Powiesznie biurowe w ścisłym centrum Katowic! Łącznie blisko 6000 m2 Powiesznie biurowe w ścisłym centrum Katowic! Łącznie blisko 6000 m2 Powiesznie biurowe w ścisłym centrum Katowic! Łącznie blisko 6000 m2

Kariera

Śląsk musi wrócić na podium - wywiad z marszałkiem Jakubem Chełstowskim

2019-04-18, Autor: Tomasz Raudner

Mamy potencjał, ale pod względem wielkości budżetu nie jesteśmy nawet w trójce regionów Polski. Pora to zmienić - mówi marszałek województwa Jakub Chełstowski w wywiadzie z portalem ŚląskiBiznes.pl.

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl: Słyszałem opinię, że jest pan człowiekiem bardzo pracowitym. Że zaczyna pan pracę o 6.00 i zostaje czasem w urzędzie do godz. 22.00. Prawda to?
Jakub Chełstowski:
Prawie prawda.

Reklama

Czyli od 5.00 do 23.00?
Nie, od 7.00, jak urząd zaczyna pracować, do wieczora, aż sił starczy. Bo spraw jest po prostu dużo.

Ale to wynika z pana natury?
Z natury Ślązacy są pracowici. Taki gen mamy w sobie. Wszędzie, gdzie pracowałem starałem się angażować. Może ma to swoje wady, ale też odpowiedzialność za województwo dodaje motywacji, adrenaliny, że jak podejmujemy decyzje kierunkowe, czy diagnozujemy sprawy, to chcę mieć pełen ogląd sytuacji. Do tego dochodzą spotkania oficjalne, narady, zarządy. To generuje skalę czasu od 12 do 14 godzin pracy dziennie.

I ludzie wytrzymują to tempo pracy z panem?
(śmiech) Trzeba byłoby ludzi zapytać. Każdy szef ma swoje środowisko pracy i myślę, że jakoś to układamy. Jakieś zmiany wprowadzamy też w urzędzie, żeby zakres kompetencji i zadań był podzielony optymalnie, żebyśmy efektywnie wykorzystywali maszynę urzędniczą, która tutaj jest.

A była nieefektywnie wykorzystywana?
Powiedziałbym – różnie, bo jeśli popatrzę na działy mi podległe, to widzę, że jeden działał lepiej, inny słabiej. Nie chcę tu nikomu personalnie robić krzywdy, ale na pewno nie był to model efektywny. I dziś mogę powiedzieć, że dziś nie każdy wytrzymuje tempo biegu w peletonie.

Może to tempo wynika z faktu, że jest pan młodym człowiekiem, przed czterdziestką?
Po prostu odpowiedzialność jest spora i wyzwanie jest duże. Bo ja to traktuję jako wyzwanie. Zawsze powtarzam współpracownikom i osobom, z którymi rozmawiam, że bycie marszałkiem nie jest dane raz na zawsze. Że to jest dany czas i ja się z wykorzystania tego czasu chcę dobrze rozliczyć i zostawić urząd w takim stanie, żeby spokojnie następca, kimkolwiek nie będzie, wejdzie do dobrze naoliwionej maszyny, a ja będę miał przekonanie, że czas, który został nam dany, przepracowaliśmy dobrze.

