Polecamy na Śląsku

Falon, król punka ze Śląska: buntuję się, więc jestem (foto, wideo)

Author profile image 2023-05-20, Autor: Magdalena Zmysłowska

Choć od urodzenia mieszka na Śląsku, z zawodu jest… marynarzem. W kopalni w Jastrzębiu-Zdroju przepracował zaledwie miesiąc, na placu drzewnym. Ale charyzmatyczny Tomasz Jaworski znany jest przede wszystkim jako Falon - lider i wokalista legendarnej punkowej kapeli Psy Wojny. W rozmowie z redakcją opowiada, jak w obliczu transformacji zmieniały się realia życia na górniczym Śląsku oraz o tym, jak zespół założony "dla kolegów" stał się kanwą ciekawej marki, która stała się dla jej twórcy sposobem na życie.

Reklama

Marynarz z Górnego Śląska

Tomasz Jaworski, znany również jako Falon, urodził się na Śląsku, mieszka w Jastrzębiu-Zdroju. Jako że bunt od zawsze jest wpisany w jego naturę, być może fakt, że chłopak z górniczego miasta wybrał… zasadniczą szkołę żeglugi śródlądowej, nie powinien dziwić.

Nie wiem, z czym to zjeść, ale tak, z zawodu jestem marynarzem. Nawet pływałem na jakichś praktykach - śmieje się Falon. - Chciałem iść do liceum morskiego, do Szczecina, ale akurat w roku, w którym kończyłem podstawówkę, przenosili tamtejszą szkołę do Polic i nie było naboru do pierwszych klas. Więc pomyślałem, że pójdę do szkoły żeglugi śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu. 

Trzyletnią szkołę ostatecznie skończył, choć w cztery lata. I na tym zakończyła się przygoda z żeglowaniem.

Za czym stoją ci górnicy?

Po skończeniu szkoły, Falon zaczął trochę "bimbać". Wtedy też rozwinął się jego pierwszy biznes.

Był czas transformacji, mój ojciec przebywał wówczas w Niemczech. Miałem więc dostęp do różnych towarów, które mogłem tu sprowadzić o wiele taniej niż w normalnej dystrybucji - wspomina. - Potem, na klatce schodowej, w długiej kolejce, ustawiali się po nie górnicy. To był w większości sprzęt elektroniczny, głównie Panasonic Technics. Kumpel ojca miał hurtownię.

Również w tym okresie zaczął się formować pierwszy trzon legendarnej punkowej kapeli Psy Wojny, znanej dziś w całej Polsce.

"Kopalnia? Lubię drzewa, to może plac drzewny?"

W międzyczasie Tomasz Jaworski zakotwiczył na chwilę na kopalni. Był rok 1988. 

Poszedłem tam, bo za nierobienie niczego ścigali - wyjaśnia krótko.

Jako dowód przytacza sytuację z 1985 roku.

Był późny wieczór, miałem 18 lat i byłem świeżo po operacji przepukliny, gdy na ulicy zatrzymał mnie patrol. Kiedy zorientowali się, że nigdzie nie pracuję, kazali mi się rozebrać i przy świetle latarki oglądali szramę - wspomina.

Do pracy w kopalni Falona namówił kumpel. 

Nie chciałem iść na dół - zaznacza. - Pomyślałem: "Lubię drzewa, to może na plac drzewny". Ale nikt mi nie powiedział, że to jest karny oddział, na który wywalają ludzi z dołu, którzy czymś zawinili. Dostałem się więc do grupy "nygusów", ale ja też nie byłem lepszy. Wytrzymałem miesiąc. Kierownikowi, którym był strasznie "czerwony" facet powiedziałem: "Stary, ale ja nie jestem dobrym komunistą". Zabrałem się i tyle było z tego wszystkiego. 

Zgniłe jabłko w koszyku społeczeństwa

Falon przyznaje, że w tym okresie notorycznie był ścigany przez organy Milicji Obywatelskiej.

Wpadali mi po nocach do domu, robili kipisz, przeprowadzali wizje lokalne, oskarżali o przeróżne rzeczy: kradzieże, napady, pobicia. Byłem zgniłym jabłkiem w koszu pięknych czerwonych jabłuszek, które mogło je zainfekować, więc trzeba było mnie wyeliminować - opowiada. - Ale nigdy to do końca się nie udało.

