Kariera

OZE nie zabezpieczy nas energetycznie – mówi Wojciech Zieleźny, prezes Słońce+, ekspert branży energetyki odnawialnej

2021-01-21, Autor: Tomasz Raudner

Kilka mroźnych, śnieżnych dni w sporej części Europy obnażyła słabość OZE. Kraje, które w znacznie większym stopniu niż Polska bazujące na odnawialnych źródłach energii jak Hiszpania czy Austria stanęły w obliczu blackoutu – stanu niedoboru energii elektrycznej skutkującym koniecznością ograniczania dostaw energii do gospodarstw. Okazało się bowiem,że w przypadkach gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na energię OZE nie jest w stanie zaspokoić niedoborów.

Reklama

Zatem, jak to jest z odnawialnymi źródłami energii, które tak mocno promuje Unia Europejska, i w których kierunku zwraca się Polska? Rozmawiamy na ten temat z ekspertem branży, prezesem firmy Słońce+ Wojciechem Zieleźnym.

Tomasz Raudner, ŚląskiBiznes.pl – Mróz i śnieg przez kilka dni stycznia to żadna anomalia a normalna sprawa, tymczasem to wystarczyło, aby pokazać, jak OZE jest niewydolne. Jak więc widać, energia ze źródeł odnawialnych ma poważne ograniczenia, nie uważa pan?

Wojciech Zieleźny, Słońce+: Tak, jest dokładnie tak, jak pan mówi.

W naszych szerokościach geograficznych w okresie późnojesiennym i zimowym OZE nie jest w stanie zabezpieczyć naszych potrzeb energetycznych na poziomie, jaki byśmy chcieli. I nic z tym nie zrobimy.

Dlatego, aby zachęcić ludzi do zostania prosumentami (domowymi producentami energii) stosuje się różnego rodzaju upusty i długie okresy bilansowania. I dzięki temu, że w Polsce mamy roczny okres bilansowania, inwestowanie w OZE jest uzasadnione ekonomicznie. W przeciwnym wypadku rentowność inwestycji gwałtownie by spadła. Tak naprawdę okres, w którym produkujemy więcej, niż zużywamy trwa od marca do końca września. W pozostałych miesiącach korzystamy z tego, co sobie wcześniej „odłożyliśmy”. Kiedy przychodzi zima, normalną rzeczą jest zwiększone zapotrzebowanie na energię i pobór od operatorów.

Poza wszystkim operatorzy energii nie lubią OZE z tego względu, że czy to byłby wiatr, czy słońce, jest to bardzo niestabilne źródło energii.

No właśnie. Określa się zapotrzebowanie na energię i pod to planuje produkcję, aby prądu nie zabrakło. A w przypadku OZE chyba nie sposób tego przewidzieć. Nie wiadomo przecież, czy będzie wiało, albo ile godzin słońca będzie następnego dnia. Przynajmniej u nas jest to nie do końca przewidywalne?

Dokładnie, stąd też konieczne są inwestycje, które spowodują wypłaszczenie charakterystyki poboru. Z tegoż też względu, że większość osób dorosłych w godzinach największej produkcji energii ze słońca przebywa w pracy i energii zużywamy w domu niewiele, niezależnie od tego, czy to lato, czy zima, więc oddajemy jej więcej do sieci. Możemy sobie wyobrazić, że wówczas zakład energetyczny będzie produkować mniej energii. Ale wystarczy, że pojawi się lekkie zachmurzenie i przeciętna instalacja fotowoltaiczna o mocy 5kW, która przez dwie godziny pracuje z mocą 4 kW, nagle ta moc zaczyna skakać. Robi nam się kilowat, dwa, półtora i w tym momencie zakłady energetyczne muszą sobie poradzić.

Obecnie nie jesteśmy w stanie zgromadzić energii z OZE. Nie da się naprodukować jej na zapas. Z tegoż tytułu konieczna jest inwestycja w magazyny energii, któe zapewnią większą stabilność sieci. W tym roku ma się pojawić możliwość uzyskania dofinansowania do zakupu magazynów energii, które poprawiłyby wizerunek prosumenta w oczach operatorów systemów dystrybucyjnych. Nadwyżki energii moglibyśmy zmagazynować w takim akumulatorze i w sytuacji, kiedy w naszej okolicy pojawią się chmury, zarazem pojawią się niedobory mocy z fotowoltaiki, możemy je uzupełnić z zasobnika i sieć dystrybucyjna nie cierpi.

Kto miałby inwestować w akumulatory. Znów prosumenci, czyli my?

Ciężko mnie oceniać, kto powinien w to inwestować, ponieważ to nasza wspólna sprawa. W sytuacji, kiedy namawia się nas, zresztą słusznie, aby używać ekologiczne źródła ogrzewania, czy produkować energię z zielonych źródeł, to w tej sytuacji jedna i druga strona powinna się tym zająć. Jeśli zrzucimy to wszystko na karb sieci energetycznych, to za szybko się to nie stanie. Oni oczywiście będą to robić w takim zakresie, w jakim będą w stanie, ale to pochłania mnóstwo środków. Jeżeli my tego nie zrobimy, to w okresach zimowych mogą się pojawić problemy.