To nie jest pana pierwszy kontakt z samorządem, wcześniej był pan radnym w Tychach. Czy ten przeskok nie przeraża pana?
Bycie radnym to jest mandat do patrzenia władzy na ręce, takiej czy innej. A bycie zarządzającym to jest coś zupełnie innego. Szczerze mówiąc nawet dość dobrze mi to zrobiło. Kiedy pojechałem jako marszałek na pierwszą sesję rady do mojego miasta, do Tychów, na zaproszenie radnych, to powiedziałem, że środowiskowo i politycznie wychowałem się w opozycji, ale kiedy trzeba było mówić jednym głosem, to mówiłem. Kiedy trzeba było głosować za dobrymi rozwiązaniami, to głosowałem. Nie była to opozycja na zasadzie „nie bo nie”, bo to do niczego nie doprowadzi w samorządach. Ulice, parki, inwestycje są nasze wspólne. Chodzi jedynie o efektywność i zasadność i tak zawsze na to patrzyłem. Radny ma dwa atuty – może mówić i pisać. I jeśli korzysta z tych atrybutów, to już jest sukces. Ale do czego zmierzam. Do tego, że teraz nie czuję się zaskakiwany słowami, działaniami opozycji, która się wytworzyła na dzień dobry w sejmiku, bo sam to poznałem od tej strony. Apeluję do radnych, choć nie zawsze te apele trafiają na podatny grunt, żeby jednak patrzyć na region. Możemy mieć inne podejścia, ale działamy na rzecz regionu i dużo jest do naprawienia. Zacznijmy od zadłużenia województwa, które jest gigantyczne – wynosi 606 mln zł. Łatwo się zadłuża, trudniej się spłaca. Też jesteśmy ze służbami finansowymi na etapie diagnozy jak to się stało, że województwo śląskie - 4,5-milionowy region (de facto niewiele nam brakuje porównując zasoby ludzkie, byśmy byli drugą Słowacją), które jest drugim pod względem wytwarzania PKB w kraju – 13 proc., a mamy dopiero czwarty co do wielkości budżet wojewódzki.

Mówił pan nawet podczas spotkania w Katowickiej Loży BCC, że spadliśmy z "pudła" i pora na nie wrócić.
Tak, teraz wracamy do wykonania budżetu województwa w skali całego kraju. To jest ważne. Budżet składa się z trzech elementów: przyjęcie, wykonanie w ciągu roku wraz ze zmianami, które wchodzą w trakcie i ostateczne rozliczenie. Teraz czekamy, aż wszystkie samorządy wojewódzkie pokażą wykonanie, jakie miały dodatkowe środki i z czego one wynikały. Przykład ostatni z obniżenia subwencji pokazał, że radni czasem nie wiedzą, o czym mówią (Ministerstwo Finansów obniżyło o około 36 mln zł subwencję regionalną dla woj. śląskiego w stosunku do prognozy, co przez opozycję zostało uznane za brak wsparcia Śląska przez rząd – przyp. redakcji). Choć realnie pomimo korekty prognozy subwencja ogólna jest wyższa niż w zeszłym roku o około 6 mln zł.  Wystąpiliśmy do Ministerstwa Finansów o wyjaśnienia, bo byliśmy wielokrotnie zapewniani, że wyliczenie jest właściwe choć nasze służby finansowe od początku mówiły, że chyba ktoś się pomylił. To samo dotyczyło Małopolski, która też miała obniżoną o 30 mln subwencję, bo też gospodarczo się bardzo dobrze rozwija. Są to sprawy typowo techniczne.

Ale przekaz poszedł, że rząd zabrał województwu śląskiemu ponad 36 mln.
Był to przekaz nieprawdziwy, ale nie zamierzam się tłumaczyć ze sprawy, na którą jako zarząd nie mamy wpływu. Jeszcze raz powtarzam - to zmiana prognozy a realnie pieniędzy w subwencji ogólnej i tak jest więcej niż w zeszłym roku. Po prostu są to wyliczenia. Zbyt optymistycznie przyjęto założenia do budżetu, który opracowała poprzednia ekipa. Kuriozalne jest to, że myśmy ten budżet przyjęli z uwagi na to, że większe przesunięcia w budżecie spowodowałyby cofnięcie budżetu do RIO. To z kolei wydłużyłoby proces przyjęcia uchwały. A musieliśmy uchwalić budżet do końca stycznia. Brak uchwalenia do końca stycznia spowodowałby atak ze strony opozycji, że województwo nie może funkcjonować. Dlatego przyjęliśmy budżet w trosce o dobro województwa, poparło go PSL i SLD, a radni PO wstrzymali się od głosu, choć to ich budżet.

