Polecamy na Śląsku

„Biznesmenie, nie jesteś sam”. Wywiad z duszpasterzem przedsiębiorców

2018-12-23, Autor: Tomasz Raudner

Ksiądz dr hab. Andrzej Nowicki, proboszcz Parafii św. Ap. Piotra i Pawła w Katowicach od siedmiu lat jest duszpasterzem przedsiębiorców. Spotkaliśmy się w przededniu świąt Bożego Narodzenia by porozmawiać o życzeniach dla biznesmenów, godzeniu pogoni za zyskiem ze spokojem sumienia, sprawach ważnych w codzienności.

Tomasz Raudner, śląskibiznes.pl: Czego ksiądz jako duszpasterz środowiska biznesowego mógłby życzyć biznesmenom na święta?

Reklama

Ks. Andrzej Nowicki: Myślę, że przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że są to święta wielkiej radości i wielkiej nadziei. Radość i nadzieja wpisuje się też w przedsięwzięcia ludzi zajmujących się biznesem. Myślę, że tego typu działanie jest bardzo absorbujące zarówno od strony fizycznej, jak i duchowej i myślę, że do tego potrzebna jest głębsza motywacja niż wynikająca z czynników zewnętrznych. Myślę tu o motywacji, która jest w Panu Bogu.

Przyznam się, że kiedyś, kiedy były organizowane dni skupienia czy rekolekcje dla pracowników, ludzie, którzy zajmowali się biznesem postawili pytanie, że może nawet bardziej byłyby potrzebne rekolekcje dla ludzi kierujących firmami, bo też potrzebują duchowego wsparcia.

Są rekolekcje dla przedsiębiorców?

Tak. Zasadniczo są związane z Adwentem i Wielkim Postem. Oczywiście jest to pewna formuła, na którą ktoś wyraża zgodę. Wiem, że te rekolekcje są organizowane w grupie, np. dla konkretnej korporacji, czy w formule otwartej dla chętnych z różnych środowisk. Na przykład krakowski Tyniec organizuje takie rekolekcje. Zakonnicy przyjmują osoby chcące się wyciszyć. Ciekawą rzeczą jest to, że jednym z warunków jest pozostawienie wszelkiego sprzętu elektronicznego i kontaktu ze światem.

Jakim to cieszy się zainteresowaniem?

Jest spora grupa osób, która czuje potrzebę takiego wyciszenia. Organizują się w grupy, wyjeżdżają po to, by spędzić czas na modlitwie, rozmowach.

Miał ksiądz okazję rozmawiać z tymi biznesmenami po rekolekcjach? Co im dają?

Tak, nie tylko po, ale i w trakcie. Bo też prowadziłem rekolekcje. To jest wewnętrzna potrzeba człowieka. My wiemy, że w świecie, w którym żyjemy, wielkiego zagonienia, zabiegania o funkcjonowanie firmy w aspekcie konkurencji, zabiegania o zapewnienie bytności i rozwoju te działania nas nie tylko angażują, ale też osłabiają zarówno fizycznie ( tak często mówimy o zabieganiu, braku czasu dla rodziny, dla siebie). Rekolekcje są głównie po to, by odnaleźć siebie w tym wszystkim. Ważne jest by człowiek umiał się zatrzymać, bo w tym zatrzymaniu jest czas na refleksję i na bazie tej refleksji trzeba się może cofnąć, ułożyć coś, przemyśleć. Spontaniczność jest dobra, ale często powoduje, że możemy mieć kłopoty.

A czy rekolekcje nie są też po to, aby biznesmen znalazł balans między tym, czym się zajmuje, czyli zarabianiem pieniędzy, a zachowaniem – może zabrzmi to górnolotnie – człowieczeństwa? Pismo św. mówi, że „łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do raju”.

Ja bym nie interpretował tego w ten sposób, bo uważam, że jeżeli jest bogaty, ale doszedł do tego w sposób uczciwy, to wszystko jest w porządku. Przeciwnie, powiedziałbym, że jeśli ktoś jest biedny, ale w sposób zawiniony przez siebie, przez swoją lekkomyślność, to trudno go usprawiedliwiać.

Jestem daleko od twierdzenia, że lepiej być biednym i szczęśliwy, niż bogatym i nieszczęśliwym. To w moim przekonaniu nie do końca jest prawdą.