Do tej pory w naszym regionie większość gospodarstw domowych w okresie zimowym używała do ogrzewania kotły węglowe. W kontekście naszej rozmowy nie ma znaczenia, czy był to kocioł pierwszej, trzeciej, czy piątek klasie. Rzecz w tym, że prąd potrzeby był tylko do zasilania sterownika kotła, ewentualnie pompy obiegowej. Więc tego poboru było stosunkowo niewiele. Natomiast w sytuacji wymiany źródeł ciepła na ekologiczne nastąpi duży, żeby nie powiedzieć – drastyczny – wzrost poboru energii z sieci. I nie każda sieć może to wytrzymać. Jeżeli więc sieci nie będą modernizowane, musimy się liczyć z przerwami w dostawach energii zimą.

Co prawda od dawien dawna nie mieliśmy okazji doświadczać mrozów, jak to miało miejsce w połowie stycznia, ale nie możemy wykluczyć pojawienia się mrozów w przyszłości. Wystarczą dwa tygodnie, żeby był problem, tym bardziej, że większość naszych sieci jest napowietrzna. Są więc bardzo wrażliwe na wiatr, temperaturę. To, że ktoś powie, że opala sobie dom gazem, ekogroszkiem czy peletem, więc go to nie dotyka, to nie do końca tak jest. W tej chwili żaden z kotłów nie jest w stanie funkcjonować bez energii elektrycznej. Pobiera jej mniej, lub więcej, ale pobiera, więc wszyscy jedziemy na tym samym wózku. I jeżeli modernizacja nie będzie postępować, to samymi dobrymi chęciami nic nie zrobimy. Operator sieci nie będzie w stanie zagwarantować parametrów jakościowych energii w sieci.

Czyli problemem nie jest to, że elektrownie nie będą w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości energii, ale to, że będzie kłopot z jej dostarczeniem, tak?

To w ogóle jest szerszy temat. OZE nie jest w stanie funkcjonować bez stabilnego źródła energii, które stabilizują sieć. W naszym przypadku są to elektrownie węglowe. Dopóki żadne z gospodarstw domowych nie będzie w stanie funkcjonować jako autonomiczny byt, musi być element stabilizujący sieć, czyli elektrownie. Nie da rady ich wyeliminować. Elektrownie są w stanie zagwarantować nam jakość energii na odpowiednim poziomie.

Polska jest właśnie w historycznym momencie. Odchodzimy od węgla, chcemy, żeby OZE miało jak największy udział w miksie energetycznym. Jaki wg pana jest najlepszy miks energetyczny dla Polski, biorąc również koszty inwestycji, utrzymania, samej energii?

Z mojego punktu widzenia dosyć istotnym elementem jest niezależność energetyczna. Z tegoż tytułu ja byłbym zwolennikiem atomu, a nie gazu. Gazu u siebie nie mamy, musimy go sprowadzić.

Rozmowy, że węgiel jest tani, gaz jest droższy – ceny energii będą rosły tak czy inaczej. Dla nas ważne jest z jakiego rodzaju paliwa będziemy korzystali i jak nowoczesne będziemy mieli bloki energetyczne. Nie wyobrażam sobie, że ktoś sobie wybuduje u nas w ciągu 5 lat elektrownię jądrową, bo byłoby to trudne. My jeszcze przez jakiś czas będziemy się opierać na węglu. Oczywiście są bloki gazowe i patrząc po ruchach operatorów energetycznych widać, że tych bloków będzie przybywać, ale przez to uzależniamy się bardziej od zewnętrznych dostawców gazu. Mamy więc mniejszy wpływ na cenę energii. W zależności od tego, jaką cenę ktoś nam podyktuje, tyle będziemy płacić za gaz, a to się bezpośrednio przełoży na ceny energii elektrycznej.

O cenach jeszcze porozmawiamy, zwłaszcza, że od tego roku będą jeszcze wyższe. Ale wracając do niezależności energetycznej – paliwa jądrowego też nie mamy. Jest tylko kilka krajów wytwarzających wzbogacony uran i też będziemy uzależnieni od jego zakupu.

Na pewno tak, ale – to moja subiektywna ocena – będziemy mniej uzależnieni, niż od cen gazu. Wiadomo, że trzeba się dywersyfikować. Nie jesteśmy Rosją czy Stanami Zjednoczonymi, które dysponują wszystkimi podstawowymi typami paliw, więc mogą się czuć bezpiecznie. My jedyne, co mamy na takim poziomie, by zapewnić nam bezpieczeństwo energetyczne, to węgiel. Więc tak czy siak będziemy uzależnieni od tego, kto nam dostarczy gaz czy paliwo jądrowe.

Panie Wojciechu, pan jako przedstawiciel branży OZE wygłasza, przynajmniej dla mnie, tezy, które dość mocno schładzają entuzjazm dla OZE. Wykazuje pan ograniczenia z nimi związane. Jaki pana zdaniem powinien być udział OZE w miksie energetycznym w Polsce?

Jak największy.