Osobiście uważam, że te miesiące pokazały, że idziemy w dobrą stronę a budżet na 2020 udowodni inne podejście do planowania finansów. Na pewno chciałbym zostawić po sobie jak najmniejsze zadłużenie, jak największe inwestycje i nie tak dużą administrację. Proszę sobie wyobrazić, że poszczególne wydziały urzędu rozrzucone są w pięciu lokalizacjach w Katowicach, z czego tylko jeden obiekt należy do nas. Czteroipółmilionowy region przez tyle lat nie dopracował się swojej siedziby. Budynek, w którym się znajdujemy należy do wojewody.

Chciałby się pan przenieść do budynku należącego do urzędu marszałkowskiego?
Nie, nie ma szans, nie zmieścimy się. Tu pracuje 1400 urzędników. Trzeba zbudować nową siedzibę Urzędu Marszałkowskiego. I nie chodzi o mityczne wieżowce, tylko o miejsce, w którym interesanci zostaną obsłużeni w szybki i wygodny sposób, nie będziemy generować kosztów najmu. Będą to budynki ekonomiczne, ekologiczne, pasywne, dopasowane do obecnych standardów i do tego, byśmy w jednym miejscu mogli skumulować wszystkie najważniejsze instytucje nam podległe.

Kiedy powstanie nowa siedziba Urzędu Marszałkowskiego?
Mamy już działkę należącą do województwa w centrum Katowic. Teraz będziemy analizowali wszelkie możliwości pozyskania finansowania.

Ale budowa to też będzie koszt, a wspominał pan o gigantycznym zadłużeniu województwa.
Tak, to będzie koszt, ale poszukamy takich mechanizmów finansowych, które w jak najmniejszym stopniu będą obciążały budżet. Są takie możliwości, jesteśmy po wstępnych rozmowach. Przy 606 milionach zadłużenia w tym roku musimy spłacić 118 milionów. Dlatego budżet musimy wykonać jak najlepiej, zadania, które uważamy za niepotrzebne – eliminować, ale wiele rzeczy musimy wykonać. Dlatego cieszymy się, że kadencja została wydłużona do 5 lat, bo będzie można spokojniej z tych spraw się rozliczyć. Jest dużo projektów związanych z rewitalizacją, modernizacją, jak chociażby rewitalizacja Parku Śląskiego, projekt skomplikowany a też niedopracowany jeśli chodzi o montaż finansowy.

Dlaczego? Przecież w poprzedniej kadencji była podpisana umowa na duże dofinansowanie.
Tak, ale to rynek weryfikuje, czy budżet inwestycji się spina. Dlatego poleciłem jak najszybsze ogłoszenie przetargów na poszczególne zadania, by przekonać się, czy mieszczą się w kosztorysie. Poza tym Park jest spółką akcyjną, więc rządzi się zupełnie innymi zasadami, niż instytucje budżetowe. Zaplanowane w Parku inwestycje na pewno dodadzą mu blasku, ale potem trzeba będzie je utrzymać. A na to środków już nie ma. Trzeba z tego odprowadzić VAT, nie można tego zrobić ze środków projektowych. Powstaną obciążenia finansowe spółki akcyjnej, która musi działać w rytmie Kodeksu Spółek Handlowych. Straty, które są w parku od lat – powiększą się. Musimy więc zrobić taki montaż w spółce, by się bilansowała. Co więcej – projekt zakłada, że na przeprowadzonych inwestycjach spółka nie może zarabiać.

