Kariera

Musiałem otworzyć. Sprzedałem auta, dom, żeby mieć na wypłaty - restaurator z Pszczyny. W sobotę miał nalot policji

2021-02-22, Autor: Tomasz Raudner

Nie jestem buntownikiem. Musiałem otworzyć restaurację, bo już nie miałem z czego płacić ludziom. To tak, jakby matka z ojcem zostali na cztery miesięcy bez pracy, a mieli 40 dzieci na utrzymaniu a nie mieli 500+ - mówi Krzysztof Gazda, właściciel restauracji Tapster Pub w Pszczynie. W weekend przeżył najpierw prawdziwy najazd kilkudziesięciu policjantów, a w niedzielę sanepid zamknął mu salę do obsługi gości.

Reklama

Znajdujący się na pszczyńskiej starówce Tabster Pub doświadczył w sobotę wizyty pracownic sanepidu w asyście policji. Ale nie było to dwóch, trzech, czy nawet 10 policjantów. Świadkowie mówią o około setce. Część mundurowych była w lokalu, część obstawiała restaurację z zewnątrz. O zdarzeniach z weekendu, również o powodach, dla których lokal wznowił obsługę gości rozmawiamy z właścicielem, Krzysztofem Gazdą.

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl: Proszę powiedzieć, co się wydarzyło w weekend u pana w restauracji?

Krzysztof Gazda: Powiem szczerze, że panie z sanepidu powiedziały mi, że nie wnioskowały o taką asystę i że to, co się działo, to jakby był film akcji. Do sanepidu zastrzeżeń nie mam, kontrola przebiegła bez problemu, panie stanęły nawet w mojej obronie, bo wyprosiły policjantów z kuchni. Bo ich tam po prostu nie powinno być, a oni chcieli uwiecznić czynności związane z moją osobą. Nie wiem, po co.

Ogólnie wszystko było przygotowywane od kilku dni. Jak na ul. Bankowej, gdzie jest restauracja, zawsze parkowały samochody, tak od środy straż miejska wlepiała mandaty i skutecznie opróżniła ulicę z pojazdów. I tak w sobotę mogły się tu zmieścić wszystkie radiowozy. Było ich mnóstwo. Z tego co mi klienci mówili, bo sam nie mogłem z lokalu wyjść, było około 17 radiowozów i setka policjantów.

Dlaczego takie siły policyjne zostały zaangażowane? Pan organizował masową demonstrację, czy protest?

Nowy komendant chciał zrobić pokaz siły. Został przypisany do tej jednostki, żeby zamknąć moją restaurację. Został ściągnięty z Rybnika. Tam już mają doświadczenie jeżeli chodzi o klub Face2Face.

Ogólnie rzecz ujmując zostałem potraktowany według zupełnie nowych zasad, ale dokładnie nie wiem, jakich. Panie z sanepidu nie mogły się nawet ustosunkować do tego, jaka jest podstawa prawna. One mi tylko dostarczyły w niedzielę decyzję o zamknięciu sali gastronomicznej, żebym nie mógł przyjmować gości na miejscu. Decyzję wręczał mi osobiście pan komendant mówiąc, że to jest ukłon z ich strony, że mi całkowicie biznesu nie zamknęły.

Trochę cyrk, powiem szczerze. Kiedy wchodziły panie z sanepidu na kontrolę, w lokalu były 24 osoby, z czego wylegitymowano sześć osób. Więc 100 policjantów dla legitymowania sześciu osób?

Wśród tych sześciu byli, rozumiem, pan, pracownicy, tak?

Nie, mnie nawet policja nie legitymowała. Kiedy zapytałem zastępcę komendanta, który kierował akcją, z jakiego powodu tutaj są i dlaczego tak to wygląda, to nie mi odpowiedział. Siły ściągnięte były praktycznie z całego Śląska, bo i z Gliwic byli policjanci, z Zabrza, Będzina, Bytomia, Katowic i naprawdę nie wiem, po co. Był też poseł Przemysław Koperski, który próbował się dowiedzieć przynajmniej jak się policjanci nazywają, też bezskutecznie. Z tego co wiem, to złożył zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariuszy.

Ilu pan miał klientów?

24, a wchodzi mi do środka 130 osób.

Rozumiem, czyli to klienci byli legitymowani. A od kiedy przyjmuje pan stacjonarnie?

Od 18 stycznia.

I to była pierwsza interwencja?

Miałem w zasadzie wszystkie służby. Było dwóch panów z urzędu skarbowo – celnego, sprawdzili paszport, kasy i tyle. Sanepid też był wcześniej, dokładnie 3 lutego. Kontrolowano samą salę gastronomiczną. Wtedy przyjechały panie z dwoma policjantami. Kontrola przebiegła bardzo sprawnie, a finalnie panie podjęły decyzję o odstąpieniu od czynności i mogłem normalnie funkcjonować. Natomiast 20 lutego przyjechały pani z sanepidu i to w takiej obstawie, że nie mogły nawet wejść na kuchnię na kontrolę. Tak więc panie kontrolowały kuchnię nie będąc w niej. A kiedy skończyły kontrolę, to sam je wyprowadzałem, bo policji już nie było. Został jeden patrol w radiowozie. Policjanci z niego nie wyszli. Taką miały asystę panie z sanepidu.

