Kariera

To będzie świetna atrakcja - z Adamem Małyszem o trofeach, Wiśle, turystyce

2020-07-28, Autor: Tomasz Raudner

Często dostajemy pytania – jadę do Wisły, ale co? W góry pochodzić? Ale co można zobaczyć w Wiśle? Więc myślę, że będzie to kolejna atrakcja - mówi o o muzeum skoków Adam Małysz. Z mistrzem skoków rozmawiamy też o walorach turystycznych Wisły czy tak prozaicznych sprawach jak uliczne korki.

 

Reklama

24 lipca w Wiśle burmistrz miasta, marszałkowie województwa i Adam Małysz podpisali list intencyjny dotyczący stworzenia w Wiśle muzeum narciarstwa. Głównie znajdą się w nim pamiątki po Adamie Małyszu.

Zaraz po złożeniu podpisów porozmawialiśmy z byłym znakomitym skoczkiem, nie tylko o muzeum, ale też o Wiśle, jej potencjale turystycznym.

Tomasz Raudner: Słyszeliśmy, że ma pan swoją prywatną galerię, tyle, że miejsca w niej już nie było.

Adam Małysz: Miejsca na trofea dawno już brakowało. Ekspozycja znajdowała się w suterenach naszego prywatnego budynku. Zmienialiśmy ją często, dobudowaliśmy tyle pomieszczeń, ile się dało. W pewnym momencie to stanęło.

Była propozycja z innego miasta, ale jak powiedziałem o tym burmistrzowi, to stwierdził, że nie wyobraża sobie, żebym mógł się z tym przenieść poza Wisłę. Burmistrz powiedział, że Wisła jako miasto nie będzie w stanie samo tego udźwignąć. Zachęcił województwo, marszałków i tak powstała cała idea. Już na pierwszym spotkaniu zapadły decyzje, że chcemy to robić, że będzie to fajne dla rozwoju Wisły i regionu.

Myślę, że też okres był bardzo fajny. Pan wicemarszałek powiedział, że są m.in. unijne pieniądze na rozwój regionalny i teraz będą startowały konkursy, więc dobrze po nie ruszyć. Dlatego więc tak szybko to ruszyło.

Wspomniał pan, że to wszystko się szybko potoczyło, ale kiedy pojawił się pomysł muzeum. To był ten rok, wcześniejsze lata?

Oj, pomysł był bardzo dawno. Już jak powstała moja galeria, to myślałem to takim miejscu. Poszedłem z tym wtedy do gminy, ale nie było pomysłu na żadne miejsce. 

Ale był pan jeszcze czynnym skoczkiem?

Tak.

Co znajdzie się w muzeum od pana? Medale, puchary?

W zasadzie wszystko, co jest w obecnej galerii. Podkreślam, galerii, bo bardzo nie lubię słowa muzeum, kojarzy się z czymś starym, a galeria powstała jeszcze za czasów mojej kariery, więc cały czas bardzo różne rzeczy tam dochodziły.

Jestem zbieraczem starych nart i sprzętu narciarskiego, bo zawsze z narciarstwem byłem mocno związany. Przez lata zbierałem i skupowałem sprzęt i mam tego mnóstwo. Trzymam to w wielu miejscach. To są dla mnie bardzo cenne rzeczy, ale sentymentalnie, bo wiemy doskonale, że starych nart jest mnóstwo i ludzie nie wiedzą, jak to się na przestrzeni lat zmieniało. Jakie narty były w latach 50., 70., jak to teraz wygląda.

Chciałbym pokazać, jak ewoluowaliśmy, jak sprzęt się zmieniał, jak myśmy się zmieniali, nie wykluczając, że kiedyś skoki będą już totalnie wirtualne patrząc na pogodę i na to, jakie są często problemy z organizacją zawodów.

Ale w galerii można zobaczyć nie tylko to, co zrobiłem w skokach, również jak jeździłem w rajdach. Startowałem pięć razy w Dakarze, również w pucharze Polski, świata. To też pokazuje, że sportowiec, to sportowiec. Nie boi się zmiany dyscypliny, robienia czegoś innego. Adrenalina zawsze będzie płynęła w jego krwi.

Tak więc budynek, w którym będzie muzeum musiał być duży. Ale nie tylko po to, żeby tam wszystko zmieścić. To ma być też muzeum przyszłości, żeby zachęcić dzieci, żeby do niego przychodziły. Plany są naprawdę bardzo fajne. Mają być rzeczy multimedialne, ale też dzieciaki będą mogły założyć okulary 3D, przyjąć odpowiednią pozyzję i skoczyć. Co prawda wirtualnie, ale skoczyć. Dziś technologia jest tak rozbudowana, że jest to do zrobienia.

