Kariera

Silny Uniwersytet Śląski to silny region - wywiad z prof. dr. Zbigniewem Celińskim, kandydatem na rektora UŚ

2020-05-25, Autor: Tomasz Raudner

Każdy dolar, który przynosimy w postaci grantu do stanu Kolorado generuje osiem następnych dolarów. Czyli rozwój uczelni poprzez silne badania naukowe powoduje bardzo silny rozwój danego regionu - mówi prof. Zbigniew Jan Celiński z Uniwersytetu Kolorado w Stanach Zjednoczonych, kandydat na rektora Uniwersytetu Śląskiego.

Reklama

Uniwersytet Śląski wybiera nowego rektora. Jednym z kandydatów do objęcia funkcji szefa uczelni na kadencję 2020 - 2024 jest prof. dr Zbigniew Jan Celiński, rocznik 1958, urodzony w Świętochłowicach, a wychowany w Tychach. Absolwent Wydziału Matematyki, Fizyki, Chemii UŚ, który niemal całą karierę naukową, począwszy od doktoratu po profesurę przeszedł w Kanadzie, Niemczech i USA. Od 1995 roku pracuje na Uniwersytecie Kolorado w Colorado Springs.

Tomasz Raudner, ŚlaskiBiznes.pl: Na dzień dobry, panie profesorze, proszę powiedzieć, jak sytuacja z koronawirusem w Stanach Zjednoczonych, w tym w miejscu, w którym pan się znajduje?

Sytuacja jest bardzo poważna, w tej chwili jest 95 tys. przypadków śmiertelnych. Umiera codziennie mniej więcej 1500 osób, ta liczba idzie w górę, w dół. Jest około 1,6 mln osób zarażonych. Myślę, że do końca lata dojdziemy do sytuacji, w której około 150 tys. osób umrze z powodu pandemii, natomiast liczba zakażonych na pewno dojdzie do poziomu dobrze ponad 2,5 mln.

Ta liczba 1,6 mln to są osoby, które stwierdzono, że chorują. Wiele osób przechodzi przez tę chorobę bez żadnych symptomów. Badania wskazują, że jak dotąd około 14 proc. społeczeństwa zaraziło się już wirusem, ale nie miało żadnych objawów. Po prostu przeszli przez tę chorobę suchą nogą.

Ale sytuacja jest bardzo poważna. Ciągle nie ma na przykład połączeń między Europą i Stanami, zobaczymy, kiedy się to wszystko pootwiera.

Nie chciałbym, żeby nasza rozmowa skupiła się na COVID-19, natomiast to naturalny punkt wyjścia. Sytuacja wpływa też na sposób wyboru rektora Uniwersytetu Śląskiego. Podejrzewam, że w normalnie byłby pan już dawno w Katowicach.

Miałem być w Katowicach 17 maja. Bilety miałem już wykupione w styczniu. Miałem już być w Polsce przez prelekcją, ale tak się złożyło, że pandemia wybuchła i wszystko uległo zawieszeniu.

To żeby zamknąć wątek pandemii, jakby pan po krótce ocenił działania administracji Trumpa w walce z COVID-em?

Fatalne. Zbagatelizowano tyle różnych ostrzeżeń, które administracja Trumpa, nie podjęto tylu działań na czas, które pozwoliłyby zminimalizować epidemię.

Było oczywiste, że ten wirus pojawi się w Stanach. Należało się temu przyjrzeć znacznie lepiej, ale, niestety, nie zrobiono tego. Teraz już wiadomo, że pierwsze przypadki były na początku stycznia. A pierwsze konkretne działania podjęto dopiero w połowie marca. A powiedziałbym raczej, że pierwsze działania zostały podjęte przez lokalne rządy stanowe. Stan Washington, stan Nowy Jork, stan Kalifornia. Kolorado też było jednym z pierwszych stanów, które podjęły działania, nakazały pozostanie w domach.

