Wiadomości

Restauracje, hotele to nie lotniska. Nie sprawdzają certyfikatów. Rzecznik MŚP popiera

Author profile image 2021-12-17, Autor: Tomasz Raudner

Nie można rozporządzeniem ograniczyć praw i wolności, w tym wolności działalności gospodarczej ani regulować podstawy przetwarzania danych wrażliwych (a taki charakter mają dane o zdrowiu), dlatego zapraszamy wszystkich bez wyjątku – z takiego punktu widzenia wyszła restauracja Bułkęs w Katowicach reagując na obostrzenia wprowadzone 15 grudnia. Podobnie postąpiły inne restauracje w woj. śląskim.

Reklama

Przypomnijmy, zgodnie z ostatnimi regulacjami rządowymi, miejsca publiczne, w tym lokale gastronomiczne, kina, teatry, hotele mogą być wypełnione w 30 proc., ale do limitu nie są wliczane osoby zaszczepione. Według rzadowej narracji weryfikacją certyfikatów covidowych mają się zajmować sami przedsiębiorcy, a jeśli nie chcą tego robić, mogą przeznaczyć dla klientów tylko 30 proc. miejsc. Gdyby doszło do sytuacji, że w restauracji czy kinie przebywa więcej osób, niż wynika z limitu 30 procent miejsc, a obsługa nie zweryfikowałaby ich pod kątem posiadania certyfikatu, musiałaby liczyć się z karą.

Przedsiębiorcy już po ogłoszeniu, a jeszcze przed ukazaniem się rozporządzenia wskazywali, że nie mają narzędzi prawnych ani technicznych do weryfikowania certyfikatów u swoich klientów. Ukazanie się rozporządzenia nie rozwiało ich wątpliwości, dlatego twardo mówią, że nie sprawdzają czy ktoś jest zaszczepiony.

Bułkęs: Nie mamy podstaw do przetwarzania danych wrażliwych, a takimi są dane o zdrowiu

Tak na przykład postępuje restauracja Bułkęs w Katowicach, która zasłynęła tym, że jako jedna z pierwszych w Polsce w styczniu 2021 roku zaczęła stacjonarnie obsługiwać gości.

„Co u nas? Bez zmian!

15.01.2021r rozpoczęliśmy naszą walkę o przetrwanie, o nasze prawo do swobodnego prowadzenia działaności, o wolność!

Mamy za sobą niezliczoną ilość kontroli policji, kontrolę Sanepidu, US i inne. Pomimo nachodzenia nas i naszych gości cały czas działaliśmy bez zmian. Wygraliśmy wszystkie sprawy w sądach.

Dziś 15.12.2021 r. weszło w życie kolejne Rozporządzenie. Właśnie, rozporządzenie…

Nie można rozporządzeniem ograniczyć praw i wolności, w tym wolności działalności gospodarczej ani regulować podstawy przetwarzania danych wrażliwych (a taki charakter mają dane o zdrowiu), dlatego zapraszamy WSZYSTKICH bez wyjątku.

Ze swojej strony zrobimy wszystko, żebyście czuli się u nas bezpiecznie. Cały czas przestrzegamy reżimu sanitarnego. Na wejściu oraz w ogólnodostępnych miejscach znajduje się dezynfekcja rąk. Powierzchnie wspólne, karty menu, terminale są regularnie dezynfekowane. Prowadzimy obsługę kelnerską.” napisała restauracja w swoich mediach społecznościowych.

Batumi: Rząd sobie coś wymyśla, a nie daje produktów do sprawdzania gości

Podobnie nic się nie zmienia w gruzińskiej restauracji Batumi w Rybniku.

- Pracujemy tak samo. Rząd pieniędzy nam nie daje, my im płacimy, więc niech nie marudzą – śmieje się  Aleksandra Zarzycka, menadżerka Batumi.

- Rząd sobie coś wymyśla, a nie daje produktów do sprawdzania gości. Poza tym ja sobie nie wyobrażam, żebym miała sprawdzać gości. Jest coś takiego jak RODO. Generalnie pan przychodząc do mnie może mi pokazać kod QR z promocji ze sklepu i ja mogę w to uwierzyć, lub nie. Bo jak mam sprawdzać te kody. Powinno to być nam bezpłatnie udostępnione, bo nie zamierzam za to płacić, skoro to oni wymyślają, a nie my. I prawnie to musi być uzasadnione – dodaje Aleksandra Zarzycka.

 

Hotel Przy Młynie: Możemy jedynie grzecznie zapytać i nic więcej

Szerszą perspektywę przedstawia Dariusz Cieśla, dyrektor hotelu Przy Młynie w Rybniku, w którym działa również ogólnodostępna restauracja.