Przed milicją i inwigilacją służb, wytatuowanego i zbuntowanego chłopaka, założyciela świeżo powstałej punkrockowej grupy, chował… Kościół.

Po cywilu przychodzili do salki katechetycznej, w której odbywały się próby i w której graliśmy koncerty. Mówiliśmy wtedy: "Proszę księdza, tajniaki". Ten prosił ich o opuszczenie terenu kościoła. Odgrażali się, ale wychodzili. A kiedy wracaliśmy z takiego koncertu do domu, już na nas czekali. Wtedy odbywały się "wesołe" gonitwy po krzaczorach - śmieje się Tomasz Jaworski.

Falon zdradza kulisy nietypowej współpracy punkowych twórców z Kościołem.

Przypadkowo trafiliśmy z chłopakami na spotkanie dla narkomanów, którzy się "nawrócili". Rozmowa toczyła się oczywiście wokół uzależnień. Byliśmy trochę krnąbrni, ale kiedy ksiądz, który z nimi był, na stwierdzenie, że nie mamy się gdzie spotykać, zasugerował, żebyśmy zapytali swojego wikarego, postanowiliśmy to zrobić. 

Tym wikarym był ks. Krzysztof Kasza. Użyczył Psom salki katechetycznej na próby. To w niej udało się zagrać pierwszy koncert - w 1987 roku, choć zespół, założony przez Tomka Jaworskiego z kumplem z klatki obok, istniał wówczas już od dwóch lat. 

Ksiądz przed i po każdym koncercie miał swoje przemowy - śmieje się Falon. - Oprócz tego notorycznie wyciągał mnie z milicji, jak mnie gnębili. Zresztą to był okres dziwnej transformacji, wszyscy wiedzieli, że ta władza się już nie utrzyma. Milicjanto-policjanci stąpali już po kruchym lodzie.

Punk rock sposobem na życie

Zapytany o to, jak zrodził się pomysł na założenie kapeli, Falon odpowiada bez zastanowienia.

Chodziło o to, żeby grać dla kumpli. Często – i już chyba od 13 roku życia - pojawiałem się na różnych koncertach punkowych. W szkole zawodowej jeździłem na koncerty w Katowicach, Gliwicach, zaznajomiłem się z chłopakami, m. in. z wokalistą Dezertera - Skandalem. Po koncercie, na który pojechałem sam, siedziałem na korytarzu, zastanawiając się, gdzie będę spał. Skandal zabrał mnie do hotelu, razem z dziewczyną, którą tam poznałem. Spaliśmy na dywanie, na środku pokoju, a i tak była to pewnego rodzaju nobilitacja. Widziałem pewne rzeczy "od kuchni" - wspomina.

Sporym ułatwieniem był fakt, że ojciec Falona jest perkusistą. 

Ale takim po szkole, profesjonalnym - zastrzega lider Psów Wojny. - I ja też, jako "perkusista" byłem na 2-3 próbach zespołu moich kolegów z zespołu Pershing2. Średnio mi się za tymi garami podobało. Pomyślałem, że trzeba założyć zespół i trzeba stanąć za mikrofonem, bo tę perkusję to zaraz rozniosę.

Współzałożycielem kapeli był Marek Kowalski, kolega Falona z klasy w szkole żeglugi, również pochodzący z Jastrzębia. Pierwsze próby odbywały się w mieszkaniu rodziców Tomasza Jaworskiego. 

Matka leżała tu, w domu, z mokrym ręcznikiem na głowie - wspomina Falon.

"Zobacz, kochanie, jak za okupacji"

Formowanie się pierwszego trzonu Psów Wojny przypadło - jak mówi założyciel zespołu - na "ciekawy" okres.

Kiedy zjeżdżaliśmy się na koncerty w Gliwicach, w klubie Gwarek, w uliczkach natychmiast pojawiały się milicyjne patrole. Zaciągali nas, po 6-10 osób, staliśmy w rzędzie pod murami. Kiedyś przechodziło obok starsze małżeństwo i na ten widok mąż mówi do żony: "Zobacz, kochanie, jak za okupacji". Zapędzali nas do środka, zębami trzeba było wyrywać ćwieki, za każdy zostawiony dostawało się dwie pały. Takie "dowcipy" - ironizuje lider Psów Wojny.

