Polecamy na Śląsku

Suwerennością węglową się nie nacieszymy. Prędzej umrzemy – Ewa Ewart, twórczyni filmu „Klątwa obfitości”

2018-12-06, Autor: Tomasz Raudner

Jesteśmy jedynym gatunkiem na planecie z tak silnym genem autodestrukcji - mówi Ewa Ewart, reżyserka filmu "Klątwa obfitości" w rozmowie z portalem ŚląskiBiznes.pl. Obraz ukazujący dramatyczną sytuację parku narodowego Yasuni w Ekwadorze z odkrytymi bogatymi złożami ropy w mikroskali pokazuje postępującą degradację całej planety.

Wczoraj w katowickim kinie Kosmos miała miejsce światowa premiera filmu Ewy Ewart „Klątwa obfitości”. 

Reklama

Film zabiera widza do Ekwadoru – kraju zadłużonego, ale bogatego w ropę naftową. Ponad 10 lat temu władze zaproponowały pozostawienie prawie połowy zasobów surowca w ziemi, aby chronić park narodowy Yasuni. Idea zakładała uratowanie jednego z najbardziej bioróżnorodnych obszarów na świecie – niezwykle ważnego ekosystemu w zamian za rekompensatę otrzymaną od międzynarodowej społeczności. To był rewolucyjny pomysl do walki ze zmianami klimatu i ratowania bardzo ważnej cześci Amazonii. Cały świat by skorzystał, bowiem ta propozycja dawała nadzieję na uniezależnienie się od ropy naftowej. Idea poniosła klęskę. Ówczesny prezydent kraju, Rafael Correo odwołał inicjatywę w 2013 roku i wydał pozwolenie na wiercenie ropy w Yasuni. W 2017 roku rozpoczął się nowy etap wydobycia ropy w jednym z najbardziej wrażliwych obszarów parku. 

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl: Co skłoniło panią do zajęcia się tematem?
Ewa Ewart: Ta propozycja do mnie przyszła. Były hasła „Yasuni” i „wydobycie ropy”. Zaczęłam temat drążyć. Wystarczyło tylko kilka godzin researchu i moje potężne doświadczenie – zrobiłam m.in. kilka dokumentów dla BBC, które były dużym wyzwaniem – żeby przekonać się, że jest tu niesamowita historia, która idealnie wpisuje się w aktualny temat dbania o klimat, niebezpieczeństw związanych z wydobyciem paliw kopalnych, nierozsądnego gospodarowania zasobami.

Do tego dochodzi niesamowity konflikt w sercu amazońskiej dżungli. Co prawda dżungla zajmuje niewielki fragment terytorium Ekwadoru, ale tu nie chodzi o ilość, a o jakość. Park Narodowy Yasuni chroni niesamowicie bioróżnorodny świat. Na tym niewielkim terenie znajduje się od 10 do 15 proc. wszystkich gatunków na planecie.

I w czym tkwi dramat. Otóż w latach 90. Ekwador odkrył na terenie tego parku potężne złoża ropy naftowej, szacowane na jedną trzecią zasobów całego kraju. A jest to kraj, który od odkrycia ropy w latach 60. w północnej części dżungli całkowicie na to przestawił gospodarkę. I od tych lat 60. przez trzy dekady zachodnie koncerny, głównie amerykański koncern Texacco prowadziły tam eksploatację pozostawiając po sobie katastrofę ekologiczną. Wyginęły plemiona, zatruto środowisko naturalne. Sama to widziałam, zebrałam dowody, które pokazuję w filmie. Plemiona zamieszkujące Yasuni widząc, co działo się na północy kraju powiedziały „basta” planom wydobycia ropy z terenu parku. Dlatego w 2007 roku w Ekwadorze pojawiła się inicjatywa – dajcie nam połowę tego, co byśmy zarobili na sprzedaży ropy z Yasuni, a zostawimy te złoża w spokoju. Inicjatywa spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem na forum międzynarodowym. Powstała nawet międzynarodowa misja ratowania Jasuni. Pierwszy odezwał się Parlament Niemiecki, który jednogłośnie przegłosował rezolucję o wsparciu inicjatywy. Opowiedzieli się za tym politycy, celebryci, np. Leonardo diCaprio, który też pojawia się w filmie. Ale inicjatywa się nie powiodła. Film o tym opowiada.

Dlaczego akcja ratowania Jasuni się nie powiodła?
Najwięcej winy za jej niepowodzenie ponosi sam Ekwador, o czym opowiada i co udowadnia ten film. Znalazly się w nim między innymi dokumenty potwierdzające, że od samego poczatku rząd tego kraju prowadził podwójną. Kraj ten poległ na polu interesów naftowych i uległ presji, która powstała na skutek ogromnego zadłużenia wobec Chin. Umowy na pożyczki zostały tak skonstruowane, że Ekwador musi je spłacać nie pieniędzmi, a ropą. Chiny nie potrzebują pieniędzy, tylko surowce. Saldo zadużeniowe zmusza Ekwador do wydobywania ropy z Yasuni do 2024 roku.

Czyli wydobycie ropy w Yasuni trwa.
Mało tego, są plany jej rozszerzenia. Niepotwierdzone, ale wszystko na to wskazuje.

Jakie nauki, doświadczenia płyną dla Polski z tego filmu? My jesteśmy przecież przywiązani do węgla.
Problem polega na tym, że niestety politycy w wąskiej grupie podejmują decyzje dotykające nas wszystkich i nie słuchają naukowców. Traktują to jak bzyczenie komara za uchem. Proszę posłuchać deklaracji naszych przywódców na szczycie. No comments.