W stanie Nowy Jork sytuacja jest bardzo poważna, ale zaczęli już ją opanowywać. Liczba przypadków śmiertelnych zaczyna gwałtownie spadać. Tych przypadków jest około 100 dziennie, a w innych rejonach epidemia się rozwija i, niestety, jest to powiązane z tym, jak patrzymy, co jest ważne dla społeczeństwa.

Działania, jakie podjęła Kalifornia są wspaniałe. Oni po prostu stłamsili tę chorobę w sposób tak mocny pomimo tego, że mają znaczne kontakty ze światem. Kalifornia jest przecież piątą gospodarką świata, a liczba przypadków COVID wynosi tam około 80 tys. Tak samo stan Washington sobie bardzo dobrze poradził, a w Seattle były pierwsze przypadki śmiertelne w USA.

Także to są przykłady, które udowodniają, że można było to zrobić znacznie lepiej, ale zrobiono jak zrobiono, teraz mamy tego konsekwencje i musimy jakoś z tego wyjść. Jak długo potrwa to wychodzenie, zobaczymy. To może być proces jednego, dwóch lat, a może i trzech. Sytuacja jest bardzo poważna. Tego nie można w żaden sposób bagatelizować.

Panie profesorze, zostawmy więc COVID, traktujmy ją jako rzecz fatalną, ale jednak tymczasową. Być może czegoś nas nauczy, być może za rok będziemy o niej mówić, jak o złym śnie. Ale też za rok być może będzie mi dane rozmawiać z panem jako z Jego Magnificencją Rektorem Uniwersytetu Śląskiego (nawiasem mówiąc mojej Alma Mater). Wybory rektora są niebawem. Pan kandyduje. Co pana skłoniło do tej decyzji?

Zwrócono się do mnie z pytaniem, czy bym czegoś takiego nie rozważył, a ja powiedziałem na Senacie, że jesteśmy produktami naszych własnych doświadczeń, naszego życia.

Jak byłem studentem Simon Fraser University w Kanadzie, pewnego dnia przechodziłem koło gabloty z regaliami rektorskimi, ze swoim opiekunem naukowym prof. Johnem H. Cochrane i zapytałem, co to tu robi. Powiedział: „Wiesz co, był taki fizyk, którego zapytano raz, czy nie chciałby stworzyć uniwersytetu. I on powiedział: jak masz takie pytanie i masz taką szansę, to takiej szansy się nie odmawia”. Zdałem sobie sprawę, że byłoby to ciekawe zakończenie mojej kariery, nazwijmy to, naukowej i zawodowej.

Jak będzie, zobaczymy. Muszę zostać wybranym, żeby być rektorem. Muszą otworzyć połączenia między Stanami a Europą, gdyż nie można prowadzić uniwersytetu ze stanu Kolorado nie będąc na Śląsku.

Jest pan, przepraszam za kolokwializm, nasiąkły Ameryką. Czy widzi pan wzorce, schematy obowiązujące, sprawdzające się w Stanach, które można byłoby zaszczepić w Uniwersytecie Śląskim?

Tych wzorców jest bardzo dużo. Jak prezentowałem swój program wskazałem, co powinniśmy zrobić, jak powinniśmy tworzyć naukę, a przez to – dydaktykę. Jak można znacząco polepszyć poziom badań naukowych na Uniwersytecie Śląskim i przez to zmienić i poprawić sytuację uczelni, gdyż zdajemy sobie sprawę z tego, że silna uczelnia to jest silny region.

Podam przykład ze stanu Kolorado. Każdy dolar, który przynosimy w postaci grantu do stanu Kolorado generuje osiem następnych dolarów. Czyli rozwój uczelni poprzez silne badania naukowe powoduje bardzo silny rozwój danego regionu. Nie wiem, czy te przełożenie będzie w Polsce 1 do 8, ale to już będzie znacząca ilość pieniędzy, które poprawią sytuację Śląska. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że silna uczelnia to nie jest tylko silny Śląsk. To jest również to, że młodzi, ambitni ludzie nie będą wyjeżdżać ze Śląska. Nie będzie następował drenaż mózgów ze Śląska, który w obecnej chwili występuje i to jest niepokojące.

