Kariera

ABC Menadżera: Wojciech Fabiańczyk, dyrektor fabryki Henkel Polska w Raciborzu

2022-12-02, Autor: Tomasz Raudner

W cyklu ABC Menadżera przedstawiamy kolejnego przedstawiciela kadry zarządzającej w woj. śląskim. Jest to Wojciech Fabiańczyk, nowy dyrektor fabryki Henkel Polska w Raciborzu.

Reklama

W cyklu „ABC menadżera” pytamy kadrę zarządzającą śląskich spółek o jej codziennie nawyki związane z pozyskiwaniem biznesowej wiedzy oraz sposoby na spędzanie wolnego czasu.

Tym razem jest to Wojciech Fabiańczyk, który od maja 2022 roku jest dyrektorem fabryki Henkel Polska w Raciborzu

Tomasz Raudner: Czy są książki z zakresu rozwoju menadżerskiego, które wywarły na Pana szczególny wpływ, które mógłby Pan polecić każdemu menadżerowi?

Wojciech Fabiańczyk: Mam minimum 80 książek z tego obszaru, ale powiem szczerze, że skorzystałem z niewielu. Często wynika to z faktu, że wiele pozycji już po pierwszych dwóch rozdziałach nie zaciekawia mnie wystarczająco, nie odnajduję tam tematu, który byłby mnie w stanie pociągnąć dalej. Część książek znowu to takie poradniki – do jednorazowego przeczytania. Mam jednak swoje mocne trzy typy, które mógłbym polecić osobie nastawionej na rozwój. Pierwsza pozycja to niezwykle inspirująca, menedżerska historia Billa Campbella. Książka ma tytuł „Coach wart bilion dolarów”, a autorami są Eric Schmidt, Jonathan Rosenberg i Alan Eagle.

Bill Campbell był kiedyś trenerem sportowym, ale z uwagi na to, że był zbyt wymagający nie znalazł swojego miejsca w świecie sportu. Został natomiast coachem dla menedżerów, zarządów wielkich firm i odniósł na tym polu spektakularny sukces. Był coachem m.in. Steve’a Jobsa, pracował też z całym zespołem Siergiej’a Brina (twórcy przeglądarki Google). Stał się znany z tego, że miał specyficzne podejście do swoich ludzi – był bardzo otwarty, szczery, ale jednocześnie bardzo wymagający. Jeśli coś mu się nie podobało i był przekonany, że czyjeś zachowanie czy podejście było nieodpowiednie, to pozwalał sobie nawet na używanie wulgarnych słów, by tym kimś potrząsnąć. Z drugiej strony zawsze zaznaczał, jak dużą rolę odgrywa docenianie swoich pracowników. Na szkoleniach, które prowadzi, uczy jak być dobrym szefem, dobrym pracodawcą. W jego pojęciu praca menedżera ma bardzo szeroki wymiar – to zobowiązanie, żeby wspomagać także prywatny rozwój swoich podopiecznych, żeby ich wspierać, by czuli, że są zaopiekowani.

Historia Campbella bardzo mnie inspiruje, uczę się, jak zostać prawdziwym liderem. Na taki coaching trzeba być jednak bardzo otwartym. Ten proces to nie tylko dawanie, ale również odbieranie, nawiązanie zaufania na tak wysokim poziomie, żeby  nieprzychylny feedback móc odebrać we właściwy sposób, by przetransformować go na swoją korzyść, potraktować jak kolejny etap na ścieżce swojego rozwoju.

