Kariera

Trwałość jest eko. Wymagajmy jej od producentów - Robert Majkut, geniusz designu. Wywiad

2019-02-01, Autor: Tomasz Raudner

Każdy inwestor tworząc produkt, budynek czy biuro będzie musiał za chwilę zwracać uwagę na to, że jego klienci finalni będą oceniali ten produkt przez pryzmat ich ekologicznej aktywności i być może jest to czynnik powodujący, że możemy mieć przewagę rynkową - mówi Robert Majkut, światowej klasy designer, w wywiadzie z portalem ŚląskiBiznes.pl.

Z Robertem Majkutem mieliśmy przyjemność spotkać się w Katowicach. Ten wielokrotnie nagradzany w świecie twórca był jednym z gości specjalnych 4 Design Days. Rozmawialiśmy m.in. o roli designu w życiu i biznesie, używaniu miękkich linii czy wielorybach.

Reklama

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl: Design, czyli wzornictwo kojarzy się z projektowaniem, ładnymi rzeczami. Tymczasem w Katowicach sporo mówi się o zrównoważonym rozwoju. Jaka w tym rola designu?
Robert Majkut: Taka, że nikt nie czuje się odpowiedzialnym do końca za podejmowanie decyzji proekologicznych. To jedna strona, a druga – któż ma to robić, jeśli nie ci, którzy decydują o naszej kulturze materialnej, która wokół nas jest kreowana w postaci miast, budynków, wnętrz, produktów, przedmiotów. Ktoś uczestniczy w procesach powoływania tych rzeczy do życia, więc my tutaj bardzo dużo rozmawiamy na temat odpowiedzialności zawodowej i tego, na ile te decyzje podejmowane z jednej strony przez inwestorów i projektantów, ale też konsumentów są kształtujące ten rynek, na ile te nasze decyzje, wspólne czy jednostkowe mogą w konsekwencji przyczyniać się do tego, by świat jednak wyhamował nieco nie tylko w swoim konsumpcjonizmie, ale też w wykorzystywaniu zasobów i w gospodarce, która ten świat wyniszcza. To jest temat niezwykle żywy, niezwykle aktualny i ważny, bo stanowi o fundamencie naszego istnienia albo nie i ktoś tę odpowiedzialność przyjmować musi.

W moim przekonaniu mamy dużą rolę do odegrania, ponieważ uczestniczymy w tym procesie w sposób kreatywny. My powołujemy wspólnie z inwestorami, klientami pewne rzeczy do życia, a więc możemy też ten proces kształtować.

Może pan podać konkretne przykłady?
Okazuje się np. że małe manufaktury, mali innowatorzy znajdują rozwiązania zamienne dla znanych nam materiałów czy rozwiązań, które są ekologicznie pasywne, czyli nie szkodzą środowisku. Wręcz przeciwnie – wykorzystują te materiały chociażby z recyklingu, które już kiedyś zostały użyte i wykorzystują je ponownie do produkowania materiałów, które na co dzień stosujemy w projektach, np. blaty meblowe, skóry wyhodowane sztucznie zamiast naturalnych. Są też materiały, które zostały wyprodukowane bez użycia ciężkich chemikaliów, itd. Ogólnie są to rzeczy, które spokojnie możemy zamienić wobec tych, które funkcjonują na rynku, a których ślad węglowy jest zupełnie inny i możemy zmieniać w ten sposób oblicze rynku.

No tak, ale designer realizuje oczekiwania klienta, który bierze pod uwagę również aspekt finansowy.
Prawdą jest, że cześć tych materiałów proekologicznych jest trochę droższa, natomiast uważam, że jest to coraz ważniejszy czynnik również zachęcający inwestorów do tego, aby inwestować w takie rozwiązania, ponieważ są one atrakcyjne dla ich odbiorców. Każdy inwestor tworząc produkt, budynek czy biuro będzie musiał za chwilę zwracać uwagę na to, że jego klienci finalni będą oceniali ten produkt przez pryzmat ich ekologicznej aktywności, lub nie i być może jest to czynnik powodujący, że możemy mieć przewagę rynkową. Więc ja bym to odbierał nie tylko w kategoriach etycznych, moralnych, czy ogólnie egzystencjalnych, ale też czysto biznesowych. I to ma głębokie uzasadnienie nie tylko po to, by uchronić nas przed wielką katastrofą, ale po prostu nauczyć ludzi. A naszą rolą trochę jest podsuwać te rozwiązania, żeby były powszechne.