Myślę też, że każdy biznesmen jak każdy z nas jest człowiekiem i w kontekście różnego rodzaju kontaktów, spotkań mogą się pojawić sytuacje, kiedy rodzi się wyrzut sumienia i kwestia weryfikacji tego. Myślę, że to, co najistotniejsze, to jest sumienie. To nie jest tak, że pracujemy bez sumienia odnosząc się do innych i chcemy jechać na rekolekcje po to, by się oczyścić. Nie, nie tędy droga. Ja myślę, że każdy człowiek prowadząc biznes oczywiście co chwilę zdobywa nowe doświadczenia, które go ubogacają, natomiast linia, którą realizuje jednak jest linią jego samego, jego osobowości, również jego świata wartości. To jest bardzo ważne – świata wartości, dla których żyje i które przestrzega w swoim życiu. Pamiętajmy, parafrazując słowa Pana Jezusa, nic nie wychodzi z nas poza tym, co jest w nas samych. Czyli ten świat wartości, który przekazujemy, jest światem naszych wartości. No chyba, że gramy, że nie jesteśmy szczerzy. Ale idąc po linii szczerości, autentyczności w kontaktach przekazujemy to, co w sobie nosimy. Stąd też rekolekcje, dni skupienia czy nawet prywatne rozmowy idą w kierunku ubogacania, rozpoznawania tego, co w sobie mamy, co reprezentujemy, w jaki sposób funkcjonujemy w społeczności. Poza tym nie jest tajemnicą, że każde spotkanie z drugim człowiekiem zawsze ubogaca. I zawsze ktoś w tym spotkaniu może zwrócić uwagę na pewne działania, aspekty, których być może nawet nie zauważyliśmy, a które są niesamowicie ważne i nośne w relacjach, bo przecież w świecie biznesu powinno przynajmniej i chodzi o człowieka. Zarówno tego, który ten biznes prowadzi, jak i tego, komu ten biznes służy.

Rekolekcje wypadają w okresach szczególnych, czyli podczas Adwentu i Wielkiego Postu. A jak wyglądają kontakty księdza z biznesmenami na co dzień?

Polegają na spotkaniach , które są organizowane w Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach czy w Loży Katowickiej Business Center Club, bo jestem duszpasterzem tych środowisk gospodarczych. Zawsze na spotkaniu w RIG po prezentacji informacji biznesowych jest czas na krótką refleksję duszpasterza, który odnosi się do tematu zasadniczo związanego z katolicką nauką społeczną kościoła. Nie ukrywam, że te rozważania przenoszą się potem na pytania, czy osobiste rozmowy w kuluarach.

To pozwoli ksiądz, że nawiążę do sprawy, która była mocno dyskutowana w Polsce, mianowicie ustawy ograniczającej, a docelowo zakazującej handlu w niedzielę. Czy ten temat pojawił się w rozmowach księdza z biznesmenami?

Pojawił się, natomiast stawiamy pytanie – dla kogo jest niedziela? Czy ma być tylko dla świata biznesu, czy dla wszystkich? Czy tylko dla tych, którzy świat realizują, czy też dla tych, którzy w nim partycypują, czyli dla osób, które w niedziele udają się na zakupy. Myślę, że to nie jest aż tak skrajny problem, jak często był prezentowany w mediach. Myślę, że zawsze będzie tak, że jakaś określona grupa będzie parła, aby ze względu na ekonomię i swoje biznesowe podwórko niedziele były handlowe. Natomiast trzeba patrzeć w znaczeniu szerszym. Uważam, że te dni, które mamy w tygodniu są wystarczające aby zrealizować zakupy. Wydaje mi się, że mimo nagłośnienia tematu, to w skali społecznej większości ludzi aż tak to nie przeszkadza, że niedziele są wolne. Wręcz przeciwnie, próbują je zagospodarować w inny sposób. Myślę, że też od strony społecznej, naszego funkcjonowania w rodzinach wolna niedziela jest cenna. Przecież często narzekamy na brak czasu, rodzice nie mają czasu dla dzieci, małżonkowie nie mają często czasu dla siebie. Niejednokrotnie mijają się idąc do pracy czy podejmując inne zajęcia. Więc skoro tak jest, to niech będzie przynajmniej jeden dzień w tygodniu, kiedy to wszystko można uzdrowić. Oczywiście nie zapominając o tym,że są pewne obszary, w których niedzielna praca jest konieczna.

Zakończmy naszą rozmowę czymś optymistycznym. Co może ksiądz przekazać przedsiębiorcom?

Że we wszystkich przestrzeniach swojego działania nie są sami. I nie muszą być sami. Jest ktoś, do kogo mogą się zwrócić. Tu nie chodzi o fachowe porady dotyczące ekonomii czy bankowości, ale o sprawy duchowe. I tym kimś zawsze pozostanie Pan Bóg. To pierwsza rzecz. Druga rzecz – ważne jest też, aby w swoich działaniach w sposób racjonalny, na ile to jest oczywiście możliwe, bo łatwo się mówi, trudniej realizuje – trzeba się zatrzymać. I że są takie chwile, które znacznie bardziej procentują na naszą przyszłość, niż dobra materialne. To jest relacja do najbliższych, do rodziny. Chyba tak to jest, że jak ta relacja jest uporządkowana, jak jesteśmy mocno osadzeni w tym środowisku rodzinnym, kochani przez najbliższych, to wtedy i pracować się chce, i ta praca jest wydajniejsza. No i tak na koniec – może to jest banalne stwierdzenie – ale zawsze podkreślam, że fundamentem jest troska o nasze zdrowie. Często nam się wydaje, że bez nas to wszystko padnie. Niekiedy się okazuje, że nas nie ma, np. z powodu zdrowotnej konieczności, a to wszystko funkcjonuje, i to wcale nie gorzej. Oczywiście, bierzemy za wszystko odpowiedzialność, ale trzeba też pewnego dystansu i rozumienia, że jeżeli chcę w tej przestrzeni funkcjonować dobrze i długo, to muszę troszczyć się o te trzy elementy w moim przekonaniu bardzo istotne.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.