Śląsk nie powinien zostać tylko obszarem, na którym będą mieszkać ludzie na emeryturze. Jeżeli młodzi ludzie będą uciekać ze Śląska, to rozwój tego regionu „siądzie” i to nie jest dobre dla społeczeństwa, nie jest dobre dla uniwersytetu, i to trzeba po prostu zmienić.

Co konkretnie dzieje się u pana na uniwersytecie, co można wykorzystać u nas?

To, co powinniśmy robić na uczelni, to uczyć ludzi krytycznego myślenia i sposobu rozwiązywania zadań. Niezależnie od tego, jaki kierunek skończą, to im pozwoli zaistnieć w obecnym świecie. Obecny świat zmienia się tak gwałtownie, że aby nam się powodziło, musimy być elastyczni na zachodzące zmiany i dawać sobie z tym radę. Jeżeli wykształcimy ludzi, którzy będą tylko w stanie zrobić pewne rzeczy od A do Z, to w tym momencie nie wykształcimy ludzi potrafiących efektywnie działać w społeczeństwie.

Podam przykład. Uniwersytet Śląski kształci – i to wiem doskonale – pewną liczbę fizyków. Ci ludzie z reguły nie pracują w fizyce, oni robią inne rzeczy. Nieraz rozwiązują problemy w firmach informatycznych, czy w firmach związanych high-tech. Więc to wszystko się powinno tak toczyć, że kształcimy ludzi, którzy są w stanie krytycznie myśleć. To jest najważniejsze.

A jeśli chodzi o to, jak ja to widzę, co należy zmienić. Przy okazji prezentacji programu powiedziałem tak - należy zmienić paradygmant rozwoju nauki, tzn. że my jako naukowcy, uczeni powinniśmy sobie sami stwarzać warunki do pracy, bo to nam pozwoli rozwijać ten uniwersytet.

Uważam, że praca na uczelni to przywilej. Robię coś, co jest moją pasją i za to mi jeszcze płacą, i to całkiem nieźle. Takie podejście pozwala mi nie mieć roszczeniowego podejścia, że mi się należy, bo jestem dobry. Nie. Mi się należy to, że mam biurko na uniwersytecie, a sam sobie stwarzam szanse na dalszy rozwój.

Jeżeli tak do tego podejdziemy jako społeczność akademicka, to wtedy uniwersytet ma szansę pójść do przodu, a to jest bardzo ważne.

Niestety, w ostatnich latach tak się nie dzieje. Pozycja Uniwersytetu Śląskiego w rankingach krajowych maleje i to jest złe. To jest złe nie tylko dla uniwersytetu, to jest złe dla Śląska. Między Gliwicami a Sosnowcem mieszka 2 mln ludzi. Ci ludzie nie rodzą się gorsi, niż ludzie w Warszawie, Krakowie, Poznaniu czy Wrocławiu. Mamy te same możliwości intelektualne, więc powinniśmy stworzyć uczelnię na miarę aspiracji naszego regionu.

Pana zdaniem UŚ ma potencjał, żeby w rankingach się podnieść?

Żeby to zrobić należy wprowadzić pewne zmiany, które spowodują to, że znaczna większość środowiska akademickiego będzie bardziej aktywna naukowo.

Jak czytam statystyki, że obecnie 15 proc. naukowców wyrabia 50 proc. publikacji naukowych, to nie jest to normalne. To powoduje, że jest grupa ludzi mających ambicje, którym się chce, ale są też ludzie, o których się mówi, że są tym piaskiem w trybach tych kół, które się powinny toczyć znacznie łatwiej. To jest problem, który należy zdefiniować, przedstawić i zastanowić, jakie należy wprowadzić mechanizmy, żeby to zmienić.