Uczestniczył pan w dyskusji „Jak wykorzystać design do budowania konkurencyjności przedsiębiorstw”. Właśnie, jak?
Wydaje mi się, że w ogóle pytanie, czy design może czy nie może, robi czy nie robi różnicę w biznesie jest kompletnie nieaktualne. Już dawno odpowiedzieliśmy sobie na nie „tak, tak jest”. I na to pytanie odpowiedziały już 30 – 40 lat temu instytuty w Anglii powołane przez Churchilla. A my cały czas wałkujemy temat „czy design jest potrzebny biznesowi”. Na Boga, jest. Wszystko co kreujemy jest na swój sposób projektowane. Mniej czy bardziej świadomie. Wpływa to na biznes. Udziały procentowe są od kilkunastu do kilkuset procent wzrostu z inwestycji, jeśli stosuje się rozsądny, dobry design. Dziś ważniejszym pytaniem jest „Jak robić to mądrze?”

Czy w Katowicach padły recepty, jak to robić mądrze?
Robić mądrze oznacza robić to w sposób, który uwzględnia wszystkie czynniki, które jesteśmy w stanie wziąć pod uwagę w cyklu życia produktu, niezależnie czy mówimy o budynku, czy niewielkim produkcie użytkowym. Padają tu przykłady małego AGD. Wszyscy doskonale pamiętamy jak długo funkcjonowały odkurzacze naszych babć, a ile dziś funkcjonuje prosty toster, który psuje się nawet po dwóch miesiącach, bo coś mu się ułamie, coś pstryknie i w zasadzie wymieniamy go na nowy. I my nie mamy wyboru między tosterami, które się szybko psują i tymi, które będą działały dłużej. Jesteśmy trochę oszukiwani przez rynek, bo one są obliczone na szybką rotację. I temu się trzeba sprzeciwić.

Trzeba ponownie budować produkty, które będą trwałe. Trwałość jest najbardziej uniwersalnym, proekologicznym rozwiązaniem w ogóle dla rzeczy. To jest oczywiście wbrew interesom wszystkich firm, bo zarabiają na serwisie, wymianie urządzeń, może nawet zarabiają na utylizacji i wielu innych czynnikach – natomiast my jako konsumenci powinniśmy stawić temu opór. Powinniśmy oczekiwać, by produkty były na tyle dobre jakościowo, żeby one z nami trwały, żeby nie trzeba było wyrzucać całości, jeśli zepsuje się mała część, żeby były naprawialne.

To jest też kwestia posiadania czegoś na własność. Proszę zwrócić uwagę jak wiele urządzeń, począwszy od samochodów a kończąc na komórkach jest robionych tak, że nie możemy ich naprawić sami. Jeżeli podnosi się maskę nowoczesnego samochodu, to bez specjalnych kluczy, ludzi z serwisu w firmowych kombinezonach nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Więc kto jest właścicielem tego urządzenia? My, czy ta firma, która je wyprodukowała? Więc padają pytania – dokąd to wszystko zmierza? Ok, mówimy o sharingu dóbr typu samochody, skutery, hulajnogi, by się przemieszczać. Ok, to jest jakiś przejaw myślenia rynku o tym, w jaki sposób posiadać rzeczy, jeżeli użytkujemy je w marginalnym stopniu czasu ich istnienia. Super.

Natomiast koniec końców gdzieś jakieś rzeczy posiadamy i będziemy posiadali. I one powinny być takie, byśmy mogli z nich korzystać maksymalnie długo, tak aby ich naturalne zużycie nie było obliczone na okres gwarancji plus miesiąc.

