Kariera

Wywiad z Kanadyjczykiem, który zbudował Silesię City Center

2019-11-28, Autor: Tomasz Raudner

Takiego wsparcia nigdzie indziej w Polsce nie było, jak w Katowicach. Jak inwestorzy z Kanady i niemieckie banki, które nam finansowały Silesię przyjeżdżały i widziały taką pomoc, to miały chęć inwestować – mówi w rozmowie ze ŚląskimBiznesem.pl Tomasz Lisiecki, dyrektor generalny firmy TriGrant, która zbudowała Silesię City Center, a obecnie wznosi biurowiec Silesia for Business.

Reklama

27 listopada w Katowicach symbolicznie położono kamień węgielny pod biurowiec Silesia for Business, jeden z trzech budynków, które domkną projekt architektoniczny składający się też galerii handlowej Silesia City Center i osiedla Dębowe Tarasy.

Za całość odpowiada węgierska firma deweloperska TriGrant mająca kanadyjskich inwestorów. Budową galerii, osiedla, a teraz biurowca kieruje Tomasz Lisiecki, dyrektor generalny Trigrant. Mieliśmy okazję porozmawiać z nim chwilę po zakopaniu kamienia węgielnego.

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl: Co pan dziś czuje?
Tomasz Lisiecki: Nostalgię. Przeprowadziłem się do Katowic w 2004 roku z Kanady. Jak przyjechałem, Silesia zaczynała. Miałem wówczas 25 lat, zawodowo nie wydawało się, że to był dobry wybór. Ale to, co się tu wydarzyło, w jakimś małym też zakresie dzięki temu, co TriGranit zrobił, jest niesamowite. Także miło, że udało nam się w końcu rozpocząć ostatnią fazę Silesii City Center, tego pierwszego w Polsce wielofunkcyjnego centrum. Kilka lat to potrwa, bo to nie jedyny budynek biurowy, który tu chcemy zrealizować, ale pierwszy z ostatniej fazy, także cieszymy się.

To jest dopiero początek inwestycji. Trzeba ją skończyć na czas, w budżecie i wynająć. Mamy duże zainteresowanie, także to jest pochlebiające. Rozpoczęliśmy tę lokalizację wierząc, że najemcy są. Prowadzimy kilka inwestycji w kilku miastach w Polsce, głównie w Krakowie i widać, że w Katowicach jest największe zainteresowanie. Także to się zmieniło od czasu, kiedy zaczynaliśmy, bo projekt biurowy mamy w planach od lat, ale takiego zainteresowania nie widzieliśmy od dawna.

Czy to wynikało z waszego kalendarza, że dopiero tyle lat po Silesii City Center zabieracie się za Silesię for Business? Czy coś stało na przeszkodzie?
Dobre pytanie. Nie byliśmy bierni. Zaraz po Silesii zaczęliśmy gigantyczną inwestycję w Krakowie – Bonarka City Center, ogromne centrum handlowe, 100 tys. m 2. I ogromne środki w to zainwestowaliśmy, więc musieliśmy na czymś się skupić. A wówczas też, to były lata 2009-2010, w Krakowie zaczynał się bum biurowy. Także w zasadzie budowaliśmy budynki w pełni wynajęte przed rozpoczęciem inwestycji.

Może trochę przegapiliśmy pierwszą fazę budowy nowoczesnych biurowców w Katowicach. Ale co się nie odwlecze, to nie uciecze. Widać, że jest zainteresowanie i chcemy Silesię for Business dokończyć. Ale nie tylko na tym się skupiamy, mamy też inne pomysły na Śląsk i na inne rejony Polski też.

Polska jest teraz naszym największym rynkiem.

Proszę uchylić rąbka tajemnicy odnośnie planów na Śląsku.
Wie pan, zrobiliśmy inwestycję mieszkaniową – Dębowe Tarasy. To była nasza druga inwestycja. I mamy na oku to, by zająć się również mieszkaniówką.

Zmieńmy temat. Wspomniał pan, że przeprowadził się do Katowic z Kanady. Jakie motywy panem powodowały?

Węgierska firma otwierała biuro w Polsce. Właścicielami byli też Kanadyjczycy. Ja się w Kanadzie wychowałem i dostałem pracę w Polsce, żeby rozpoczynać inwestycję z nimi. I zostałem.

Jakie miał pan wyobrażenie o Śląsku? Podejrzewam, że standardowe.
Standardowe, tak. W 2003, czy w 2004 roku nie odbiegało od błędnych wyobrażeń o Śląsku obecnych i dziś. Ale wtedy mieliśmy też plan na inne miasta.

Jak jeździliśmy po urzędach i próbowaliśmy rozpoczynać działania, to takiego wsparcia nigdzie indziej w Polsce nie było, jak w Katowicach. I wie pan, jak inwestorzy z Kanady i niemieckie banki, które nam finansowały Silesię przyjeżdżały i widziały taką pomoc, to miały chęć inwestować. Teraz z perspektywy czasu wydaje się to oczywiste, ale wtedy takie duże nowoczesne centra handlowe dopiero powstawały w Polsce. Była też duża niechęć, że to zabije lokalny handel i wymagało też to odwagi od ówczesnych władz Katowic i potem w Polsce wszyscy zaczęli tak robić.

Czy pana zdaniem fakt, że tak naprawdę zdecydowaliście się zrekultywować fragment Katowic był tą karta przetargową, która pomogła przełamać niechęć społeczności?
Wśród społeczności wydaje mi się, że tak. To jest jednak centrum miasta i to, co się tu wydarzyło widać gołym okiem. Po drugiej stronie ulicy nikt się tego nie podjął i nadal są to tereny – powiedziałbym - postindustrialne, a przez nasze obiekty przewija się miesięcznie 1,2 mln – 1,5 mln osób. Ale to nie był nasz pierwszy projekt rewitalizacji, także mieliśmy w tym doświadczenie. 

W takich miastach jak Katowice mało jest terenów w centrum, które nie wymagają jakiejś rewitalizacji, rekultywacji. Analogicznie było w Krakowie. Bonarkę też wznosiliśmy na byłych terenach fabryki chemicznej. Także jakoś tak upatrzyliśmy sobie tego typu niszę i ją z sukcesem realizujemy.

Budowa przebiegała płynnie? Wznosiliście Silesię na terenie po kopalni, to trochę tak jak poruszanie się na polu minowym.
Wie pan,

doświadczenie techniczne na Śląsku jest jednym z najlepszych na świecie. Konstruktorzy lokalni byli, firmy od prac ziemnych, też byli pracownicy kopalni byli u nas zaangażowani. Konstrukcja SCC wynika z lokalnych uwarunkowań i know how, które jest na Śląsku, a którego myśmy nie mieli.

Musieliśmy zatrudnić wszystkich z zewnątrz, jak widać – z sukcesem. Wiele osób, które były zaangażowane w Silesię, przyszły dziś, także miło było ich zobaczyć.

Na koniec – zostaje pan w Katowicach, czy myśli o powrocie do Kanady?
Mieszkam trochę w Warszawie, trochę w Budapeszcie, w Katowicach bywam. Jestem związany rodzinnie i zawodowo z Polską i raczej nigdzie się nie wybieram.

Oceń publikację: + 1 + 8 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.