Wiem, że na projektach finansowanych przez UE nie można zarabiać. Przynajmniej przez pewien czas. Ale chyba spółka prawa handlowego mogłaby mieć dodatkowe funkcje, które pozwolą jej zarabiać?
Z informacji, które posiadam nie wynika, aby było to możliwe. To są projekty unijne, które są obwarowane różnymi ograniczeniami i nie można na nich zarabiać. To są środki wracające z programu Jessica. Dobrze, że zostały na Śląsku i że Park jest rewitalizowany, bo jest w opłakanym stanie i to nie jest zasługa obecnego zarządu. Park jest moim oczkiem w głowie i będzie mi bardzo zależało na tym, żebyśmy ten park odnowili, bo to jest przepiękne miejsce w skali Europy. Na całym świecie wiele samorządów, regionów chwali się takimi miejscami i my chcemy zbudować wokół tego całą strategię rozwoju i promocji. Ja zawsze dobrze czułem się w parku, nigdy nie przypuszczałem przyjeżdżając tam na spacer, czy wizytę, że będę tym parkiem zarządzał w formule marszałka poprzez spółkę prawa handlowego, ale dobrze wiemy, że bez wsparcia samorządu ta spółka nie wytrzyma obciążeń finansowych związanych z utrzymaniem, tym bardziej, że jest wiele spraw, które przez wiele lat nie zostało rozwiązanych, jak chociażby zabezpieczenia przeciwpowodziowe. Przy większej wodzie – może trochę postraszę – będzie nieciekawie. Takie rzeczy zdarzały się w przeszłości. Nadmiar wody zalewał poszczególne miejsca i urządzenia. Pierwszy sygnał ostrzegawczy od władz parku otrzymaliśmy i będziemy się nad tym pochylali, bo nie po to wydamy prawie 300 mln, żeby jedna czy druga sytuacja pogodowa powodowała zniszczenia.

Na spotkaniach podkreśla pan, że pora, aby województwo śląskie wróciło do trójki regionów polskich pod względem osiąganych dochodów. Jak chce pan to zrobić? Przecież to biznes generuje dochody.
Biznes generuje, ale trzeba sprawdzić, kto jest teraz na pudle i dlaczego my jesteśmy poza nim. Czy tamte samorządy nadmiernie się zadłużają, nadmiernie inwestują, czy mają większe przychody z PIT, większe przychody z CIT, czy mają większe inne dotacje, czy spółki gminne generują dywidendę do budżetu. Nie wiem. Jesteśmy na etapie diagnozy. Nikt nam takiej sytuacji nie przedstawił. Z tego co wiem, to nikt się też nie dopytywał, dlaczego jesteśmy na takiej pozycji, a nie jesteśmy na czele tabeli.

Trochę łączy się to z rządowym Programem Dla Śląska. Rząd też zauważył, że dynamika ekonomiczna na Śląsku zaczęła słabnąć. Jesteśmy ważnym regionem gospodarczym, mamy duży wpływ na PKB, stąd powstał program. Liczby nie kłamią, we wskaźnikach zaczynamy wypadać coraz gorzej. Ja się cieszę, że jedyny program w skali kraju złożony z projektów twardych, miękkich rządowych, różnych instytucji i agend rządowych powstał. On się ma dość dobrze, są problemy, jak to w każdych projektach, ale jesteśmy na bieżąco, też wszedłem do zespołu monitorującego i mam wgląd w to, co się dzieje, ściśle współpracuję z wojewodą.

Staramy się „wypychać” konkursy, żeby środki, które są w RPO uruchamiać, bo to jest sygnał dla gospodarki. Te pieniądze wpompowane w gospodarkę generują PKB, rozwój. Chcemy konkursy szybko ogłaszać, rozstrzygać, rozliczać, bo środki unijne to duży stymulant rozwoju i myślę, że możemy porozmawiać w drugim kwartale jak wtedy będziemy wypadali na tle innych województw. Zobaczymy twarde dane ekonomiczne i będziemy mogli wyciągać wnioski. Dziwię się, że nikt z poprzednich marszałków nie dokonywał takiej analizy.