Ale Falon zapewnia, że każde takie wydarzenie utwierdzało tylko w przekonaniu, że bunt przeciwko temu systemowi jest potrzebny. Choć stawka była wysoka.

Oczywiście wielu z nas na tym ucierpiało - przyznaje. - Ja dzięki tamtym wydarzeniom wiem, że buntując się przeciwko światu, buntuję się też przeciwko sobie, a to się nazywa destrukcja. Kiedy przestałem pić i ćpać, przekierowałem bunt właśnie przeciwko tej destrukcji. 

W 1994 roku, kiedy Psy Wojny wydały już dwie płyty, dla firmy Silverton, zespół stał się bardzo rozpoznawalny. 

Mieliśmy "aniołów stróżów" w postaci Tomka Połcia i Janusza Szostaka, którzy pracowali w gazetach Walka młodychGazeta młodych. Pisali o nas, przyjeżdżali, robiliśmy razem m.in. imprezę na Hali Widowiskowo-Sportowej w Jastrzębiu-Zdroju po trzęsieniu ziemi w Armenii, pod nazwą "Dzieciom Armenii", zresztą we współpracy ze Związkiem Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. To był fajny split, a oni doskonale wiedzieli, że można to ciekawie wykorzystać medialnie - opowiada Falon.

Psy Wojny Records

Za pieniądze z drugiej płyty Psów, Tomasz Jaworski kupił kolegom z kapeli gitary i niezbędny sprzęt. Resztę postanowił przeznaczyć na pomoc młodym zespołom, które miały problem z przebiciem się do wytwórni. I tak, w 1994 roku, powstała firma Psy Wojny Records.

Wydaliśmy łącznie ponad 30 tytułów różnych wykonawców, oczywiście kasetowo - mówi Falon. - Kiedy zaczęły wchodzić płyty kompaktowe, trochę odszedłem od tej idei. Ale firma prosperowała dalej, a profil jej działalności wciąż się przekształcał. 

Ciekawym przedsięwzięciem nowo powstałej marki było na przykład powstanie czasopisma o tatuażu i piercingu Tatoo Max, do którego miał pisać m.in. Kuba Wojewódzki. Gazeta co prawda nie przetrwała, ale Falon dostał zaproszenie do programu Wojewódzkiego. O liderze punkowego zespołu ze Śląska usłyszało wówczas 5 milionów ludzi.

"Cześć, jestem Falon z Psów Wojny"

Z czasem główną działalność firmy zaczęła stanowić sprzedaż gadżetów, głównie dla punków i metalowców: pieszczoch, bransolet, wisiorów. Do dziś się sprzedają - i to na całym świecie.

Jak podkreśla Falon, Psy Wojny są wizytówką firmy, otwierają wiele drzwi.

Nie przedstawiam się kontrahentom jako Tomasz Jaworski. Mówię: "Cześć, jestem Falon, wokalista Psów Wojny". To sprawia, że ludzie z ciekawości chcą sprawdzić, co mogę im zaproponować - wyjaśnia.

"Siema, tu Jurek! Zagracie na Woodstocku?"

Po wielu latach o Psach Wojny przypomniał sobie Jurek Owsiak. 

Wcześniej często graliśmy koncerty w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a w szczególności na jej punkowej wersji, którą robił kiedyś Janusz Krzeczowski z Krakowa - mówi Falon.

I opowiada, jak z tym ostatnim pojechał kiedyś do Warszawy.

To było lata temu, kiedy pierwsze Przystanki Woodstock odbywały się jeszcze w Żarach. Jurek Owsiak zapytał wtedy: "Może byście zagrali na Woodstocku?", odpowiedziałem: "No, spoko, to zadzwoń kiedyś". No i zadzwonił. Choć minęło chyba ze trzydzieści lat - śmieje się Falon.

Palikot is a punk rocker

Na pewnym etapie o zespole było dość cicho. 