Mówi pani o tym, że węgiel daje nam suwerenność, dlatego od niego nie odejdziemy?
Może węgiel da nam suwerenność, ale nie zdążymy się nawet nią nacieszyć, bo pomrzemy. I co nam po tej suwerenności? To jest krótkowzroczność. Ktoś powie – co to nam przeszkodzi, że gdzieś tam wycinają puszczę amazońską. Przeszkodzi, bo Amazonia jest po pierwsze potężnym pochłaniaczem CO2, a po drugie – jest potężnym producentem chmur i deszczu na naszej planecie. Jeżeli tan balans zostanie zachwiany, to nastąpi efekt motyla. Cieszyliśmy się, że na Wszystkich Świętych było prawie 20 stopni ciepła. Było piękne lato, kropla deszczu nie spadła. O tym się nie mówi, ale poziom wód w Polsce jest dramatycznie niski. Proszę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz u was na Śląsku porządnie popadało? Albo, kiedy była porządna zima, która uzupełniła balans wody w ziemi?

Dawno.
No właśnie, ja mieszkam w Warszawie i nie pamiętam, kiedy ostatni raz porządnie popadało. Od kwietnia przez cztery miesiące były upały. Nie było wiosny.

Skutkiem tego były susza, marne zbiory i dziś drożyzna w sklepach.
No więc właśnie. A my będziemy się cieszyć, że mamy węgla na kolejnych 200 lat. Pewien naukowiec w Quito, stolicy Ekwadoru powiedział mi, że jak jego rząd będzie tak zarządzać ropą w ekwadorskiej części Amazonii, to za 20 lat nie będzie ani Amazonii ani ropy. My mamy węgla na 200 lat. Teraz możemy się cieszyć, że daje to nam nie wiadomo jakie poczucie suwerenności, ale co my zostawimy dla przyszłych pokoleń? Nie będzie węgla i nie będzie tu terenów nadających się do życia.

Tylko, że nie ma takiego myślenia. Podchodzi się do tematu w kontekście kolejnej kampanii wyborczej, uspokojenia nastrojów.
Oczywiście, że tak. Jeżeli chodzi o decydentów, wszystko podyktowane jest doraźnymi interesami politycznymi, które rzadko uwzględniają szersze dobro i dalszą perspektywę.

Wie pani, z drugiej strony są też głosy, że przecież klimat na Ziemi zawsze podlegał wahaniom. Były okresy zimne i ciepłe. I przeciwnicy działań ograniczających emisję gazów podnoszą, że wpływ działalności człowieka na zmiany klimatyczne jest znikomy.
Znam argumenty po obu stronach. I nie można nie zgodzić się z paroma niezaprzeczalnymi faktami. Od rewolucji przemysłowej nie było tak agresywnej ingerencji człowieka w środowisko, a już to, co dzieje się w ostatnich czterdziestu latach doprowadziło do takich manipulacji, że zaczęło zagrażać egzystencji naszego gatunku. Można to uznać za irracjonalny wniosek, ale to są ustalenia naukowców.
Mnie naszły dwie prywatne refleksje podczas kręcenia filmu. Po pierwsze zdałam sobie sprawę, że strasznie wszyscy się zapętliliśmy. Wydaje mi się, że jesteśmy bezradni, że nawet ci, którzy walczą z kretyńskimi decyzjami polityków, przekonują się, że i tak jest „pozamiatane”, że model gospodarki jest tak zakorzeniony na świecie i tak mocno funkcjonuje, że nie wiadomo, co trzeba byłoby, żeby to odmienić. A druga – zastanawiam się, jak to się dzieje, że jesteśmy jedynym gatunkiem na planecie z tak silnym genem autodestrukcji. Inaczej tego nazwać nie można. Wie pan, że w Warszawie z powodu smogu umiera rocznie trzy tysiące ludzi? Więcej, niż ginie w wypadkach samochodowych. Ilość trucizn w powietrzu w Katowicach równa jest wypaleniu rocznie 1700 papierosów!

Wydaje mi się, że w to, co pani mówi wpisuje się pewien paradoks, który dostrzegam. Zwraca pani uwagę, że ostatnie dekady to okres nasilenia wpływu człowieka na klimat. A przecież potrafiliśmy w tym czasie wymyślić panele fotowoltaiczne, farmy wiatrowe – których, nawiasem mówiąc w niektórych krajach jest tak wiele, że wręcz psują estetycznie krajobraz - a to globalnie nie przekłada się na poprawę stanu planety.
To, że takie innowacje się pojawiają, to pięknie. Ale to kropla w morzu potrzeb. Niestety, wszystko przykryte jest ludzką pazernością. Bożkiem jest wzrost. Dopiero jak się jedzie w takie tereny jak Yasuni, a ja czuję się szczęściarą, że miałam okazję tego dotknąć, to nabiera się zupełnie innej perspektywy.

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 33 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Kamil Adam Żabiñski 2018-12-11 08:36:29

    Świetny poziom dziennikarstwa. Chcecie przekonać mnie, że to prawda i macie na to dowody, a nawet nie wiecie czy pisze się "Yasuni" czy "Jasuni", więc stosujecie obie pisownie na zmianę

    1 1

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert SlaskiBiznes.pl

W Twojej okolicy powstaje nowa inwestycja? Twoja firma odniosła sukces którym warto się pochwalić? Wciel się w rolę reportera slaskibiznes.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Kupujecie prezenty w internecie?





Oddanych głosów: 6