, Autor: Tomasz Raudner

Sebastian Darul, przewodniczący Stowarzyszenia Lepsze Jutro dla Górnictwa został zwolniony z pracy. Oficjalnie za nielojalność wobec pracodawcy, czyli Polskiej Grupy Górniczej. Sam twierdzi, że został ukarany za „węszenie” i „mówienie prawdy”. Na konferencji zarzucił przedstawicielowi kierownictwa kopalni Staszic robienie przekrętów.

Reklama

O zwolnieniu z pracy lider stowarzyszenia poinformował wczoraj w Katowicach na konferencji prasowej. Jest to zwolnienie z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, płynącego od końca grudnia. Sebastian Darul został też zwolniony z obowiązku świadczenia pracy, zablokowano mu przepustkę i nie może wejść na teren kopalni.

PGG: zwolnienie za mówienie prawdy?

Powodem zwolnienia jest nielojalność wobec pracodawcy. Sam lider stowarzyszenia jest przekonany, został zwolniony za mówienie prawdy o nieprawidłowościach przy górniczych wypłatach. Zarzuty z jego strony pod adresem PGG padły m.in. podczas sierpniowej manifestacji przed siedzibą spółki PGG, a tuż przed świętami w oświadczeniu, które rozesłał do mediów.

Krótko przed spotkaniem z dziennikarzami w kopalni odbyło się posiedzenie komisji pojednawczej, która była, a przynajmniej miała być, próbą rozwiązania sporu na linii Darul – PGG.

- Na komisji czekałem, aż pracodawca powie, że kłamię, albo, żebym przedstawił dowody na to, co mówię. Ludzie na komisji ani razu nie zarzucili mi kłamstwa. Padło nawet pytanie „Dlaczego chcecie mnie zwolnić za mówienie prawdy?” Nie doczekałem się odpowiedzi – mówi Darul.

Pełnomocnik Darula: zmowa milczenia na komisji pojednawczej

- Byłam na komisji jako pełnomocnik pana Darula. Dla mnie jest to zastanawiające, że nikt z komisji nie otworzył ust i powiedział do niego „A co to pan za głupoty opowiada, z czym oszukujemy?” Panowała zmowa zmilczenia. Nie było żadnego uzasadnienia dla zwolnienia. Powiedziano, że dyrektor nie zmienia zdania – mówi Iwona Kamińska-Kubica, była pracownica związku zawodowego Kontra, występująca m.in. w sądach jako pełnomocnik pokrzywdzonych.

Powody zwolnienia lidera stowarzyszenia

Dowiedzieliśmy się, dlaczego Sebastian Darul został zwolniony. Jak informuje Tomasz Głogowski, rzecznik prasowy PGG przyczyną uzasadniającą rozwiązanie umowy o pracę nie są poglądy głoszone przez Sebastiana Darula dotyczące funkcjonowania górnictwa i PGG, ale systematyczne szkalowanie pracowników Spółki oraz jej wizerunku.

- Pan Sebastian Darul wielokrotnie naruszył obowiązek dbania o dobro zakładu pracy oraz świadomie podjął działania zagrażające interesom pracodawcy, narażając Polską Grupę Górniczą na obniżenie wiarygodności oraz renomy na rynku. Wielokrotne publikował na portalach społecznościowych i stronach internetowych nieprawdziwe informacje dotyczące organizacji pracy, w tym przestrzegania przepisów BHP, nieprawidłowości w udzielaniu urlopów i wypłacie wynagrodzeń, wielokrotnie publikował także na portalach społecznościowych i stronach internetowych nieprawdziwe informacje obrażające (ze wskazaniem konkretnych pracowników z imienia i nazwiska) pracowników kierownictwa oraz nadzoru w KWK Murcki-Staszic, co skutkuje podważeniem autorytetu koniecznego do zarządzania Kopalnią, wielokrotnie publikował na portalach społecznościowych i stronach internetowych nieprawdziwe informacji dotyczących przyczyn oraz osób odpowiedzialnych za wypadek mający miejsce w lipcu 2019 r. w KWK Murcki-Staszic – wylicza Tomasz Głogowski.

Dodaje, że „wyszczególnione wyżej zachowania Sebastiana Darula w sposób jednoznaczny naruszają zasady współżycia społecznego i powodują utratę zaufania do pracownika, co uniemożliwia dalsze zatrudnianie go pracodawcę”.

Sebastian Darul mówi, że na posiedzeniu komisji pojednawczej dyrektor kopalni podtrzymał decyzję o wypowiedzeniu umowy o pracę, dlatego będzie się starał o przywrócenie do pracy w sądzie. - Dlaczego ma być zwolniony ktoś, kto mówi prawdę? - pyta.