Przykładem jest Stadion Śląski. Powstał za 650 mln publicznych pieniędzy, koszty utrzymania są bardzo duże. Zresztą koszty rosną też w innych instytucjach, mamy niskie bezrobocie, brakuje fachowców, więc jest rynek pracownika, jest presja płacowa, do tego dochodzi inflacja i inne wskaźniki makroekonomiczne. To jest wszystko organicznie ze sobą połączone, a wszystkie oczy spoczywają na samorządzie, żeby przekazał pieniądze. A budżet nie jest magiczną księgą, do której możemy wpisać wszystko. Owszem, chciałoby się wszystko zmodernizować, wymienić, ale staniemy przed określeniem kierunkowych potrzeb. Jest kolej, transport, ochrona zdrowia, kultura zdrowia. Instytucje kultury dysponują potężnymi środkami, a my jako zarząd mamy prawo przyglądać się jakości tych wydatków, bo jeśli taka instytucja generuje koszty rzędu 30 – 40 mln zł (nie chcę podawać nazwy), a strona przychodowa to jest 1 mln zł, to troszkę jest to niepokojące. Oczywiście biznesowo kultura nie będzie się spinać, nikt nie wymaga 30 mln przychodów, ale trzeba o tym rozmawiać i wdrażać inne mechanizmy, a nie mówiąc, że się nie da.

Wspominał pan, że województwo się rozwija, ale nie w sposób równomierny i sprawiedliwy. Ale w ogóle jest to możliwe, aby tak się rozwijało?
Duże miasta rozwijają się prężnie. I bardzo dobrze. Ale musimy pamiętać, że w mniejszych miastach czy miasteczkach też mieszkają obywatele. Też korzystają z dróg, też mają oczekiwania co do ochrony zdrowia, kultury i szeregu innych rzeczy i nie da się wszystkich przesunąć do wielkich miast. Dlatego w nowej strategii rozwoju regionalnego, gdzie konsultowaliśmy to z ministrem Inwestycji i Rozwoju, mówiliśmy o tych sprawach i też zwrócił uwagę, że w kolejnej perspektywie finansowej UE będziemy odchodzić od modelu dużych miast, a skupić na mniejszych ośrodkach, by transformacja była zrównoważona. Wiem, że nie wszystkim się to podoba, tylko, że jak transformacja nie jest zrównoważona, to prowadzi to do wykluczeń. A mamy ośrodki samorządowe, które mają poważne problemy. I są to dość duże miasta jak na skalę naszego województwa.

Świętochłowice?
Był też problem w Mysłowicach, w Bytomiu, a jakbyśmy zeszli do miast poniżej 50 tys. mieszkańców, też znaleźlibyśmy sporo problemów.

Powtarzam, jesteśmy na etapie diagnozy i konsultacji przyszłego RPO. 8 kwietnia zorganizowaliśmy w Sejmiku konferencję, podczas której specjaliści przedstawiali swoją, podkreślam – swoją, nie urzędową, wizję rozwoju województwa w ciągu kilkunastu lat, żebyśmy mogli dobrze ten dokument przygotować. Wadliwe przygotowanie dokumentów skutkuje tym, na co napotykamy teraz przy okazji konkursu na Odnawialne Źródła Energii. Alokacja środków w RPO – 75 mln zł, a wniosków spłynęło na 840 mln. Jeden wniosek „Słoneczna Żywiecczyzna” wyczerpuje całą pulę, tymczasem podczas spotkań z burmistrzami, prezydentami słyszę, że oczekiwania są spore. Ale na etapie diagnozy to przespano. Staramy się uzyskać dodatkowe finansowanie, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Jak w tej całej układance widzi pan biznes. Macie państwo jako zarząd, jako samorząd wojewódzki konkretne propozycje, plan?
Odbyłem sporo spotkań z przedstawicielami izb gospodarczych z województwa, a nawet spoza. Oczekiwania co do współpracy z Urzędem Marszałkowskim są bardzo duże, z czego się cieszę, bo gospodarka zawsze była mi bliska i będziemy pewne projekty rozwijać.