To pokrywało się z okresem, w którym Janusz Palikot robił w Sejmie swoje głośne happeningi, typu głowa świni czy sztuczny penis. Pomyślałem: "Ciekawy facet. Napiszemy numer” - mówi Falon. - Zrobiliśmy kompilację utworów Sex Pistols, Ramonesów, Misfitsów, dopisałem tekst. Nagraliśmy kawałek w studio. Zadzwoniłem wtedy do producenta Kuby Wojewódzkiego. Mówię: "Tomek, posłuchaj, nagraliśmy kawałek, są jaja". Posłuchał, a dwie-trzy godziny później dzwoni: "We wtorek jesteście w programie".

I tak Falon po raz kolejny pojawił się w popularnym show.

Wiedziałem, że ludzie nas oplują, że będą dywagacje, ile to pieniędzy dostaliśmy od Palikota - śmieje się Tomasz Jaworski. - Żeby było jeszcze zabawniej - program poszedł we wtorek, a w niedzielę były wybory, po których Palikot wszedł do Sejmu.

Polski Marilyn Manson pochodzi ze Śląska

Był też taki okres, kiedy Psy Wojny mniej grały - po śmierci gitarzysty zespołu, Grzegorza Normana Borowczyka.

Bardzo to przeżyłem, myślałem, że świat się zawalił - wyznaje Falon. - Był świetnym instrumentalistą, pobocznie zrealizowaliśmy też projekt Zemsta, można go zobaczyć na YouTube. - W międzyczasie stworzyłem zespół pod nazwą PAIN. 

Projekt był połączeniem The Prodigy, Rammsteina, Nine Ich Nails, z elementami punka i elektroniki. 

Nagraliśmy singiel, okazało się, że Warner Music Poland jest zainteresowany wydaniem płyty. I wydali nas, ale tak naprawdę nie wiedzieli, co z tym dalej zrobić. Byliśmy więc zespołem, który nagrał krążek w dużej wytwórni, zagrał trzy koncerty na krzyż - każdy przerwany, bo na scenie była rzeźnia - włącznie z przebijaniem twarzy. Strasznie mi odbijało, miały być podwieszania, może lepiej, że do tego nie doszło - śmieje się twórca projektu. - Nasi biedni dziennikarze okrzyknęli mnie wtedy polskim Marilynem Mansonem. 

W tym okresie Marilyn Manson zaczynał być już znany za granicą, w Polsce jeszcze niewiele osób o nim słyszało.

Ja się o nim dowiedziałem, kiedy z Psami graliśmy w reklamie Piwa Okocim. To zresztą też ciekawa historia, na castingu byli oprócz nas m.in. chłopaki z Dezertera, ich basista był tam jednym z głównych aktorów. Zagraliśmy kawałek, wywróciłem oczami, wygraliśmy. Reklamę można było oglądać w 80 kinach na terenie Polski, zdobyła nawet jakąś nagrodę - opowiada Tomasz Jaworski.

Punk’s not dead 

Punkowa przygoda trwa do dziś. Aktualnie Psy Wojny pracują nad kilkoma projektami.

Chcemy zakończyć stare numery, które nie zostały dotąd wypuszczone w oficjalnym wydawnictwie. W tym roku przypada 30-lecie wydania płyty "Demokracja", więc trwają rozmowy o wydaniu reedycji - zarówno tego, jak i innych krążków - wylicza lider zespołu. - Chcemy też wypuścić coś "staro-nowego", czyli kawałki, które ukazały się tylko jako demo.  Na którymś etapie uznaliśmy, że nie ma sensu nagrywać płyt i wrzucaliśmy nasze utwory bezpośrednio do sieci. Ale teraz chcemy zamknąć to w jakiejś klamrze, w dużej mierze dlatego, że ludzie tego chcą.

A na koncerty legendy punk rocka z Jastrzębia-Zdroju przychodzą wierni od lat fani.

To są koncerty dla przyjaciół, których poznaliśmy przez lata. To nie są bezimienni ludzie - zaznacza Falon. - To dla nich wciąż gramy i grać będziemy.

Oceń publikację: + 1 + 48 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Eldom 2023-05-21
    16:47:48

    0 0

    Falcon a dlaczego nie przyznałeś się że jak miałeś silver ton materiał był miksowany w Czechach a ty nabijałeś sobie kieszeń i zamiast zapłacić zespołom które wydałeś dałeś po kilka kaset na odczepnego....?

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Czy czujesz się szczęśliwy mieszkając w woj. śląskim?






Oddanych głosów: 567

Prezentacje firm