Problemem jest też to, że pensje pracowników naukowych UŚ są niższe, niż w innych ośrodkach akademickich i następuje powolny drenaż mózgów najlepszch uczonych do innych ośrodków. To jest złe, bo powoduje, że uczelnia nie będzie się dobrze rozwijać. I to trzeba zmienić.

I jak rozumiem, pan ma receptę, jak to zrobić.

Tak. Co powinniśmy zrobić? Wspomożemy ludzi, którzy piszą granty, w sposób finansowy. Piszesz grant – dostajesz nagrodę, czy dodatek do pensji. A jeżeli zdobędziesz grant, to miej w nim pieniądze, dzięki którym uzupełnisz pensję. Jeżeli ktoś jest profesorem i zarabia 4500 zł, to w skali kraju może się to wydawać dużo, ale to wcale nie są duże pieniądze. Te osoby powinny zarabiać więcej. Jeżeli więc stworzymy im mechanizmy, które pozwolą im dołożyć do swoich pensji, to poprawi znacząco ich pozycję, a jednocześnie umożliwi im na godne życie na miarę tego, co sobą reprezentują. To jest bardzo ważne.

Inna rzecz jest taka, że struktura płac na UŚ jest bardzo zachwiana, w sensie takim, że większość budżetu pochodzi z budżetu krajowego. Co to oznacza? Jeżeli 87 proc. budżetu jest zżerana przez pensje, to co zostaje na inne cele jak utrzymanie budynków, badania statutowe? Pieniędzy jest po prostu za mało. Trzeba zmienić sposób finansowania nauki. To się oczywiście nie stanie w ciągu jednego, czy dwóch dni, to wymaga paru dobrych lat.

Uważam, że to jest dobry moment rozmowy, aby zapytać pana o relacje uniwersytetu ze światem biznesu. Mówił pan o grantach. Chyba nie musimy tylko czekać na pieniądze państwowe, ale też starać się o pieniądze z biznesu. Więc moje pytanie jest takie, jakie widzi pan możliwości współpracy świata nauki, uniwersytetu, ze światem biznesu?

Jest to bardzo ważne.

Patrząc na to, jakie granty zdobyłem w Stanach, to może jedna czwarta z tego to były projekty związane z firmami prywatnymi, które zgłosiły się do mnie, bo miały jakiś problem i chciały go rozwiązać. I finansowały badania, które prowadziłem ze swoimi studentami. Tak trzeba działać.

Są pewne dyscypliny na uniwersytecie, które w oczywisty sposób są predestynowane do tego, aby nawiązać współpracę ze światem biznesowym. To będzie chemia, to będzie fizyka, informatyka, inżynieria materiałowa, to będzie nauka o środowisku. Te wszystkie dyscypliny, również biologia, mają potencjał, żeby wejść w partnerstwo między firmami i uniwersytetem i rozwiązywać problemy, które te firmy mają.

Chciałbym również zwrócić uwagę na potrzebę zaktywizowania kontaktów uniwersytetu z władzami województwa śląskiego. Przecież pracownicy uniwersytetu są predestynowani do tego, aby pewne problemy województwa rozwiązywać. Przykład – społeczeństwo na Śląsku się starzeje. Na samorządach spoczywają pewne sprawy, np. to jak tymi ludźmi należy się opiekować. Psycholodzy, socjolodzy są w stanie pomóc władzom województwa rozwiązać te problemy.

Tak się w Stanach robi. Ważne jest, aby widzieć połączenia między lokalną władzą, a uczelnią.

Powiedziałem, że silny uniwersytet, to silny region, a silny region to silny uniwersytet. To jest sprzężenie zwrotne, które powinniśmy wykorzystać jak najbardziej. A nie wiem, czy tak się obecnie robi. Wiem, że są pewne inicjatywy, które mają rozwinąć infrastrukturę wszystkich uczelni śląskich. Mam na myśli UŚ, Politechnikę Śląską, Śląski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Ekonomiczny. Tam mówi się o programie na 1 mld zł. To już są poważne pieniądze, które – jeśli będą właściwie użytkowane – pozwolą rozwinąć infrastrukturę, a przez to rozwinąć naukę i perspektywy dalszego rozwoju.