Tu jest duży konflikt interesów.
Jest, oczywiście, że jest ale wymagajcie od producentów, by wytwarzali rzeczy dobre.

I ładne.
I ładne.

I tu dotykamy pana konika, czyli designu. Pan specjalizuje się w designie biznesowym. Oglądając pana realizacje dostrzegam w nich dużo krągłości, obłości, operowania miękką linią. To błędne spostrzeżenie, czy rzeczywiście hołduje pan miękkiej linii.
Tak, rzeczywiście tak jest, a to wynika z mojego przekonania, że powinniśmy kształtować przestrzeń idąc za gestem, jaki naturalnie kreuje człowiek. My się nie poruszamy po trójkątnych liniach. Ruch naszego ciała, czy to w mikroruchach, czy w dużych zbiorowościach jest w miarę płynny. I ta konfrontacja architektury, przedmiotu z człowiekiem może oczywiście skłaniać do tego, by je różnicować, natomiast w moich propozycjach ten element się przewija, ponieważ wydaje mi się on łagodniejszy dla naszej biologiczności również. Że to jest element trochę przedłużenia naszej ergonomii. My jesteśmy tak zbudowani i jeżeli mamy możliwość budowania przestrzeni wokół siebie w ten sposób, to dlaczego tego nie robić.

Ja trochę też traktuję, nie wiem czy to widać w moich projektach, ale jako rodzaj wewnętrznego ubrania. Czyli mamy jakby negatyw sytuacji, w której człowiek ubiera się w coś, żeby mu nie było zimno, to tak trochę traktujemy wnętrza, że one jakby wyściełają przestrzeń wewnętrzną jako dodatkowa warstwa, która jest czytana jako dodatkowy element.

Chciałbym jeszcze wrócić to pytania o to czy to mój konik. To wszystko o czym mówimy, czyli nie tylko estetyzacja, która jest elementem designu, ale myślenie o designie w kategoriach konsekwencji powstawania rzeczy, czyli absolutne skupienie się na poprawnej funkcjonalności, na tym z czego się to robi, co się dzieje z takim projektem, kiedy przestaje już być potrzebny, użyteczny i trzeba go zutylizować, jakie są konsekwencje życia takich rzeczy – to wszystko jest element designu.

Korci mnie w tym miejscu pytanie skąd pomysł na genialną linię fortepianów Whaletone wzorowaną na wielorybach?
Historia jest o tyle romantyczna, co prawdziwa. W życiu projektanta są projekty, które dostaje na stół, one są mniej lub bardziej ciekawe i ewoluują w kierunku fajnego rozwiązania. Natomiast są projekty, które dostaje się od losu jak gift, rodzaj prezentu, który pojawia się jako skończona koncepcja. Z tym projektem trochę tak było. On mi się przyśnił. Kompletny, skończony. Trochę czasu zajęło mi przełożenie tego snu w projekt, a potem w jego wdrożenie. Koniec końców powstała oddzielna firma produkująca te przedmioty, ale są one zakorzenione gdzieś w czymś tak ulotnym jak sen. W tych kategoriach traktuję go trochę jak nie swój, ale swój, czyli jest prezentem od losu, który realizuję.

Czy to był pana pomysł, aby jeden procent od sprzedaży fortepianów przeznaczyć na ochronę wielorybów
Wobec tego opowiem całą historię. Sen został zainspirowany moim spotkaniem z wielorybami. Pływaliśmy sobie jachtem po wodzie niespiesznie i nagle się pojawiły wieloryby. I tej samej nocy przyśnił mi się wieloryb wyskakujący z wody, który się zamienia w śpiewający fortepian. Jak sobie przypominam, kiedy zagłębialiśmy się w temat, czytaliśmy historię, to jest to jeden z przewrotnych przypadków w dziejach Ziemi, kiedy ssak wszedł do wody, a nie z niej wyszedł i zamienił się z czegoś na kształt wilkokrokodyla w wieloryba.