Ja bym chciał, żeby OZE stanowiło połowę miksu, ale będzie to trudne. Wszystko zależy od tego, jakie to OZE będzie. Słońce operuje w ograniczonym czasie. Nawet zimą, kiedy są słoneczne dni, to jest ich niewiele, a to, co mocno zaniża wartość tych źródeł, to jest czas ekspozycji na działanie tego słońca. Dni mamy krótkie, nie bardzo jest skąd nabrać energii w odpowiednich ilościach. Pozostają wiatraki. Tu z kolei jest kwestia ich ulokowania. Możemy postawić je na Bałtyku. Wiatrak też nie jest w stanie pracować w każdych warunkach. Wiatrak, jeśli chodzi o dostarczaną energię, jest jeszcze trudniejszy do ujarzmienia, niż fotowoltaika. Fotowoltaika jest łatwo sterowalna, wiatrak już niekoniecznie.

Nie możemy mieć za dużego tego udziału OZE w miksie, bo element stabilizujący nie będzie w stanie utrzymać nas przy życiu. Tą energię zimą skądś musimy brać. Od jesieni do wczesnej wiosny są jeszcze stosunkowo krótkie dni, już od 16.00 czy 17.00 musimy doświetlać czy dogrzewać domy, więc trochę tej energii zużywamy. Jeżeli więc zaburzymy proporcje w miksie mając zbyt dużo OZE, system nie będzie w stanie dostarczyć nam odpowiedniej ilości energii.

Tu jest jeszcze jeden aspekt – ceny energii. W Europie ceny są różne, niestety, Polska ma najdroższy prąd. A od tego roku rachunki będą jeszcze wyższe, ponieważ weszły w życie dwie opłaty – jedna, mocowa, o której było głośno, a druga – opłata OZE. Ona nie jest zbyt duża, ale jest. Proszę powiedzieć, po co te opłaty są i dlaczego zostały przerzucone na nas?

Z tego względu, o którym mówiłem już wcześniej –

nasza infrastruktura energetyczna jest przestarzała i wymaga nakładów. Trzeba ją modernizować, jeśli chcemy być nowocześni, korzystać z nowoczesnych źródeł energii. Nawet, jeśli chcielibyśmy pozostać na etapie węgla, to infrastruktura też się zużyje. Mamy kraj na tyle duży, a sieci są rozległe, więc koszty eksploatacyjne są duże. A mimo że mamy coraz więcej urzędzeń energooszczędnych to nie oznacza, że zużywamy coraz mniej energii. Nie, kupujemy coraz więcej urządzeń. Na czymś zaoszczędzimy, to kupujemy, a to klimatyzator, a to dogrzewacz, elektronikę użytkową i to wszystko powoduje, że energii zużywamy coraz więcej. Musimy więc całą infrastrukturę modernizować.

Kolejny element – elektromobilność. Na razie samochodów elektrycznych jest niewiele, ale będzie ich coraz więcej. Zimą te auta też trzeba zatankować prądem. Może się wydarzyć, że będzie to chciało zrobić w krótkim czasie pięciu Kowalskich na jednej ulicy i sieć tego nie wytrzyma. Więc to kolejny argument za koniecznością modernizacji sieci. Gdyby dziś każdego z nas było stać na samochód elektryczny, to nie bylibyśmy w stanie ich ładować.

Nie jest też tak, że prąd ze słońca jest za darmo. My w okresach, kiedy produkujemy więcej, niż zużywamy, wykorzystujemy infrastrukturę (w naszym przypadku Taurona) do przesyłu energii. Gdyby jej nie było, to nadmiarów nie mielibyśmy gdzie wysłać. Moglibyśmy sobie wody na zapas nagrzać, ale ileż można, zwłaszcza latem. Wobec tego trzeba infrastrukturę modernizować. Ktoś to policzył, nie wiem, czy z nadmiarem, czy niedomiarem, ale niewątpliwe jest to, że operatorzy przez długi czas byli wstrzymywani przez Urząd Regulacji Energetyki przed nadmiernymi podwyżkami, więc siłą rzeczy to musiało się stać.

Panie Wojciechu, biorąc pod uwagę wszystkie ograniczenia OZE, możliwą konieczność zakupu magazynów energii, czy dalej jest sensowne inwestowanie w fotowoltaikę w naszej szerokości geograficznej?

Moim zdaniem jest. Jeżeli energeryka nowoczesna będzie się rozwijała, to my też będziemy w stanie handlować tą energią. Załóżmy, jesteśmy w pracy, nasza mikroelektrownia pracuje, ale powiedzmy nasz sąsiad ma warsztat i my będziemy mogli mu naszą energię odsprzedawać. Na razie takich mechanizmów nie ma, ale prędzej czy później do tego się doprowadzi.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Grzegorz Siwak 2021-01-22 10:01:43

    Jednak upierałbym się, że trzeba stawiać na fotowoltaikę. To jednak przyszłość. Tez mam panele fotowoltaiczne, od maxcom eco energy i widzę bardzo pozytywne skutki tej inwestycji.

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Ile lat ma Twoje auto?






Oddanych głosów: 496