Druga książka to „Zjedz tę żabę” Brian’a Tracy’ego. Uwielbiam tę pozycję i często do niej powracam w myślach. To bardzo życiowa książka. Często mamy tendencję, by zaczynać pracę od rzeczy, które nam się bardziej podobają, spędzać czas na tych, które są nam bliskie. A te, które są trudniejsze i niekoniecznie sprawiają nam przyjemność odkładać i odpuszczać. Często wówczas pojawia się prokrastynacja, która zabija energię. Dlatego warto w wachlarzu swoich zadań znaleźć tę przysłowiową żabę i jednak ją zjeść od razu rano, zamiast próbować czekać, aż może stanie się smaczniejsza do godziny 17 lub 18 a może wręcz następnego dnia. Polecam to zwłaszcza młodym menedżerom. Wchodząc w tryb menedżerski, zarządzania grupą ludzi, biznesem przy tak ogromnym zakresie odpowiedzialności, mamy tendencję do budowania na pozytywach, na mocnych stronach i inspirujących zadaniach. Jednak nie zawsze te zadania będą ciekawe i trzeba to przyjąć. Na przykład ktoś nie przepada za budżetowaniem lub nie lubi przeprowadzać rocznych ocen swojego zespołu. Ale przeważnie nie ma od tego ucieczki, trzeba wykonać zadanie, choćby było najtrudniejsze, czyli zjeść tę przysłowiową żabę. Nie warto czekać, bo to nas będzie ciągnąć w dół, ograniczać i zaburzać całą naszą energię, przez co stracimy też cenny czas.  

Trzecią pozycją wartą uwagi są książki dotyczące teorii Pigmaliona, bez wskazywania na konkretny tytuł. To pojęcie funkcjonuje w psychologii i określa taki rodzaj sytuacji, w której nasze oczekiwanie czy hipoteza dotycząca danego wydarzenia/osoby wyzwala zachowanie, które sprawia, że oczekiwanie staje się prawdą. Dla przykładu, jeżeli zakładamy, że rozmowa z daną osobą będzie trudna, to później podczas tej rozmowy, cokolwiek by się nie działo, będziemy się utwierdzać w przekonaniu, że ta rozmowa taka jest i będziemy sami przyczyniać się do ustawiania sytuacji w taki właśnie sposób. Podobnie rzecz ma się w kontekście pozytywnych oczekiwań – jeżeli zakładamy, że osiągniemy sukces na rozmowie to tak będzie. To rodzaj samospełniającego się proroctwa. Ponieważ nasz umysł będzie nam podpowiadał i będzie starał się udowodnić, że to co zakładaliśmy jest prawdą. Jest to dla mnie bardzo ciekawa rzecz, bo często zarówno w biznesie, jak i w życiu mówiąc o relacjach z innymi, wdrukowujemy sobie np., że z kimś się trudno współpracuje, nadajemy mu etykietę. Jeśli w taki sposób ustawimy to sobie w głowie, będzie nam trudno wyjść z tego przekonania, będziemy ograniczeni. Lektura książek związanych z tą teorią uczy, żeby unikać takiego szufladkowania zanim dana sytuacja nastąpi.

Jakie są Pana źródła biznesowej wiedzy, które muszą znaleźć się w Pana codziennej prasówce?

W dzisiejszym świecie możliwości pozyskania informacji są ogromne. Wiadomości są często podawane w sposób dość przerysowany i skrojony zgodnie z czyimś światopoglądem. Jedną informację można przedstawiać na wiele sposobów, co powoduje, że trudno wyłowić prawdę.

Trzymanie się kurczowo tylko jednego źródła bardzo mocno polaryzuje nas jako ludzi, ograniczając tym samym nasze poznanie. Wydaje mi się, że ta prasówka też często nastawiona jest na to, żeby nas zaciekawić, zawalczyć o naszą uwagę, żebyśmy spędzili jak najdłuższą chwilę nad danym artykułem. To prowadzi do tego, że historie, które mogłyby być merytoryczne niekoniecznie są atrakcyjne. Najpierw krzyczą do nas nagłówki o inflacji, o tym, że nie ma węgla, później, że jest węgiel i to w nas często zostaje, bo rzadko kiedy ta informacja jest później przez nas aktualizowana. Czytamy o przypuszczeniach, ale też często sami później nie sprawdzamy, czy znajdują one potwierdzenie.