Nie mamy wpływu na pewne czynniki gospodarcze, które dzieją się w skali kraju, bo ustawodawca narzuca pewne rozwiązania. Na pewno możemy pomagać przedsiębiorcom w promocji, łączyć kontakty, prowadzić rozmowy. Te odnośnie Europejskiego Kongresu Gospodarczego już się odbyły. Zamierzamy mocniej niż dotąd zaangażować się w to wydarzenie, ale musimy mieć wypracowane mechanizmy. Przykładem na to, jak jest to dla nas ważne, było wejście w życie reorganizacji w urzędzie. Powstał Referat Współpracy Międzynarodowej, który został połączony z gospodarką. Dotąd nie było praktycznie takiego wydziału. Był referat liczący trzy osoby. Nie chcę, broń Boże, żeby to było biuro podróży. Natomiast chcę, żebyśmy efektywnie szukali możliwości bilateralnych kontaktów, współpracy między przedsiębiorcami, izbami gospodarczymi. Też strumień środków powinniśmy przekierować w stronę organizacji wydarzeń i ich promocję. Wiadomo, że to kosztuje, ale kiedy rozmawiamy z przedsiębiorcami, to słyszymy, że chcą inwestować w region, w którym dużo się dzieje, który jest prężny. Biznesmeni chcą działać w otoczeniu, w którym jest szybki transport, które oferuje dużo wydarzeń kulturalnych, sportowych, bo chcą w sposób ciekawy i aktywny spędzać czas. Dlatego też ostatnio zaangażowaliśmy się jako współorganizator dziecięcej Eurowizji w Gliwicach. Chcemy wykorzystać fakt, że festiwal będzie transmitowany do ponad 20 krajów w Europie i pokazać nasz region. Poza tym wiadomo, że takie wydarzenie tworzy ciąg dalszych, generuje zainteresowanie regionem. Tak samo promujemy województwo poprzez organizację imprez sportowych na Stadionie Śląskim, głównie lekkoatletycznych. Staramy się m.in. o organizację Mistrzostw Europy 2024. To buduje markę i powagę regionu. Chcemy wydarzenia sportowe obudowywać, przyciągać jak najwięcej mieszkańców, sponsorów, partnerów i telewizji na stadion, żeby pokazać, że w naszym regionie dzieją się rzeczy duże, ważne, i że jesteśmy ważną częścią kraju, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu. Nie trzeba już za wszystkim jeździć do Warszawy.

Katowice są dobrym przykładem jak biznes przyciąga wielkie wydarzenia. Widać, jak rozwija się Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Byłem ostatnio na Intel Extreme Masters i mimo że totalnie nie czuję – mówiąc językiem młodzieżowym – tego klimatu, to jestem pod wrażeniem tej społeczności. 180 tys. ludzi  przewinęło się przez Spodek i MCK. To pokazuje, że takie wydarzenie generuje ruch w turystyce, gastronomii. To było transmitowane w świat przez youtuberów, blogerów. Był COP 24, w listopadzie tego roku przyjeżdża do Katowic WADA – najważniejsza światowa agencja antydopingowa będzie tu wybierała swoje władze, a cieszę się, że minister z mojego miasta Witold Bańka będzie się ubiegał o funkcję przewodniczącego Komitetu Wykonawczego WADA.

Takie wydarzenia budują prestiż miejsca w sposób niesamowity. I one przyciągają biznes.

Wspomniał pan, że dla biznesu ważny jest sprawny transport. A tymczasem borykamy się z tak banalnym problemem, jak brak możliwości zapłacenia za bilet Kolei Śląskich w pociągach kartą płatniczą. Są też problemy ze wspólnym biletem kolejowym, który ma ułatwić podróżowanie pociągami regionalnych przewoźników.
Tak, myśmy przystąpili do wspólnego biletu w grudniu. Temat jest cały czas monitorowany. Wiem, że wcześniej był jakiś opór materii ze strony urzędu marszałkowskiego odnośnie realizacji wspólnego biletu. Mam takie informacje z Ministerstwa Infrastruktury. Podpisaliśmy stosowne uchwały i zarządzenia, ale niestety infrastruktura kolejowa nie jest w tym kraju tylko w rękach Kolei Śląskich. Korzystamy z rozwiązań informatycznych Grupy PKP. Były robione testy, jesteśmy cały czas w kontakcie z KŚ odnośnie wdrożenia tego narzędzia. Pierwsze próby zakończyły się niepowodzeniem. Mam zapewnienie, że wkrótce problemy techniczne uda się wyeliminować. Wiem na pewno, że KŚ są przygotowane do zaimplementowania systemu PKP.