Respektuje pan decyzję o zamknięciu sali dla klientów?

Na chwilę obecną tak. Dziś robimy tylko wynosy. Prawnicy próbują się odnieść do tego, ponieważ kara administracyjna jest tam już do 150 tys. zł. Więc na razie próbuję rozeznać temat.

Na jakiej podstawie sanepid zamknął panu salę?

Nie wiem, panie nie były w stanie mi powiedzieć. W protokole z 20 lutego nie było zaznaczonych żadnych uchybień, typu, że jest brudno, lub klienci są stłoczeni. Panie nie podejmują decyzji, tylko główny inspektor sanitarny i ktoś się pod tym podbija. Faktycznie, wygląda to teraz inaczej. Zmieniły się przepisy i mogą kontrole przeprowadzać w każdej chwili, bez potrzeby zapowiadania się. Adwokaci to u mnie sprawdzali i jest to zgodne z prawem.

I to była jedyna decyzja sanepidu, którą pan dostał?

Tak. Wtedy, 3 lutego, panie poinformowały mnie, że mogą nałożyć karę administracyjną do 150 tys. zł, albo zamknąć salę konsumpcyjną, albo odstąpić od czynności. Wówczas zadzwoniły i ktoś przez telefon powiedział im, żeby odstąpiły. I tak zrobiły. Za drugim razem już tak nie było. W sobotę była kontrola, a w niedzielę panie przyjechały z decyzją w asyście zastępcy komendanta, naczelnika i jeszcze jednego policjanta. Cała elita przyjechała, żeby wręczyć mi decyzję.

Aż ciarki przechodzą.

Powiem uczciwie – to był totalny festiwal bezprawia. Poseł Koperski, który był już przy otwieraniu kilku restauracji, powiedział, że pierwszy raz spotkał się z czymś takim. Powiem, że gdyby jego tu nie było, to by nas „rozjechali”.

Proszę powiedzieć, ile osób pan zatrudnia?

We wszystkich działalnościach?

A to pan ma więcej firm.

Ale wszystkie związane z gastronomią i hotelarstwem. 40 osób. Mam dom weselny, jeszcze jedną restaurację, której nie otworzyłem. Mam hotel, który też zaraz będzie zamknięty i ta restauracja.

Dużo wsparcia z państwa pan dostał?

5 tys. zł.

Tylko?

Tak, ponieważ mam działalność otwartą 30 stycznia 2020 roku, więc nie mam bazy porównawczej, do której można się odnieść. Więc przy pierwszej fali pandemii dostałem 5 tys. zł, przy drugiej już nic. Moja mama prowadzi kolejną działalność, na nią jest zapisana restauracja w Czechowicach-Dziedzicach. Z pierwszej tarczy dostała 5 tys. zł, z drugiej już nic, bo ma błędnie wpisane PKD. Dlatego otworzyliśmy restaurację, żeby ludziom zapewnić jakikolwiek byt.

Ludzie argumentują, że chcemy się „nachapać”, bo konkurencja jest zamknięta. Nie jest tak. To jest tak, jakby ojciec i matka stracili na cztery miesiące pracę, a mają 40 dzieci na utrzymaniu, i nie mają 500+.

Nasza sytuacja była ciężka. W grudniu, kiedy pierwszy raz wspominałem o otwarciu się, mówiłem, że straciłem 3 mln zł. Potem już przestałem liczyć i powiedziałem, że otwieram. W lokalu w Pszczynie miałem taką sytuację, że albo w poniedziałek otwieram, albo w środę odcinają mi prąd, bo miałem trzy nie zapłacone faktury. Więc chciałbym, żeby to wybrzmiało, że nie jestem buntownikiem, który chce komuś zrobić na złość. Ja już nie miałem wyjścia. I to już nie chodzi nawet o mnie. Moi pracownicy nie mieli za co żyć.

Rozumiem, że w pracownikach miał pan wsparcie?

Tak, jak najbardziej.

Wie pan, w pierwszych miesiącach wypłacaliśmy wynagrodzenia z oszczędności. Potem sprzedaliśmy samochody. Przyszedł trzeci miesiąc, sprzedałem prywatny dom. Mieszkam teraz u teściowej. W styczniu już nie miałem na wypłaty, więc pracownicy cierpliwie czekali na wypłaty, ale faktycznie z początkiem lutego je wypłaciłem, jak zarobiliśmy w końcu pieniądze.

Nie będę oszołomem, który dementuje fakt istnienia pandemii. Moja żona jest pielęgniarką, pracuje na oddziale covidowym, więc wie dokładnie, jak to wygląda. I ja też mam tego świadomość. Otwierając się staraliśmy się zachować maksymalne bezpieczeństwo. A policja znalazła swój argument i się skończyło, jak skończyło.