Dlatego wychodzę z założenia, że ważne są różnorodne dane i trzeba szukać wielu korespondentów, interpretatorów, osób, które znają sytuację z wielu źródeł, żeby zachować równowagę w tym wszystkim. Ja tak robię i staram się później to weryfikować patrząc na trendy, nastroje. Wspomaga mnie w tym mój własny follow up i networking, spotykanie się z różnymi ludźmi i budowanie szerszego spektrum. Dlatego czerpię informacje nie tylko z mediów, ale przede wszystkim z rozmów z różnymi ludźmi, a pozyskane informacje weryfikuję na różne sposoby.

Jaki jest Pana najbardziej ulubiony sposób spędzania czasu, pozwalający "naładować akumulatory"?

Najbardziej ładuję akumulatory patrząc na moje dzieci, na to jak się rozwijają, jak pokonują trudności życiowe, jakich dokonują wyborów. Szczególnie uwielbiam oglądać ich poczynania w sporcie, to mnie bardzo relaksuje. Dwóch moich synów aktywnie działa w tym obszarze, jeżdżą na turnieje i mecze – bardzo lubię patrzeć, jak radzą sobie w takich sytuacjach. Kolejnym moim ulubionym sposobem spędzania czasu są wycieczki z rodziną i poznawanie nowych miejsc. Podróżujemy w bardzo różne rejony Polski, jak tylko jest szansa i trochę czasu. Wychodzę z założenia, że gdziekolwiek się jedzie, to zawsze warto poznać to miejsce, czegoś się o nim dowiedzieć. To cieszy,  wzbogaca i zostaje w pamięci.

Kolejna rzecz to prace domowe, i tu może niektórych zaskoczę, bo szczególnie relaksuje mnie… prasowanie. Mógłbym nawet godzinę wcześniej wstać, żeby tylko poprasować. Sprawia mi to przyjemność.

W tym roku spędziłem / spędzę urlop w ...

W tym roku przeprowadzka i zmiana pracy ograniczyły w dość oczywisty sposób możliwości wyjechania na dłuższy urlop, choć udało nam się wyskoczyć do Chorwacji. W takie podróże zawsze zabieramy rowery, bo cenimy sobie aktywność. Dzięki temu można te urlopowe dni ciekawie zagospodarować, zamiast tylko plażować. To też pozwala odkleić się od samochodu i zwiedzić miejsca, które nie są tylko i wyłącznie przeznaczone dla turystów.

Zimą staramy się też zawsze pojechać na ferie zimowe na narty, w tym roku spędziliśmy ten czas w Czechach. Mam też na swoim tegorocznym koncie niezliczone weekendowe podróże po całej Polsce w rodzinnym gronie, takie 2-3 dniowe wypady.

Miejsce, które w przyszłości chciałbym koniecznie odwiedzić to...

Marzę o tym żeby pojechać do Australii.  Australia ma takie rzeczy, których nigdzie indziej nie da się zobaczyć – bogatą różnorodność w postaci fauny, flory, miejsc kompletnie dzikich oraz ciekawą architekturę. 

Inspiracją dla tej podróży stała się dla mnie książka pod tytułem „Left for dead”, którą wydał Ricky Megee, człowiek, którego miałem okazję poznać. Opisuje on swoją historię, jak został porzucony na pustyni w Australii i przeżył tam 71 dni. Teraz jest inżynierem i pracuje w budownictwie, natomiast jego historia niezwykle porusza i inspiruje, bo udowadnia do czego zdolny jest człowiek. Chciałbym chociaż na chwilę tam pojechać, poznać tę perspektywę, którą Ricky opisał w książce. Czytałem ją z wielkim natchnieniem i zaciekawieniem.

Marzy mi się również trekking w bardzo znanym Parku Narodowym Cradle Mountain National Park oraz wizyta w Melbourne, które jest uznane za najbardziej przyjazne miejsce do życia na świecie. Rzeczy, które chciałbym tam zobaczyć jest tak dużo, że trzeba będzie wygospodarować odpowiednią ilość czasu, ale wierzę, że to wszystko przede mną i tego sobie życzę.

Oceń publikację: + 1 + 7 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Blokada miliardów z UE. Kto ma rację?



Oddanych głosów: 455

Prezentacje firm