Chciałby pan sam oprowadzać wycieczki?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem z uwagi na to, co teraz wykonuję. Nie wykluczam niczego w przyszłości, nie wiadomo, jak się los potoczy, ale póki co mam co robić, cały czas zależy mi, żeby sporty zimowe, głównie skoki i kombinacja norweska się rozwijały, dlatego na pewno będę wszystko robił w tym kierunku.

Myślę też, że to muzeum, galeria, jak powstanie, będzie w stanie też zachęcić młodzież do uprawiania tego sportu. Jak wiemy, dziś jest ciężko ze sportem ze względu na e-sport i komputery. Dzieci chcą coraz mniej uprawiać dyscypliny sportowe.

Nie wyklucza pan w przyszłości oprowadzania wycieczek, ale czy teraz widzi pan możliwość organizacji np. spotkań, dni otwartych muzeum z Adamem Małyszem?

Myślę, że jak najbardziej. Przez to, że jestem bardzo zajętą osobą przez obowiązki w Polskim Związku Narciarskim, i nie tylko, to tego czasu mam bardzo mało, ale właśnie takie miejsca powinny powstawać po to, by było się gdzie spotkać, gdzie będzie można coś opowiedzieć o skokach, o karierze.

Podkreśla pan walory sportowe muzeum, a czy myśli pan, że może też ponieść walory Wisły jako miejsca turystycznego?

Myślę, że województwo, ani miasto nie promowało tak mocno tej inicjatywy, gdyby nie myśleli, że podniesie walory. Myślę, że podniesie, i to bardzo. To jest centrum miasta. Tutaj jest wszystko skupione. Jest jedno muzeum, ma powstać jeszcze Muzeum Tygodnia Kultury Beskidzkiej, obok będzie to muzeum sportowe i to spowoduje, że Wisła będzie się rozwijała, ale też ludzie będą wiedzieli, po co tu jadą.

Często dostajemy pytania – jadę do Wisły, ale co? W góry pochodzić? Ale co można zobaczyć w Wiśle? Więc myślę, że będzie to kolejna atrakcja.

Są też rekonstruowane baseny, które przez lata były wizytówką Wisły, a od jakiegoś czasu były zamknięte i niszczały. Tak więc naprawdę sądzę, że Wisła się super rozwija.

Zwiedził pan wiele miejscowości turystycznych, czy na ich tle pana zdaniem Wisła wykorzystuje swój potencjał? Czy też mamy się czego uczyć od innych państw?

Sądzę, że każda miejscowość jest inna i trudno powiedzieć, czy wykorzystuje swój potencjał, czy nie. Popatrzmy dziś na przebudowę drogi w Wiśle. Trwa to już ze dwa lata i nie wiadomo, jak jeszcze długo potrwa. Turyści może tego tak nie odczuwają, ale dla nas, mieszkańców, jest to straszne, jeśli dziennie stoimy po 45 minut, godzinę w korkach, żeby się dostać do Ustronia. Ale zdajemy sobie sprawę, że przebudowa tej drogi jest bardzo ważna, jeśli chcemy, żeby Wisła się rozwijała, żeby nie stawała się tylko ciekawsza turystycznie, ale miała więcej udogodnień dla wszystkich osób.

Na koniec mam pytanie, jak się pan czuje?

Czuję się bardzo dobrze. Prawdę mówiąc, gdybym nie dostał informacji i się nie zbadał, to pewnie bym nie wiedział, że mam COVID. Chociaż po czterech dniach, kiedy się dowiedziałem, to straciłem węch i smak, więc było to dziwne uczucie, przez 7 dni jadłem nie czując zapachu i smaku potraw, wydawało mi się to dziwne. Bolały trochę plecy, ale wydawało mi się, że jest to bardziej skutek tego, że pracuję w ogródku i coś trenuję, bo samopoczucie miałem dobre. I dopiero lekarze mi powiedzieli, że są to dolegliwości związane z COVID-em.

Wiadomo, że ludzie różnie to odbierają. Jedni mówią, że nie ma wirusa, nawet mocno krytykowali, jak to ogłosiłem. Ja wiem swoje. Cały czas będę zachęcał do tego, żeby być ostrożnym, żeby były maseczki, ochrona rąk, żebyśmy myli ręce jak najczęściej, żebyśmy - jak tylko to możliwe – zachowywali dystans.

Mi się bardzo podoba Japonia, gdzie mają długie doświadczenia z maseczkami. Tam, jak ktoś jest nawet lekko przeziębiony, to zakłada maseczkę, nie po to, żeby siebie chronić, ale też po to, żeby chronić innych.

Wrócił już pan do aktywności?

Cały czas byłem aktywny, pracowałem zdalnie, pracowałem też dużo w ogrodzie, trenowałem też, żeby nie przybrać za bardzo na wadze, więc aktywność cały czas była, a teraz może być większa.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Co zrobić z górnictwem energetycznym na Śląsku?





Oddanych głosów: 1185