Pracuję w prywatnej firmie i też odczuliśmy skutki pandemii, ale pana branża bardzo mocno oberwała.

Tak, ale to nie jesteśmy tylko my.

Moja kwiaciarka, u której kupowałem kwiaty do hotelu już zamknęła działalność. Cukiernik, który dostarczał torty na wesela jest na skraju bankructwa. Fotograf, który robił zdjęcia na weselach czy innych imprezach pracuje w fabryce, bo nie miał wyjścia. Więc tu jest wiele branż, które są niesamowicie powiązane z gastronomią, i o których nie mówi się nic.

To, co się dzieje u nas, dzieje się w całej Europie, ale tam ta pomoc jest chyba większa. U nas firmy, które nawet dostały realną pomoc, będą się otwierać, jeśli nic się nie zmieni, bo nie będą miały wyjścia. Będą dokładnie w tej samej sytuacji, jak ja, tylko kilka miesięcy później.

-------------

Policja w Pszczynie odniosła się do weekendowych zajść w restauracji. Wyjaśnia, że sobotnia wizyta w lokalu była pokłosiem wezwania policji przez właściciela lokalu w piątek do awanturującego się klienta:

"19 lutego 2021 r.( piątek) właściciel lokalu znajdującego się w centrum Pszczyny, zgłosił interwencję, gdzie powodem wezwania był nietrzeźwy i agresywny klient. Przybyli na miejsce policjanci, zastali w lokalu ok. 80 osób, które spożywały na miejscu alkohol i posiłki. Awanturujący się sprawca interwencji znieważał policjantów oraz kierował groźby wobec mundurowych. Odczytywał nazwiska z imienników policjantów, a następnie groził śmiercią im oraz ich dzieciom. Używał wobec nich słów obraźliwych i wulgarnych. Wyzywał ich najbliższych i groził im, że ich zabije. Mężczyzna ten był bardzo pobudzony i agresywny. Miał mocno rozciętą dłoń i wymachiwał nią w kierunku interweniujących policjantów i wycierał krwawiącą dłoń w mundury policjantów. Mężczyzna nie reagował na polecenia wydawane przez funkcjonariuszy. Na miejsce zostało wezwane pogotowie ratunkowe w celu zaopatrzenia mężczyzny, wówczas jego agresja przeniosła się na udzielających mu pomocy ratowników. Aby nie dopuścić do eskalacji agresji oraz aby nie zaogniać już napiętej sytuacji w lokalu, mężczyzna został wyprowadzony na zewnątrz budynku.
Po zaopatrzeniu ran został on przewieziony do izby wytrzeźwień, gdyż w jego organizmie stwierdzono ponad 2 promile alkoholu.

W sobotę (20.02.2021 r.), po wytrzeźwieniu, mężczyźnie postawiono zarzuty dotyczące znieważenia policjantów oraz kierowania wobec nich gróźb. Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Całość zgromadzonych przeciwko niemu materiałów trafiła do Prokuratury Rejonowej w Pszczynie.

W związku z ujawnionymi w lokalu naruszeniemi i niestosowaniu się przez przebywające w nim osoby do obowiązujących obostrzeń poinformowano Państowego Inspektora Sanitarnego.

Kontrola tej instytucji została przeprowadzona w sobotę ( 20.02.2021) w godzinach wieczornych. Działalność policjantów skupiała się na udzieleniu pomocy i asysty organowi przeprowadzającemu kontrole.

Ilość sił policyjnych, jaka została zadysponowana do przeprowadzenia czynności, uwzględniała liczbę osób, która przebywała w lokalu w poprzednim dniu. Mając na uwadze, że jest to okres weekendowy, można było się spodziewać takiej samej bądź większej liczby gości w pubie. W rejonie lokalu rozlokowano kilka radiowozów. Policjanci mieli reagować na ewentualne zakłócenia ładu i porządku publicznego. Oddziaływania te były skuteczne i nie doszło do takich incydentów.

Pracownicy sanepidu po wykonaniu swoich czynności stwierdzili naruszenia dotyczące aktualnych obostrzeń w zakresie prowadzenia działalności gastronomicznej. Efektem kontroli było wydanie decyzji przez Państwowego Inspektora Sanitarnego, która została wręczona właścicielowi w dniu 21.02.2021 roku.

W trakcie interwencji w sobotni wieczór policjanci wylegitymowali 6 osób, które znajdowały się wewnątrz lokalu i spożywały tam alkohol oraz posiłki. Ponadto nie stosowały się do obowiązku zakrywania ust i nosa. Wobec nich będą sporządzone wnioski o ukaranie do sądu.

Przypominamy, że aktualnie obowiązujące przepisy, czyli Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 21 grudnia 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, w drodze wprowadzonych nowelizacji, zostały przedłużone do dnia 28 lutego 2021 r. Zobowiązują one m.in. do zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych, którymi jest także lokal gastronomiczny." czytamy w komunikacie policji.

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Ile lat ma Twoje auto?






Oddanych głosów: 496