W ogóle niezwykła jest historia wielorybów, tego jakie gatunki wyewoluowały. To są niesamowicie ciekawe stworzenia i bardzo zagrożone różnymi działaniami człowieka, jednymi celowymi, innymi nie. Ale jest to niewątpliwie gatunek wymagający ochrony, bo w konfrontacji z człowiekiem jest narażony na bardzo wiele niebezpieczeństw, nawet przypadkowych typu zderzenie ze statkami czy polowania japońskich kutrów. Dlatego pomyśleliśmy, że skoro dostaliśmy taki gift od losu, to jesteśmy moralnie zobligowani, żeby coś zrobić dla nich. Zbieramy pieniądze na to, żeby finansować projekty, które mogą pomóc w ich ochronie, w propagowaniu informacji o tych zwierzętach i na wszystko to, co się wiąże z nimi jako stworzeniami niezwykle interesującymi, zagrożonymi i potrzebującymi naszego wsparcia.

Tym samym wróciliśmy do punktu wyjścia naszej rozmowy – zrównoważonego rozwoju, czyli takiego, który pozwoli zostawić świat przyszłym pokoleniom przynajmniej w takim stanie, w jakim my w nim żyjemy.
Jeżeli nic nie zrobimy, to będzie z nami kiepsko. I to mówią naukowcy, a nie wróżbici. I to tak kiepsko, że może się skończyć życie na ziemi. I to wcale nie są żarty. Mówimy o punkcie krytycznym, który nastąpi za jakieś 30 lat, i jeśli absolutnie nie wyhamujemy z wieloma rzeczami, które robimy w tej chwili bez umiaru, to może się to może się to skończyć tragicznie dla pokolenia naszych dzieci, bo może to być ostatnie pokolenie na Ziemi.

Nie mówię tego, żeby ludzi straszyć. To są fakty. Nie ma już czasu, by kontemplować własne lęki. Trzeba po prostu podejmować różne inicjatywy, żeby to zmienić. Ja wierzę, że ludzie, a przynajmniej jakaś ich część, która może wpływać na to, jak życie jest kształtowane, będzie w stanie podjąć ten wysiłek, by te procesy zahamować. To jest znikanie śladu węglowego, to jest przeskoczenie na zupełnie inne źródła energii, to jest wykorzystywanie zutylizowanych materiałów po to, by przetworzyć je ponownie, i tak dalej i tak dalej – coś, co sprawia, że koniec końców jesteśmy w stanie ocieplenie klimatu i wszystkie konsekwencje z nim związane zatrzymać chociażby na tym poziomie, żeby to nie poszło dalej.

Później będziemy się zastanawiać, jak w zmienionych warunkach przyrodniczych funkcjonować, bo one i tak jeszcze nam się zmienią. Jeszcze się podniesie woda, jeszcze mniej będzie lodowca, sporo gazów się uwolni. Nie będzie łatwo, już nie jest łatwo. Ale za chwilę może być bardzo niebezpiecznie. Więc jeżeli nic nie zrobimy, to będzie słabo. Jest to ważny temat, często go podnosimy rozmawiając o o tym, że jeżeli powołujemy już coś do życia jako designerzy, to musimy być głęboko przekonani, że to ma naprawdę sens i jest potrzebne.

Dziękuję za rozmowę

Oceń publikację: + 1 + 8 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (3):
  • ~Jakubwork 2019-02-01 14:31:32

    Ciekawy wywiad !

    2 0
  • ~adrianek 2019-02-01 20:23:52

    Ech, żeby sprzęty działały dłużej niż gwarancja.... Piękna idea, ale dziś nierealna. Poza tym, co chwile wychodzi coś nowszego lepszego. To jak nie wymienić na nowe, lepsze

    1 0
  • ~szpryca 2019-02-04 16:29:26

    Facet pływa se z wielorybami. Fajnie mu

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.