Darul: za wszystkim stoi naczelny inżynier

Przewodniczący Stowarzyszenia na konferencji przyznał, że zdaje sobie sprawę, co się może z nim wydarzyć w najbliższym czasie.

- Może być nawet zagrożone moje życie, ale powiem to: wiem, że za to wszystko, co się dzieje wokół mnie jest odpowiedzialna jedna osoba z wysokiego dozoru na kopalni Staszic - to jest Naczelny Inżynier Wiesław Piecha, który po zgromadzeniu na dole groził mi sądami, groził mi tym, że mam siedzieć cicho, a kiedy nie dałem się temu człowiekowi zastraszyć usłyszałem: „To dopiero początek, daleka droga przed nami”. Rozumiem, że to wszystko, co się teraz dzieje wokół mnie, to wszystko jest sprawka tego pana. Dodatkowo jest pewna osoba na stanowisku kierowniczym w Kopalni Staszic, która inwigilowała mi Facebooka, w zasadzie wszystko, co publikowałem było przesyłane do pana Piechy, innych osób z dozoru wyższego co pokazuje cały czas, że jestem bardzo niewygodny mówiąc prawdę. Zwolnienie mnie z obowiązku świadczenia pracy odbieram jako stwierdzenie „przestań węszyć”.

Przekręty w kopalni?

Według przewodniczącego stowarzyszenia człowiek, który stoi za zwolnieniem go z pracy sam nie jest nieskazitelny.

- Jest odpowiedzialny za przekręty na kopalni. Z Kopalni Staszic wyjeżdżają sprzęty kopalniane, części do maszyn warte miliony złotych i te części można znaleźć w firmach zewnętrznych, na innych kopalniach. Tak wygląda ten proceder i ci ludzie czerpią z tego zyski. Jeżeli mówię nieprawdę, proszę bardzo, chcę być sądzony nawet jutro - mówi Darul.

Dodaje również: - Zależało mi na tym, żeby dozór kopalniany ponosił odpowiedzialność za swoje decyzje. Ja dostałem wypowiedzenie za mówienie prawdy, a nadsztygar na Staszicu został przyłapany na piciu alkoholu na dole. Czy dostał wypowiedzenie? Nie, tylko obniżono mu grupę płacową i przeniesiono za karę na ranną zmianę – mówi.

Sebastian Darul mówi też, że pracownicy dostają pisma z PGG o zamieszczenie przeprosin za komentarze umieszczane w mediach społecznościowych. - Ja organizując legalne zgromadzenie w sierpniu pod siedzibą PGG otrzymałem cztery pisma, żebym przeprosił osoby, które wymieniłem wtedy z nazwiska. Dostałem pisma od samych tych osób, potem przez ich pełnomocników. Odpowiednio odpisałem na te pisma w ten sposób, że jeżeli te osoby chcą się spotkać w sądzie, to proszę bardzo. Chcę być sądzony choćby jutro. Sprawa do sądu nie trafiła, a odbieram to w ten sposób, że było to zastraszenie mojej osoby, nic innego – mówi.

Iwona Kamińska-Kubica mówi, że pisma z wezwaniami o usunięcie naruszenia dóbr osobistych dostali w grudniu pracownicy różnych kopalń. - Chodziło o wpisy na Facebooku. Śledziłam je, były śmieszne, np. że kalosze nadają się do chodzenia tylko przez miesiąc. Kazano im zapłacić po 1000 zł odszkodowania. Wiem, że dwóch pracowników zapłaciło, inni poprzez swoich prawników odpisali, że płacić nie zamierzają – mówi.

Sebastian Darul zapowiada, że to wszystko, o czym mówił wraz z Iwoną Kamińską-Kubicą na konferencji zamieści w liście otwartym do premiera Morawieckiego oraz prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, „bo to, co się dzieje, jest niedopuszczalne”. Zapowiada też poinformowanie organów ścigania wraz z dostarczeniem dowodów na wyprowadzanie sprzętu górniczego z kopalni.

Ludzie z kierownictwa kopalni skierowali sprawę do sądu

Tomasz Głogowski, ani naczelny inżynier nie komentują zarzutów o zastraszaniu, przekrętach, czy Facebooku:

- Osoby które pomawia pan Darul skierowały sprawy do sądów, wiec to sąd zajmie się tą kwestia - mówi rzecznik.

Czy Waszym zdaniem Sebastian Darul został zwolniony z kopalni za mówienie prawdy?

Oceń publikację: + 1 + 816 - 1 - 71

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Czy wyprowadziłbyś się ze Śląska z powodu smogu?






Oddanych głosów: 263