Jeżeli mówimy o rozwoju KŚ, to po zakończeniu przejmowania składów od Pesy będziemy kupowali kolejne składy, dokładali wagony, żeby pasażerowie podróżowali w komfortowych warunkach. Planujemy też nowe połączenia, ale musimy zapewnić montaż finansowy, bo to są gigantyczne pieniądze. Ale widzimy, że jest moda na kolej i będziemy na nią stawiać, bo to jest ekologiczny transport, bezpieczny, przyjazny, który notuje niesamowite wzrosty ilości pasażerów. W ub. roku KŚ przewiozły 17 mln pasażerów, a jeśli koniunktura się utrzyma, to w tym roku przewiozą ich jeszcze więcej.

Chcemy też inwestować w rozwój majątku, a ponadto musimy spłacać długi poprzedników.

Zakończmy rozmowę sprawą, która ogromnie wpływa na komfort życia, a mianowicie sprawą smogu. Zauważyłem, że jest pan zwolennikiem silnej ręki.
Uważam, że na poziomie legislacyjnym powinno powstać rozwiązanie, które będzie istotnie karało na palenie nieodpowiednimi paliwami i śmieciami.

Ale palenie śmieci już jest zabronione.
No tak, ale to nie są kary adekwatne do czynów. Tu powinien działać kodeks karny. Tu musi być świadomość potężnej kary. Z doświadczenia w samorządzie wiem, że jeden człowiek palący może ogromnie zatruć powietrze na powierzchni dwóch, trzech km kwadratowych. Gdyby miał świadomość takiej kary, prawdopodobnie tego by nie robił.

Na pewno smog to walka na dekady. W moich rodzinnych Tychach pierwsze programy ograniczania niskiej emisji wdrażano w latach 2003-2004, a problem dalej występuje. Nie chcę powiedzieć, że jest to walka z wiatrakami, ale pokazuje, jak trudno o poprawę powietrza. Jest teraz program rządowy Czyste Powietrze, sporo działań przed nami jako województwem, ściśle współpracujemy z WFOŚ nad realizacją tego programu.

Musimy też pamiętać o miksie energetycznym. Nie da się za pstryknięciem palcami wyłączyć elektrowni i przejść na fotowoltaikę. Nie udźwigniemy tego z OZE. Technologie węglowe też się poprawiają, przykładem jest kończony blok elektrowni w Jaworznie, o wyższej sprawności, więc mniejszym zapotrzebowaniu na węgiel. Dzięki temu blokowi będziemy mieć więcej energii. Jak słyszę opinie różnych polityków, że do 2030 roku pozamykamy kopalnie i pozbędziemy się problemu, to odpowiadam, że jest to fizycznie niemożliwe, a ludzie ci nie mają pojęcia o czym mówią. Budowanie systemu z OZE trwa latami i jest kosztochłonne. To się dzieje, ale myślę, że jeszcze potrwa. Zauważmy, że w Rzymie nie ma chyba ani jednego pieca węglowego, a jest smog.

Na pewno w następnej perspektywie finansowej UE będzie więcej środków na ochronę środowiska, bo to jeden z czterech priorytetów, także będziemy zmieniać obraz Śląska, ale nie ma co wierzyć, że odejdziemy od węgla, bo jest to niemożliwe, gdyż nie ma alternatywnych źródeł, które by nas zabezpieczyły energetycznie. Ja w nagłe i zupełne odejście od węgla nie wierzę. Jestem realistą. Możemy realizować wymiany pieców, inwestować w OZE dla mieszkańców, ale przede wszystkim edukować i karać tych, którzy trują. Bo tak to trzeba nazwać. Na koniec warto także pamiętać, że wielu starszych osób, pobierających bardzo niskie emerytury nie stać na nowe kotły, dlatego musimy promować możliwość bezzwrotnego wsparcia przy wymianie źródeł ciepła i pomagać najuboższym przy zakupie paliwa – takie rozwiązania już funkcjonują w poszczególnych miastach.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń publikację: + 1 + 11 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.