Powiem jeszcze jedną rzecz, która jest bardzo ważna. Dużo mówię o nauce, a tymczasem nie ma dobrej nauki bez dobrej dydaktyki. Trzeba zdać sobie sprawę, że aby wykształcić ludzi, którzy są w stanie elastycznie funkcjonować w każdej sytuacji, musimy mieć doskonałą dydaktykę, która jest po części oparta o silną naukę.

Silna dydaktyka to dobrzy pedagodzy. Jak pod tym względem ocenia pan UŚ?

Jeśli chodzi o poziom nauczania na Uniwersytecie Śląskim, to powiem tak – miałem w swojej karierze naukowej trzech doktorantów UŚ, którzy przyjechali do mnie na uniwersytet w Kolorado i zrobili część swojego doktoratu u mnie, a potem wrócili i obronili na UŚ. Patrząc na nich, to zaistnieli w sytuacji amerykańskiej bez jakichkolwiek problemów. Nie było żadnego poczucia, że są gorsi. Absolutnie nie. Byli bardzo dobrzy. Ale też musimy zwrócić uwagę na to, że ostatni z tych doktorantów skończył u mnie pracę około sześciu lat temu, a próbka składająca się z trzech doktorantów była bardzo mała.

Ale myślę, że z innymi jest podobnie. Myślę, że polskie uczelnie są w stanie wykształcić ludzi, którzy są dobrzy, którzy są w stanie zaistnieć w świecie nauki.

Jeśli udałoby się panu wygrać wybory i zostać rektorem, czy to oznacza powrót do Polski? Czy też chciałby pan to łączyć z USA i żyć na dwa domy?

Nie da się prowadzić uniwersytetu żyjąc częściowo w Polsce, a częściowo w Kolorado. To odpada. Musiałbym się przeprowadzić z żoną do Polski.

Ma pan upatrzoną miejscówkę? Wiem, że jest pan, mówiąc kolokwialnie, chłopakiem ze Śląska.

Moja mama mieszka w Tychach, a teściowa w Zabrzu, moje rodzeństwo mieszka na Śląsku, więc powrót na Śląsk jest jak najbardziej naturalny. Jak będzie, zobaczymy. Sytuacja jest tragiczna, już 17 maja miałem być już w Polsce, a dalej jestem w Kolorado i na razie nic nie zapowiada, że będzie można spokojnie przylecieć do Europy. Zobaczymy, co się wydarzy w czasie wyborów, a potem będziemy się zastanawiać, jak to logistycznie rozwiązać.

To inny scenariusz – gdyby się panu, czego nie życzę, nie powiodło w wyborach i nie został pan rektorem, czy jest pan w stanie pomóc uniwersytetowi?

Przed pandemią bywałem z reguły raz, czy dwa razy w roku w Polsce. Ciągle współpracuję z WAT-em, AGH, trochę z UŚ, więc ciągle mam kontakty naukowe z Polską.

Więc jeśli nie zostanę wybrany, to bardzo chętnie podzielę się z nowym rektorem, ktokolwiek będzie wybrany, swoją wizją rozwoju uczelni. Mam nadzieję, że ktokolwiek zostanie rektorem, to spojrzy na programy innych kandydatów i zastanowi co warto z tych programów wprowadzić, aby uczynić z UŚ taką uczelnię, jaką powinien być i o jakiej marzymy.

Kiedy powinny się odbyć wybory prezydenta RP?







Oddanych głosów: 268

Oceń publikację: + 1 + 29 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Jak polska gospodarka radzi sobie z pandemią?






Oddanych głosów: 114