- Mało co mogę powiedzieć, bo nadal nie mamy wytycznych. Góra dała rozporządzenie, narzuciła na nas obowiązek, ale nie ma wytycznych. Spierają się między sobą. My możemy jedynie grzecznie zapytać i nic więcej. Nie mamy prawa, ale musimy – mówi Dariusz Cieśla, dyrektor hotelu i restauracji Przy Młynie w Rybniku.

Zauważa, że cały czas w firmie trwają na ten temat dyskusje.

– Kwestia hotelu to jedno, a restauracji – drugie. Na hotelu wprowadziliśmy dobrowolne ankiety, goście to wypisują, natomiast to jest niezgodne z prawem. Nie przechowujemy ich i po wyjeździe gościa od razu niszczymy. Wprowadziliśmy zapytanie, czy pan/pani jesteście zaszczepieni?

Jeżeli mam 30 procent obłożenia w restauracji, to mam 3 stoliki zajęte, a reszta groziłaby nam mandatem. Przyjdzie policja i sanepid i od razu mandatami łoją. Nawet wczoraj ktoś dzwonił, można przypuszczać że sanepid, w jaki sposób podchodzimy do obostrzeń. Kelentka wytłumaczyła, że prosimy gości przy rezerwacjach stolików, pytamy, czy towarzystwo jest szczepione. Robiny to dla naszego spokoju i naszej wiedzy, ile osób możemy przyjąć – opowiada menadżer.

Zauważa różnice w podejściu do tematu wśród gości krajowych i zagranicznych. - Gość zagraniczny w 100 procentach zakłada maseczkę, wypisuje ankietę i pokazuje oświadczenia covidowe. Gość z Polski? Tu jest różnie, jesteśmy narodem bardziej buntowniczym i czepialskim – kwituje.

Prawnik: restauracja to nie lotnisko

Większość komentujących wyraża poparcie dla działań restauratorów. Są jednak również głosy krytyczne. Jednak z internautek w komentarzu pod postem Bułkęsu zauważyła, że tłumaczenie się brakiem możliwości przetwarzania danych wrażliwych, czyli w tym przypadku danych o zdrowiu jest nietrafione.

„to jest wasza knajpa i zrobicie jak uważacie, ale to nie jest tak, że to sa dane wrazliwe. w pociągu tez pokazujemy kod qr łącznie z dowodem. Na lotnisku również. Ta retoryka jest z czapy:/”.

Na to zareagowała aplikantka adwokacka Dominika Bielecka, która wraz z adwokatką Beatą Bieniek – Wierą broniła Bułkęs w sądzie przed sanepidem o policją:

„dane o zdrowiu to są dane wrażliwe. W przypadku każdego rodzaju danych wrażliwych prawo administratora do ich przetwarzania powinno zostać określone w ustawie i sprzężone z obowiązkiem zachowania tych danych w tajemnicy. Koleje i przewoźnicy lotniczy działają w oparciu o właściwe ustawy.”

Dodajmy, że rozporządzenie ostro skrytykował Rzecznik MŚP Adam Abramowicz:

- 15 grudnia zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie w sprawie obostrzeń covidowych. Z nowego rozporządzenia nie wynika ani uprawnienie ani też obowiązek kontroli przez przedsiębiorców paszportów covidowych ich klientów. Ministerstwo wskazało, że do limitów nie wliczamy osób, które okazały paszport covidowy, niemniej okazanie to jest dobrowolne.

Konsekwencją nieokazania ww. paszportu jest wliczenie klienta do limitu. Przedsiębiorca staje się więc swoistym zakładnikiem. Z jednej strony nie może wymagać paszportu, z drugiej musi przestrzegać limitu. Co może prowadzić do kuriozalnej sytuacji, w której przedsiębiorca będzie mógł świadczyć usługi tylko w ramach limitu, pomimo że wszyscy jego klienci będą zaszczepieni, ale odmówią okazania paszportu – bo mają do tego prawo. Aby nie było żadnych wątpliwości uprawnienie do weryfikacji paszportów powinno wynikać wprost z przepisów ustawy.

Przedsiębiorcom nie jest potrzebny konflikt z klientami, ani spór z administracją w sądach, bo w obu przypadkach generuje to dodatkowe koszty i spadek przychodów – uważa Adam Abramowicz.

Co sądzicie o ograniczeniach dla niezaszczepionych?






Oddanych głosów: 1232

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu slaskibiznes.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Otrzymuj najciekawsze newsy biznesowe ze Śląska!

Zapisz się do naszego newslettera!

Sonda

Czy Polski Ład doprowadzi do upadku rządu Mateusza Morawieckiego?



Oddanych głosów: 318